login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

1998-02-13 Sfinks: Millenium live act

Aha, piątek 13-tego i dodatkowo chyba pełnia - coś się musiało nie udać. I faktycznie brak Japońca (dj Takkyu Ishino); trochę szkoda, bo w Łodzi go też nie było, a chciałbym go na żywo wreszcie usłyszeć. Trzeba jednak przyznać, że jego nieobecność nie wpłynęła na jakość zabawy. Ale zacznę może od szczegółów natury technicznej. Wjazd 15 zł. Tłok przeogromny - miejscami nie było gdzie szpilki włożyć. Dodatkowo jak zwykle przy tej ilości ludzi dość gorąco i duszno (skroplona para na ścianach i suficie), która powodowała szybkie negliże u osób obojga płci :-). Cisza zaległa zdaje się 2 razy, ale tylko na parę sekund. Był koleś z kamerą, która przekazywała obraz bezpośrednio na dwa telebimy (na zmianę z fajnymi filnikami i animacjami i choć część już znałem wzrok mój od czasu do czasu wędrował w kierunku bimu). Były też stare czarno-białe filmy w korytarzu z barkiem - mocno pogięte trzeba dodać. Aha i mimo adnotacji na flyersach (ze zniżką, która nie działała) wpuszczono kilku dresiarzy, zdaje się, że znajomych bramkarzy - na szczęście tych paru typów nie wyróżniało się specjalnie, ale jak już się na nich trafiło, to byli fatalni. And nooow..... dj Tatiana (Berlin). No fajnie zagrała i technikę miała niezłą (właściwie bardzo niezłą) i dobór kawałków sympatyczny (choć nie ustrzegła się paru przebojów :-)) i nawet niebrzydka była, zaraz zaraz czyżby dj idealny? A tak serio, to bardzo fajnie (i równo) zagrała i wycisnęła ze mnie siódme poty i małą palpitację serca przy okazji. Jak będziecie mieli okazję wybrać się na imprezkę z nią w roli głównej, to lepiej się nie wahajcie. Millenium. Jak tu pisać źle o najlepszym (podobno) live act w Polsce. Pieprzę, nie zachwycili mnie, te ich acidy są jakieś takie wymęczone. Z półtoragodzinnego (o ile mnie pamięć nie zawodzi) grania podobały mi się ledwie 2 kawałki - szczególnie jeden utrzymany w estetyce minimalnej. Shamut. Bez komentarza - jeden z moich ulubionych dj, mogę go słuchać do znudzenia. Szkoda, że nie jest rezydentem Sfinksa albo Kaponiery. Podoba się nawet ludziom, którzy nie przepadają za lamersko miękkimi dźwiękami domowej muzyki i jej odmianami :-) Just boooom-booooom :-)) Ro.s. (czy jak się to pisze, bo już nie wiem :-)) niespecjalny, choć następnego dnia w Kapciu całkiem nieźle zakręcił). $. W czasach megaquestu wkurzał mnie jego set, który chyba przez pół roku nie zmieniał się ani na jotę, ale tutaj był superny. Chyba nowe płyty z muzą całkiem zakręconą - całość okroszana sporą dozą bardzo poprawnego (czytaj: parę zajebistych przejść) miksowania. Air. Jego ekscelencja :-)))) puścił taką układankę sexualnych garage'y, iż myślałem, że odlecę do ciepłych krajów i to bez pomocy psychotropów. Wyginałem się jak dureń, bo wreszcie była okazja do zaprezentowania siebie - panowie byli zdegustowani a panie nie :-)) W chill-out raczej się nie bawiłem, bo za mało miejsca tam (nazywanie go drugim parkietem na ulotkach to lekka przesada), ale jak tam zajrzałem to Drwal puszczał bardzo fajne rzeczy (kumpelę strasznie podjarał zapodany przez niego Propellerheads). Reasumując - luty okazuje się być bardzo dobrym miesiącem na zabawę: najpierw całkiem udany jump w Łodzi, potem Dervish w Kapciu, teraz Sfinks. Wybawiłem się (wszyscy znajomi też sobie bardzo chwalili), wypociłem się (nie cierpię) prawie do odwodnienia :-). A że dawno w Sfinksie nie byłem to sobie chyba jeszcze odbiję na koniec lutego, bo 28 zagra Diesel, Air i Ro.s. Ocena: kończę na razie z ocenami, bo to niezdrowe :-))
Props: Tatiana, Shamut, $, Air - za sety. Cała nasza paczka za dobre towarzystwo. Organizatorzy za świetny sprzęt wizualny.
Slops: Organizatorzy za brak Takkyu Ishino i za kiepską przepustowość bramki. Millenium za to, że byli bez wyrazu.

Michael

Powrót do relacji
Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team