login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

1998-03-14 Sfinks: Pozzie z TMM

Jeżeli przeraża was piątek 13-tego i cały ten dzień spędzacie w domu z głową po kołdrą, to powinniście zawsze się bawić w sobotę 14-tego. W taki dzień każda impreza musi wyjść. Temat znowu odmienny, bo hasłem przewodnim było szerokie pojęcie: "trance". Dopiero co był d'n'b - czyżby Sfinks zaczął się dywersyfikować? Jeżeli jest to działanie zamierzone, to chwała organizatorom za takie rozumienie rozrywki. Co prawda w chill-out z reguły i tak króluje muzyka o wszystko mówiącej prędkości 125 bpm, ale wszystko wskazuje na to, że młodzież ma szansę poznać różne barwy i odcienie techno :-)). Gwiazdami wieczoru (nocy) byli krakowski Pozzie (znowu RMF) i Drwal (dla odmiany Arnet). Konkretnie się zaczęło już koło 22, kiedy Drwal zagrał pierwszego seta. Niby trans, ale nie byłby sobą gdyby czegoś nie przemycił - chociaż nie będę wypominał (z oczywistych względów) tych szybkich dźwięków zgrywanych w garażach. Potem pograł $. Tu przypomniały mi się stare "dobre" czasy Megaquestu - troszkę za dużo hitów z tamtego okresu (mix o.k.). Następny zdaje się (nie jestem pewien) był Pi (3,14... czy ileś tam) - pokręcił i to by było na tyle. O czasie odpowiednim, gdzieś tak godzinę po północy wszedł Pozzie. Przyznam się, że zaskoczył chyba wszystkich ciężarem (nie tylko gatunkowym) dźwięków wytłoczonych na swoich płytach. Tempo było mordercze, klimat hard a melodyka oszczędna - nie tak monotonne jak czasami potrafi być detroit, ale w podobnym klimacie. Zasuwałem na parkiecie jak głupi, bo muza odbijała moje podeszwy od podłoża, nie pozwalając ustać w miejscu. A technika? Cóż mogło być lepiej - parę skuch, ale nie wiem czy to nie wina odsłuchu. Potem znowu Drwal pograł (no chyba, bo już nie ufam własnym zmysłom :-))), bo usłyszałem sporo pokręconych i połamanych (wolnych) uderzeń - ludki jak zwykle zgłupiały i większość nie wiedziała co ze sobą począć. A potem to ja nie wiem, a potem (przed 6) to się pobawiłem do głębokich domów :-)) (fajnie było - czy to nie był Ro.S.?). A potem to poszedłem, a potem to mnie kończyny bolały, a potem... A w ogóle to hitem był typ, który uskutecznił striptiz (czy jak się to pisze) - total ekshibicjonizm - no i fajnie na czworakach biegał. Chodźcie do Sfinksa, to może też będziecie mogli obejrzeć ten show, bo koleś odwalił taki numer nie pierwszy raz.
Props: Pozzie & Drwal za muzę; organizatorzy za taką (a nie inną) imprezę; moje nogi za wytrzymanie takich obciążeń; głowa moja za wkręcanie tylko pozytywnych wibracji.
Slops: organizatorzy za to, że mimo zapewnień na ulotkach wpuszczają dresiarzy; laska z aparatem na zębach za tripowanie mojego kolesia.

Michael

Powrót do relacji
Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team