login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2000-06-24 Enzym: Drum'n'bass night

Czy może być piękniej? Obudzić się w późnych godzinach popołudniowych po zeszłonocnej imprezie i to z myślą że już za kilka godzin czas na następną? W dodatku ta ciekawość nowego miejsca, nowego klubu. Tego wieczoru miałem bowiem okazję udać się po raz pierwszy do nowo otwartego klubu pod tytułem Enzym, który zajął miejsce dawnego klubu Maroko. W dodatku impreza muzycznie dotyczyć miała wyłącznie drum'n'bassu co w trójmieście bardzo, bardzo długo nie miało już miejsca. Naturalnie atrakcją byli też zaproszeni goście: według ulotek zgrać mieli bowiem Mow i Perez z Radiostacji oraz Pirania. Wszystko zapowiadało się więc bardzo pięknie i...tak też było, może nawet lepiej.
Zabawa rozpoczęła się już na przystanku kolejki we Wrzeszczu gdzie, mimo braku jakichkolwiek zapowiedzi, pojawiła się cała banda znajomych. Grupą więc dotarliśmy nam miejsce akcji. Omijając zawalone ludem spacerowe arterie Sopotu zakupiliśmy w dobrze znanym miejscu potrzebne rekwizyty i udaliśmy się w rytualne miejsce w celu ich spożycia, czyli w okolicę fontanny z żabką. Komuś na górze musiało się to nie spodobać bowiemź tuż po dotarciu na miejsce spuszczono na nas potężną ulewę z piorunami. Nieźle było! Humor dopisywał a po jakimś czasie wszycy schroniliśmy się pod usłużnym daszkiem pobliskiej restauracji tajwańskiej(?). Miałem wrażenie, że podróż w stronę klubu odbywała się chyba dla większości już w ciut odmiennych stanach świadomości. Po wielu przygodach dotarliśmy w końcu na miejsce.
Już od zewnątrz klub zrobił dobre wrażenie, przynajmniej na mnie, wszystko ładnie umalowane i duża plakietka z nazwą. Wewnątrz niezgorzej - wszystko wymalowane w ładne pastele, zasłoki, inne bajerki, co wraz przyjemnym barkiem sprawiało bardzo przytulne wrażenie. Widać, iż postarali się podczas remontu i zanim kogoś tam wpuścili (a przypominam sobie pierwszy raz we wieży he, he). Parkiet jakoś był tam oświetlony, wystawiono na mim podesty no i osobiście sadzę że dobrze nagłośniono. Wszystko co trzeba. No i impra ruszyła. Niestety nie wiem dokładnie kto kiedy grał. Za to wiem, że wszyscy grali bardzo ładnie. Na początku królowały raczej spokojne drum'n'bassy, miejscami ujazzowione, wszystkie okraszone ładnymi padami i miejscami rymowankami. Z godziny na godziny muzycznie impreza ulegała jednak powolnemu utwardzaniu, by w końcu, bodajże (no bo w sumie chodziły słuchy że miało go nie być) za sprawą Pereza przejść w bardzo wściekłe klimaty hardstepu z bardzo wyjebanymi basami. To co cyprysy lubią najbardziej! Baaardzo ładnie. By dopełnić roli dziennikarskiej dopowiem, że ludzi nie było zbyt wielu (wiadomo łamany bit ciągle budzi jeszcze kontrowersje u wielu czy może raczej konsternacje ich układu koordynacji ruchowej), ale ci co byli naprawdę dobrze się bawili. Radocha nieziemska. Szkoda że nie zważyłem się przed i po bo wyszła by różnica co najmniej kilkukilogramowa na rzecz wydalonego potu oczywiście. Aha, część pewnie interesuje się tym jak wyglądała obsada warzywna - otóż buraków, nie licząc dwuosobowego stadka goryli, nie było! Ale tych dwóch też się nieźle bawiło (bynajmniej do muzy) - urobili sobie z gazety papierowe samolociki i doświadczali chyba po raz pierwszy w życiu (sądząc z radości malującej się na ich twarzach) praw aerodynamiki. Dla każdego coś miłego. Impreza ku upadkowi schyliła się gdzieś około godziny piątej. Szkoda, że dopiero te ostatnie, minuty wykorzystali DJ'e na zapodanie naprawdę ciekawego materiału: dosyć twardy step do bardzo wykręconego jezzowego tła i bassu. Jednak reasumując - full wypas power bass party mega drum. Jeszcze, jeszcze...

Blue

Powrót do relacji
Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team