login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

1997-08-02 Sfinks: Sfinks

Jak zwykle byłem podniecony wybierając się do Sfinksa. Wiedziałem, że tamtejsza magiczna atmosfera ogarnie mnie niczym gęsta mgła spotykana tylko w Londynie. Umówiłem się chwilę wcześniej w Gdańsku ze swoimi znajomymi, z którymi zwykłem byłem się bawić. Wcześniej załatwiłem nowe rowery, tak, że zabawa miała być na max. O ja głupi, gdybym wiedział, że w Sfinksie jest nowy wystrój a muzyka będzie tak odjechana, to chyba dwa razy bym się zastanawiał nad zjedzeniem czegokolwiek (a rowery okazały się być całkowicie bez ABS-u). Właśnie nowe oblicze budynku fundacji zwróciło naszą uwagę. Na zewnątrz został pomalowany w różnokolorowe wzory, ale prawdziwa jazda z malunkami zaczęła się w środku. Już na wstępie na podświetlanym suficie witają nas twarze obcych (rodem z X-Files), które wydają się całkowicie kontrolować sytuację i przyglądać wszystkim z tajemniczym uśmieszkiem. Na ścianie wejściowej została rozłożona pofałdowana folia aluminiowa tworząca niesamowite wrażenie wnętrza puszki z sardynkami (miałem właśnie taką chorą jazdę). Najlepszy jest jednak chill-out room, którego ściany są pokryte różnymi wzorkami, które mogą dokonać poważnego uszkodzenia mózgu. No, ale przejdźmy do najważniejszej części opisu, czyli muzyki. Przyznam się, że cokolwiek zacząłem kojarzyć dopiero około 3, ale wiem, że przez cały czas muzyka byłą super, bo w mojej głowie tworzyłem remixy w czasie rzeczywistym do acidowych dźwięków nadawanych przez DJ E.L. Diavolo i DJ Mix-o-Matic z Hamburga (a może to byli co goście z sufitu). Dość, że hipnotyczne frazy generowane głównie przez moduł 303 spowodowały taki zamęt w mojej głowie, że nie bardzo wiedziałem, czy jestem na party, czy może jest to specjalne psychodeliczne przedstawienie ze mną jako bogiem (a może diabłem) w roli głównej. Około 4 wyruszyłem z balkonu na parkiet, ale po paru minutach lekkich podrygów zacząłem podpierać ścianę, a wokół mnie rozpościerała się krwisto czerwona mgła. Do tego czasu poleciało obok rzeczy zupełnie nieznanych kilka świetnych i znanych hymnów klubowych, które rozpaliły wszystkich ludzi na parkiecie i nie tylko. O 6.00 (chociaż inni twierdzą że o 5.00) pojawili się ludzie ze statku, a ja wreszcie odzyskałem na tyle kontrolę nad swoim ciałem (szkoda, że nie nad umysłem), że mogłem zacząć łagodnie się ruszać do muzyki. Najgorsze jest to, że ciągle nie mogłem odzyskać kontroli nad wzrokiem - moje buty wtapiały się w podłoże, a ludki wokół wygładali zdziebko inaczej niż w rzeczywistości. O 7 rano zmęczony, ale ciągle na ciężkiej jeździe opuściłem Sfinksa (Rat koniecznie musiał do domu, bo się mamusia denerwuje - oj nie chciałbym takiej jazdy). Imprezka miała trwać do 14 i sądząc po ilości ludzi, którzy zostali bardzo możliwe, że tak się stało. Podsumowując jedna z najlepszych imprez w tym roku.
Ocena 1 i 1/2 Panoramixa.

Michael

Powrót do relacji
Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team