login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2000-06-23 Kaponiera: Kapcioniera

Dzisiejsza impreza była wyjątkowa pod dwoma względami: koniec sesji, początek lata. Jest okazja - trzeba się bawić. Kapeć bez żadnych niespodzianek zaoferował jedynie swój podstawowy zestaw DJ'ów a atrakcją miało być podobno jakieś ognisko/grill. Ja upatrzyłem jedynie jakiegoś skulonego pana z kiełbaską przy ruszczcie, gdzieś w kącie. Wyglądało to komicznie a apatytu jakoś nie nabrałem, podobnie jak w ciągu całej imprezy więc zapomniałem o tym całkiem. No nie ważne. Na miejscu zjawiliśmy się dosyć wcześnie, było jeszcze bardzo jasno i ogólnie tak niezbyt imprezowo więc naturalną koleją rzeczy była wycieczka po różne dobra spożywcze. Mieliśmy pecha, gdyż z powodów znanych jedynie sobie właściciele monoshopu zrobili sobie tradycyjną półgodzinną przerwę, która zaczyna się zawsze dokładnie wtedy gdy pojawiamy się przed ich dobytkiem. Ale w towarzystwie czas płynie szybko i miło, i już niedługo mogliśmy się zaprawić na rozpałkę ulubionymi napojami w ulubionym zalesionym miejscu, w pobliżu klubu. Gwiazdą tej rozgrzewki był niejaki pan Chłodny, który to ku uciesze wszystkich i własnej (hmm...no powiedzmy że był to wyraz tego że podchodzi do tego wszystkiego z dystansem) stał się inspiracją dla głupich żartów. Mimo, że to bogata osobowość żarty się w końcu skończyły i zmieniliśmy lokal.
W Kaponierze jak to w Kaponierze, z jednym ogromny i bardzo miłym wyjątkiem - otworzyli dolny "parkiet". No właściwie to zrobili szybką implementację restauracyjnego wnętrza na potrzeby dansfloru podobnie jak to się robiło za czasów szkolnych dyskotek - stoły pod ściany a krzesła na nie :). Doinstalowano też strobo! I to wystarczyło. Było prawie taka jak za dawnych dobrych lat w kaponierze. Była też muza. Na dolnym parkiecie noc obfitowała w mocne, twarde zagrania Kuby, Afro i Sławka(?), Gdzieś o 1 wpuszczono jednak jakiegoś prezentera dyskotekowego który, nie powiem, zgrał oryginalnie tego wieczora - puszczał największy chyba undergound z vivy, takie szity, na szczęście bez wokaliz. Kto chciał mógł sobie odpocząć przy tej okazji ale większość rozpędzonych już w tańcu ludzi nie zmartwiła się tym pogorszeniem jakościowym. Dobre wszystko złe co się kończy i zaczął grać Afro. Zagrał kilka starszych numerów i wieżowych szlagierów, fajnie. Po nim grał Kuba na zmianę z pewną panią. Słyszałem że ta pani to DJ ale jak na mój gust to co najwyżej przyszły. Ale i tak ten wieczór jakoś tak od strony technicznej realizacji miksów dla żadnego z DJ'i nie wypadł pomyślnie - podobno coś ze sprzętem nie tak było...powiedzmy. Natomiast fakt, że pojawiały się co chwila jakieś dziwne sprzężenia w systemie nagłaśniającym. Momentami nawet ładnie się dopasowywały do granego utworu ale oczywiście generalnie nie było to nic dobrego. To wszystko działo się a dole, u góry nawet nie byłem więc nie mam nic do powiedzenia. Ot impreza. Wyhasałem się i już. Kończę to sprawozdanie kilka minut przed wyjściem na kolejną, tym razem drum'n'bassową w nowym sopockim klubie Enzym. Wakacje i lato start...

Blue

Powrót do relacji
Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team