login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2000-06-02 Sfinks: Urban Breaks czyli samochód na trójkątnych kołach

Jako że zbliża się sesja, a co za tym idzie odpada moja obecność na imprezkach wybrałem się do przybytku zabaw i uciechy aby ostatni raz przed zakuwaniem zaznać nowych przygód.
Dotarwszy na miejsce w okolicach 23.00 zostałem zdziwiony pustką panującą na głównym parkiecie i niewielką ilością osób zajmujących miejsca w przejściu do fontanny. Była jednak w tym i dobra strona, bowiem nie miałem problemów ze zdobyciem czegoś do siedzenia, a nawet znalazłem całkiem wygodny fotel. Po przywitaniu się ze znajomymi trza było zasiąść do nowiuśkiego wozu, który okazał się być bardzo miły w powożeniu. Po zapaleniu silnika bardzo miło się rozpędzał, aby w momencie nabrania odpowiedniej szybkości nagle rzucać, aby wytrząść z umysłu dziwne skojarzenia, zachowania. Jak się okazało niektóre osoby zostały naprawdę mocno wstrząśnięte - może co za dużo to nie zdrowo?
Po krótkim czasię dołączyła do mnie jeszcze jedna osoba, aby razem udać się w poszukiwaniu terenów rozrywkowych. Mijając inne pojazdy i osobników nimi jeżdżących dotarliśmy do mijesca zwanego Main Hall. Znaleźliśmy się raptem w centrum wydarzeń, zamkniętych w niewielkiej przestrzeni pomiędzy krainą niebiesko-różowych kaktusów, a krainą słynącą z czerwonych słupów i bocianich gniazd wraz z ich mieszkańcami, gdzie wśród otaczającej przyrody mogliśmy posmakować połamanych dźwięków wprost z industrialnej części Londynu. Dźwięki zapodawał z czarnych krążków Dj Vini Medley (i dla odminany postać której zupełnie nie kojarzę, a lubiącej sprawdzać co się dzieje po drugiej stronie parkietu), a towarzyszył im MC Shocking, który najpierw szokował swoją nieobecnością schowawszy się w najciemniejszym kącie za głośnikami, potem ujawniwszy się zaskoczył swoim wyglądem (czarny jak się można było domyślać :) z fajnymi dredami oraz zdaje sie bródką również 'zadredzioną'), a później pojawiając się na podeście, z którego to obserwował ludków na parkiecie. Brawa dla tego pana za wrzuty pod kierunkiem niektórych imprezowiczów, którzy niestety w większości nie rozumieli co do nich sie gada (panienki na podeście przed DJ nie chciały 'zdjąć bluzki w celu polepszenia ogólnej atmosfery' :) ). Basy tak niskie, że trzeba było się schylać by je usłyszeć, oraz połamane bity nafaszerowane dużą dawką przedziwnych dzwięków nie pasowały wielu osobnikom, dzięki czemu było przyjemnie dużo miejsca do skakania.
W tym samym czasie 70% imprezowiczów próbowała się zmieścić w Fontannie, prawie że dosłownie. Miejsce to wzbogacone o kilka fluoroscencyjnych rysunków i świateł wypełnione dźwiękami rodem z Domu (House'y) pękało w szwach od narastającej wciąż chetnych do zabawy w tym miejscu. Nasze samochody woziły nas między jedną a drugą salą, ze zdecydowaną większością przebywania w Main Hall. W ten sposób częstując swoje uszy na zmianę połamańcami i house'ami, poźniej na fontannie acidami i trance'ami, a na głównej wszystkim co popadło DJ pod rękę (Break's, dnb, house, deep house, garage wolne i szybkie) dotarliśmy do końca imprezy. Po drodze zachaczyliśmy o występy McAmatorów, którzy byli niezwykle kiepscy, ale pchali się do mikrofonu jak muchy do lepu (dobrze że DJ się zlitował nad resztą sali i idealnie wyciszał każdego po kilku zdaniach :) ). O godzinie 7.05 siedzieliśmy pod Rakietą sącząc mleko 0,5%, wspominając wydarzenia minionej nocy, czekaliśmy na przyjazd kolejki, która odwiozła nas w przytulne zacisze domq.
Werdykt: Dobre resory czynią cuda :)

Chłodny

Powrót do relacji
Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team