login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

1998-11-28 Siouxie Tower: Siouxie Tower Zaspa towarowa

Pierwsza impreza w Siouxie Tower, która odbyła się w Halloween pozostawiła po sobie same dobre wrażenia. Mimo surowosci miejsca (brak szatni i miejsc do siedzenia, nie otynkowane ubikacje) udało się stworzyć klimat, którego mi brakowało na ostatnich jumpach w 3miescie. Tym razem, mimo nieznacznego poprawienia standardu, bawiłem się już dużo gorzej. Pierwszy zgrzyt nastąpił już na bramce - okazało się, że nasze wejsciówki mają niewłasciwe pieczątki i bramkarze nie chcieli nas wpusccić. 20 minut na mrozie i pewnie już byśmy sobie odmrozili kilka części ciała, ale na szczęście interwencja Vicia (DJ VU), jednego z animatorów wieży pozwoliła na przekroczenie progu. W środku jeszcze więcej ludzi niż na inauguracji - limit miejsca został przekroczony - do 2 w nocy na górze nie w sposób było się bawić, taki panował ścisk. Zapewne okoliczna młodzież, która do tej pory odwiedzała "Kazamaty", zwietrzyła okazję do skakania - rytmy obojętne. Ludzi przypadkowych było dużo, co chwila ktoś Cię potrącał, zabrakło klimatu. Zimno na dole, duszno u góry (a nad ranem również na dole, gdzie maszyna od dymu pracowała bez przerwy na pełnych obrotach) - tymi słowami chyba najłatwiej scharakteryzować co się działo na parkietach. Na dolnym grali między innymi: Ricardo czy jak mu tam - rozgrzewał publikę sympatycznymi house'ami, Tsar - bardzo fajny set, z dużą ilością speed-garage'y, VU - też całkiem całkiem, Drwal - tu miałem mieszane uczucie, bo to mój ulubiony gdański dj. Zagrał bardzo dziwnie przeplatając połamane rytmy dźwiękami niemal industrialnymi, poprzez bigbitowe aż do melancholijnych stukanek, którymi zakończył swój set. Jedynym wesołym akcentem byli ostatnio coraz bardziej popularni Freestylers, Shamut - zagrał od razu po Drwalu. Do tej pory słyszałem go może z 5-6 razy na różnych imprezach (najmilej wspominam Sfinksa i Kartuzy). Zwykle speed-garaż podawany przez niego wręcz zmuszał mnie do zabawy, ale tym razem jakoś tak... mało melodyjnie, tylko rytm (nie mylić z pewnym znanym labelem:-). Mniej więcej w połowie jego seta opuszczałem lokal zmarznięty i szczerze powiedziawszy znudzony. Od około godziny 3 zmienił styl na swój (i nasz) ulubiony speed-garage, który pogrywał aż do 5, czym sam był zdziwiony, bo miał grać tylko do 4 (sic!). Facet od dymu - niech już lepiej puszcza dym niż muzykę. Góra (minimal techno): Afro - set, który ćwiczy od dłuższego czasu (za każdym razem trochę zmian, ale nie dużo) bardzo fajnie zmiksowany i niezły dobór materiału - ciężko, Tsar - nieco mocniej niż na dole - to był chyba najlepszy set wieczoru obok następnego, czyli: VU - znowu mocniej niż na dole - świetny dobór materiału i nienaganna technika. Musimy się przyznać, że nie była to najlepsza impreza. Ze znajomymi zgodnie stwierdziliśmy, że zabrakło klimatu i było zbyt dużo nie pasujących ludków. Nie wiem, może to znudzenie (ponad 4 lata ciągłego bawienia się w rytmie techno), może zblazowanie - faktem jest, że miejsce ma ogromny potencjał, ale jak na razie nie do końca wykorzystany. Bez żalu opuściłem Wieżę o 3 w nocy, a ja przed 6.
Props: VU za załatwienie problemów z bramkarzami; znajomi za liczne stawienie się.
Slops: bramkarze za robienie problemów; niektórzy uczestnicy za to, że w ogóle przyszli; organizatorzy za ciągły brak szatni i zimno; facet od dymu na dolnej sali za ustawiczne podduszanie uczestników i jego set.

Michael

Powrót do relacji
Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team