login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

1998-03-28 Sfinks: Gdzie te Speed Garage?

Aaaaargh. Jestem w stanie tylko zawyć ze złości i żałości i bezsilności i... Wiecie, na ulotkach było wyraźnie napisane literami wielkimi jak wół: "SPEED GARAGE". Wyobraźcie sobie Michaela popijającego spokojnie przez większą część soboty drinka w towarzystwie najlepszych przyjaciół. Michael jeszcze nic nie podejrzewa. Kończy granie w Cyberpunka, popija drinka, przytula się do swojego natchnienia (wybacz mi)... - wie, że już za chwilę będzie sobie spokojnie dojeżdżał na imprezkę, gdzie zapodadzą jego ulubiony speed-garage. O nie, za dobrze by było, gdyby wieczór miał być też taką sielanką jak cały dzień. Michael wpada do Sfinksa (witaj Oza), rozgląda się tu i tam i rozpoczyna wielki nasłuch. Coś tu nie gra? No właśnie, gdzie te szybkie garaże? Aha, narazie będzie house'owo, bo grają rezydenci a koło północy wejdzie House Elvis i nada wyczekiwaną muzę. Czas mija, mija, mija... Kurwa, co się dzieje!!!??? House Elvis się nie pojawił za konsolą i przez całą imprę było może z 6 kawałków, które od biedy można podciągnąć pod speed-garage. Eeee, szkoda słów. Znowu (po nieobecności Takkyu Ishino) ściema ze strony organizatorów. Dobra, wiem, to nie zawsze jest wina organizatorów, dj-e nie przyjeżdżają, odbierają nagrody, skaczą z mostów próbując popełnić samobójstwo...:-) Ale powinni chociaż zapewnić jakichś dj-ów drugiego sortu puszczających muzę zapowiadaną na flyersach. Sfinks jest jeszcze o tyle fajnym miejscem, że nawet jak ktoś nie dojedzie, to i tak się można fajnie bawić (o ile ktoś lubi styl miękko-lamerski :-)). Cóż, napiszę teraz coś pozytywnego. Na początku zabawki w chill-out bardzo fajnie puścił dj Rough - klimaty takie jak całe Superstitions, czyli hard i to, no nie wiem, te nazwy, powiedzmy trance:-). Sobie posłuchałem i było całkiem fajnie (wtedy jeszcze miałem dobry humor). No, ale szybko zwiałem na duży parkiet, bo się jeszcze czegoś spodziewałem. Za konsolą pogrywał dj Ro.s. - rany, na tą noc wymyśliłem dla niego nową ksywkę - dj Rzeźnik. Miał tak fatalne przejścia, płyty się rozjeżdżały - co się stało? Przecież ten koleś potrafi grać i to całkiem nieźle. A zresztą. Byłem wściekły, bo mojej muzyki nie chcieli grać. Sytuację jeszcze podratował trochę dj Air, któy dał trochę garage'y (slyszeliście już album Byrona Stingily "The Purist" - maksymalnie seksualny odlot, hmmmm :-)). Ale mixy też mu nie wychodziły :-(. A dodatkowo trochę za dużo ogranych hitów. Party takie sobie, muza taka sobie, mixy fatalne - jak można podsumować imprę, na której dla ratowania sytuacji nadaje się "Choose Life" (JDS) jako speed-garage? Nienajlepiej.
Props: Oza za pojawienie się (wreszcie).
Slops: organizatorzy za rozminięcie się z zapowiadaną konwencją

Michael

Powrót do relacji
Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team