login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2000-06-17 Sfinks: Love Bomb. Wiele Hał(a)sów o Nic...

Ogrom możliwości tego wieczoru zdawał się przytłaczać moją głowę. Jednak poddałem się presji 'otoczenia' i wybrałem występ pana P. Haywood'a w Sfinksie. Mogłem zawsze jeszcze trafić do ledwo co otwartego Enzymu (dawna Meduza), albo wybrać międzylądowanie w Brzeźnie, gdzie podobno miało się odbyć Open Air Trance Party. Na szczęście dla mnie Łazienki Północne były właściwym wyborem. Po przebyciu jakże długiej i wyczerpującej trasy na szlaku Chińska Fontanna - Tarasy Widokowe mogłem w końcu zajrzeć do wnętrza domu uciech znanego wszem i wobec jako Sfinks. Z głównej sali dobiegały mnie znajome dźwięki hitowych Garage'y przeplatanych równie hiciorskimi Spid Garażami; szczerze mówiąc spodziewałem się czegoś odrobinę innego, no ale nie ma to jak miła niespodzianka. Gdy w końcu udało mi się jakotako zadomowić na parkiecie zostałem z niego brutalnie ściągnięty w celu potwierdzenia pogłoski o darmowym wejściu do Enzymu na ten wieczór. No, no... pogłoska okazała się być prawdziwa, a cały trik wyszedł na jaw, gdy tylko udało mi się sprawdzić wnętrze klubu. No pepole - No party! Więc skoro frekfencja nie dopisuje to właściciel wpadł na desperacki pomysł ogłoszenia darmowego wejścia. Niestety pomysł był chybiony, bo ludzie i tak nie chcieli się pojawić. Szybkim krokiem więc powróciłem do Sfinksa i jego zagadek. Pytanie na ten weekend brzmiało : Bawimy się top, czy bottomless?
Wynik testu przeprowadzony na zgromadzonej publiczności dał całkiem ciekawe wyniki, jednak to pozostawię waszym domysłom, lub spostrzegawczości tych co byli onego dnia na parkiecie. Ludki dopisały w najróżniejszych postaciach, a kilka zdecydowanie przypadło mi do gustu, choć dyskwalifikowały je pewne drobne usterki. Oba parkiety po godzinie 24:00 zdołały się wypełnić, a wolne miejsca siedzące nadal stanowiły fenomen w miejscowym folklorze. Ja jakoś nie miałem ochoty przesiadywać imprezy, więc po powrocie na taneczną podłogę raźno zacząłem podskakiwać przyprawiając tym niektóre osoby o ciężkie wkręty na obrzeżach rzeczywistości. Tyumczasem za deckami znalazł się w końcu gwiazdor tego wieczoru i muszę mu przyznać duuużego plusa za całokształt. Co, jak co, ale nieczęsto zdarza się bawić do setu złożonego z zarówno lajtowych House'ów, ich DISCO-tekowej odmiany, czyli Garage'y, oraz o wiele bardziej technicznych brzmień takich jak Trance, czy Minimal. (Osobiście moim faworytem na hit wieczoru był Kojack - 'You cant stop it' w transowym rem-x'ie). Co muszę przyznać publice, to zdecydownie ustalony gust (W jednym jedynym kierunku - Garaż!!!) powodujący falowe zaludnienia parkietu, gdy tylko trafił się jakiś hicior. Nie dotrwałem do końca setu Haywood'a, aczkolwiek wątpię czy dał on jeszcze komuś szansę na zdobycie kontroli nad deckami do końca imprezy.
Werdykt: 150 KM/h z dopalaczem

Adaś

Powrót do relacji
Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team