login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2000-05-20 Kaponiera: Spień się inaczej

Ten wieczór miał obfitować w wiele niespodzianek, nie spodziewałem się że aż tyle. Aby zwiększyć ciśnienie na zabawę udałem się do Adasia co by wspomóc organizm złotym płynem. Prowadząc zagorzałą dyskusję nie zawsze na 'normalne' tematy udaliśmy się na miejsce zbiórki. Zgodnie z naszym zwyczajem ustaliliśmy czas i miejsce spotkania na 21.30 pod MC$. Pierwszą niespodzianką była obecność kilku osób, które rzadko się pojawiają ostatnimi czasy, oraz nieobecność stałych bywalców. To ostatnie spotkać miało i Adasia, chociaż do końca nie chciałem w to uwierzyć. Po zebraniu całej bandy do kupy udaliśmy się w znanym kierunku przy zgiełku wrzasków i śmiechów wspominając wydarzenia minionego tygodnia. Nastrajaliśmy się na IMPREZĘ!, yeach. Przed wejściem zastaliśmy kolejną niespodziewankę. Wjazd 10 zeta. Lecz jak przystało na osobników uczęszczających do Sfinksa wyłożyliśmy kasę bez zbędnych pytań (w końcu i tak tanio). Aby było weselej na bilet można było dostać piwo lub sok co w rezyltacie dawało 'zwykłą' cenę za imprezę. Stoją za Kaponierą, popijając Vermutha, rozmawiając i śmiejąc się, zostaliśmy zaskoczeni przyjazdem straży pożarnej, z której wyskoczyło kilku kolesi w zgrabnych mundurkach podciągneli przyczepkę pod parkiet 'pod chmurką', na który zaczęli sikać pianą :). TAK! To było to, na co wszyscy czekali. Tego jeszcze nie było w 3mieście, a przecież jak można nie nadążać za światowymi trędami :). Co prawda na początku bawiły się w pianie tylko 2 panienki, lecz z czasem zaczęło przybywać ludków. Na otwartym powietrzu pogrywane były housy, raczej w bardzo znanych odmianach, lecz bardzo pasujących do atmosfery i zapachu jaki został wytworzony przez pianę. Migające światła, muzyka, wesołe towarzystwo, dziewczyna rzucająca w ciebie pianą ( :) ), wszystko wskazywało na to, ze jakimś cudem zostaliśmy przeniesieni w inne miejsce, o wdzięcznej nazwie IBIZA!
W środku atmosfera przypominała raczej już zwykłą Kaponierę, w której ciała imprezowiczów atakowane są ciężkimi dźwiękami wypuszczonymi wprost spod palców Afra i Butcha. Minimalne dzwięki bardzo się wszystkim podobały a sety obu panów były ciekawe i dobre technicznie, chociaż uczeń (Butch) nie dorasta mistrzowi (Afro), chociaż dzielnie drepcze mu po piętach :). Opadająca piana, udeptywana z godziny na godzinę w klejącą się maź, moczącą buty wraz ze skarpetkami, zmniejszająca się ilość osób wskazywały nieuchronne zbliżanie się końca imprezy. Na powietrzu zaczęły lecieć coraz to inne dzwięki, zachaczające o transy, acidy, stare dobre rave'y, bigbeaty,ź tudziesz breakbeaty podawane przez Dj na vinylowym tależu, wstrząśnięte, nie mieszane.
W końcu impreza padła. Prysł czar wieczoru. Słońce przedarło się przez szyby do środka Kapcia. Muzyka została zatrzymana, a niedobitki poproszone o zniknięcie z parkietu. Był to koniec imprezy, lecz dla mnie zaczynała się zupełnie nowa, w innym miejscu, pełna kolejnych niespodzianek, kolejnej piany (lecz tym razem nadającej się do spożycia, a nawet wypicia :) ), ale to jusz inna historia, z którą nie będę Was zaznajamiał.
Ja chcę na IBIZĘ! Chociaż bliżej do Kapcia :)

Chłodny

Powrót do relacji
Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team