login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

1997-07-12 Forty: Płatny Ftorek

W środku byłem gdzieś o 20.30 i dobrze, bo siedząc pod parasolami przynajmniej nie zmokłem, jak ci co czekali na zewnątrz. Do środka zaczęli wpuszczać około 21.00 i tu przykra niespodzianka, pogróżki o wjeździe we wtorki zostały wreszcie spełnione (4 zł, z ulotką 2 zł). Początek imprezy to trochę dobrej muzyki w wydaniu Adama (DJ Tsar). Z przyjaciółmi jak zwykle na początku Fortów piliśmy sobie piwko (małe EB - całkiem niezłe, nie chrzczone) i tło dźwiękowe było całkiem całkiem. O 22.00 ruszyliśmy się w kierunku dj-ki i tu kolejne zaskoczenie: na parkiecie tłok, jak na Długiej w niedzielę o dwunastej. Pierwszy raz było tyle ludzi na Fortach w inny dzień niż w piątek. Nawet za czasów Castroli w soboty przychodziło dużo mniej techników. Po rozejrzeniu się w nowych balonach, nadszedł czas na skręcenie czegoś nielegalnego. Ja, Rat, Afro i jeszcze jeden nasz kolega zjedliśmy sobie po pół trójkąta (xtc). Czekam, czekam a tu nic. Błe, pomyślałem sobie, znowu nic nie robi, ale Afro wydaje się być skłębiony. Mały secik Burka, i co ciekawsze te miksy nawet mu wychodziły - wybrał przy tym parę fajnych kawałków. W międzyczasie Afro co nieco puścił - taki mały przegląd swoich przebojów, więc całkiem nieźle się pobawiłem. Lubię dobrze znać kawałki, do których banglam, bo wtedy można odstawić dużo lepszy show. Poskakałem i chyba coś w główce zaskoczyło, bo aż się spociłem. Kolejny DJ to Rat, młody, początkujący i nie zawsze mu jeszcze wychodzi. Poznać go można po tym, że prawie zawsze puszcza "Dreams" Quench'a, ale akurat dzisiaj zdaje się, że nie puścił - i dobrze, bo za często go słyszę. Gdzieś w tym czasie rozwalił się fader w mikserze i było jedno fatalne przejście z zatrzymaniem płyty - aż się przestraszyłem. Jarek (DJ Drwal) wkroczył za konsoletę i jakoś tak zrobiło mi się raźniej, bo to według mnie najlepszy fachowiec na Wybrzeżu. Puścił interesujące motywy, ale jak zwykle ostatnio, kiedy Jarek puszcza czułem pewien niedosyt. Kiedyś dawał dużo więcej moich ukochanych breakbeat'ów i drum'n'bass'ów (fatalnie wyglądają te apostrofy). A potem był chyba DJ Wiciu i znowu Adam - poleciał jeden breakbeat (a może dwa - nie pamiętam). W każdym bądź razie wyszalałem się maksymalnie. Wreszcie puścił Wiktor - jak zwykle nieźle. I tu mała refleksja. Od pewnego czasu w Trójmieście na imprezach Techno obserwuję nową młodzież techniczną, która pojawia się nawet regularnie. Większość z nich porusza się jednak fatalnie. Dwa, trzy lata temu na parkiecie można było zobaczyć różne fajne wariactwa, a teraz wszyscy ruszają się tak, jakby byli na jednym kursie tańca (ha ha ha - pusty śmiech). Nie ważne, czy leci jakiś house, goa, czy jungle - ciągle tak samo podrygują. W związku z tym, kiedy czasem odstawiam show, mam niezłą zwałę i czuję na sobie wzrok: co to za wariat? Ale mi z tym dobrze. Na imprezie byłem tylko do drugiej (niestety), bo mój transport był zmęczony i chciał do domu. Kiedy wychodziłem nadal był tłok na parkiecie i wszyscy się dobrze bawili. Jeszcze dwie uwagi o rzeczach, które mnie denerwują. Po pierwsze, to dresiarze. Nie będę się rozpisywał, jacy to oni są fatalni, bo każdy technik wie, jak jest. Po drugie to gwizdki. Chyba za dużo osób widziało relację z Love Parade (a propos Westbam był świetny, jak na niego oczywiście) i traktują teraz swoje gwizdki jak kolejny instrument. Trzeba by im wytłumaczyć, że gwizdek to nie jest sampler.
Ocena ogólna: Bart Simpson.

Michael

Powrót do relacji
Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team