login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2000-07-29 Tornado: Impreza w domku letniskowym

Impreza w domku letniskowym - Tak chyba będzie można najlepiej przetłumaczyć nazwę imprezki :) W końcu trójmiasto doczekało się swojej mega imprezy. Dzięki Spike'owi każdy z nas mógł wybrać się na letnią imprezę w Tornado. Ja tam oczywiście też trafiłem a poniższe słowa to efekt mojego zwiedzania zakamarków imprezy, oraz prawie nieustannego skakania na parkietach stworzonych z myślą właśnie o nas - klubowiczach (Choć raczej uwierzyłbym bardziej w wersję, że zostały one stworzone tylko po to aby bardziej nabić komuś kiecę). W każdym razie (How does it feel...) za 30 zł, albo 40 w ostatnich dniach przed imprezą nabywało się bilet uprawniający do "narażenia swojego słuchu na trwałe i nieodwracalne uszkodzenia", oraz przynajmniej zapewnienia sobie kolejnej nieprzespanej nocy. :)
Sam bilet był majstersztykiem, który wytworzono podczas organizacji parad w Łodzi i informował on potencjalnego uczestnika miej więcej o tym iż jego prawa podczas imprezy ("O ile się odbędzie, gdyż organizator zastrzega sobie prawo do przełożenia terminu, lub odwołania takowej bez informowania o takowym zajściu nabywcy biletu") zostały zredukowane do minimum. W rzeczywistości tenże bilet jest całkiem ładnym zwrotem nikomu nie przydatnych haseł, które mają służyć jedynie celom zapobiegawczym (Prawnicy, nieprzewidziane wypadki itd.)
Jak się okazało zaszwankowało troszkę zaopatrzenie techniczne, co zaowocowało później pewnymi drobnymi nieprzyjemnościami Nie tylko nieprzyjemne zgrzyty w trakcie odtwarzania utworu, ale też bardziej drzaźniące przerwy w trakcie działania SoundSystemu. Moja osoba znalazła się w środku dzięki uprzejmości pewnej osoby, z którą w efekcie końcowym zamieniłem ledwie jedno zdanie z przewidzianej dyskusji, no ale to was raczej nie interesuje...
Teren całej imprezy został ładnie ogrodzony i obstawiony ochroną, tak że nikomu nie przychodziły do głowy pomysły w stylu sforsowania jednej z siatek, albo jeszcze lepiej zrobienia tego duuużą grupą. Bramek łącznie było sztuk cztery, choć jedna przez pewien czas zapewniała dostęp tylko VIP'om i dziennikarzom, aby dopiero w późnych godzinach nocnych zmienić swój status na ogólnie dostępną.
Tymczasem zgromadzonych fanów różnorakich dźwięków z gatunku muzyki tanecznej zeszło się zdecydowanie więcej niż czterech. :) Więc przeprawa przez wejście była do godziny 2:00 rano wyprawą w jedną stronę.(How does it feel...) Ku uciesze, a raczej pokrzepieniu serc kontrola na wejściu ograniczyła się do lekkiego przejrzenia zawartości plecaków - w poszukiwaniu 'niebezpiecznych' i zakazanych flaszek. Tymczasem większość zgromadzonych przed wejściem zastanawiała się, czy aby uda im się wnieść o wiele mniejsze drobiazgi...
Z powodu drobnych przeciwności losu musiałem krążyć przez pewien czas poza parkietami, przez co ominęła mnie pierwsza godzinka imprezy. Potem na szczęście zadomowiłem się już na tyle aby w końcu oddać się przynajmniej przez chwilę temu co lubię najbardziej - (a)rytmicznemu podskakiwaniu połączonym z wkręcaniem filmu osobom stojącym najbliżej. Na wstępie wybrałem Main Hall, czyli wnętrzności klubu Tornado. Po remoncie faktycznie zmieniło się nagłośnienie i to co dziwne - na lepsze. Z innych radosnych odkryć odnośnie stanu technicznego tego klubu wykryłem kilka pomniejszych urządzeń, których głównym zadaniem było zrobić wodę z mózgu bawiącemu się na parkiecie. (Czyli w języku zrozumiałym dla ogółu - Nowy zestaw oświetleniowy, w skład którego wchodzą m.in. naprawdę porządne skanery i Telebeam) A tak nawiasem mówiąc: How does it feel...
Niestety zamiast Futra które chciałem w końcu obadać na żywca trafiłem na Groovkojada, który jakoś nie zdołał mi przypaść do gustu mimo szczerych chęci docenienia rodzimej twórczości. (W pewnym momencie , gdy stałem na balkonie Teksty rzucane w tłum przez Glenskiego stały się dla mnie na tyle niezrozumiałe, iż 'niechcący' skojarzyłem to z całkiem konkretnym niecenzuralnym wrzutem, którego nie będę przytaczał bo posądzą mnie jeszcze o przesadny wulgaryzm i nawoływanie do pornografii :) W związku z powyższym 'zamienił stryjek siekierkę na kijek', a ja zmieniłem lokalizację na na/wy-miot. Hmm... cóż mogę powiedzieć na temat namiotu zawiera się w prostym haśle: Full Wypas. Z początku można było zostać zaatakowanym przez perkusje i basy zapodawane przez Glasse'a , aby później zostać zamęczonym przez... Ja tam miałem okazję poskakać do House'u, Garage'u, Speed Garage'u we wszelkich odmianach, oraz co mnie wbiło w podłogę na pewien czas - Hard Trans'ów, których coraz mniej można trafić w naszym kraju. No ale wstępnie zaskoczyła mnie muzyka domowa, co zresztą powinno tu być normą gdyż znajdowaliśmy się na Summer House Party. Zapodawana była przez... no właśnie tu mam problem, bo niestety nie byłem w stanie kontrolować tylu DJ'ek więc stawiam na Gerhard'a. W każdym razie śmiało można powiedzieć, że namiot powalał z nóg i to nie tylko dzięki rewelacyjnym dźwiękom, no ale też za sprawą soundystemu, który wprawiał w obłęd pobliskie alarmy samochodowe :) (How does it feeel...)
Znalazłem też po jakimś czasie chwilę, aby sprawdzić jak ma się sytuacja na osławionym Katamaranie. No niestety nasze jednostki pływające nie nadają się zbytnio do przekształcania ich w pływające dancefloor'y i dało to się odczuć w momencie gdy dotarłem na miejsce i musiałem całkiem ostro lawirować pomiędzy ławeczkami, tudzież innymi nieusuwalnymi elementami wyposażenia. Dźwięki, które trafiały tutaj do moich uszu okazały się być zbliżonymi do tych z namiotu, z pewnymi wyjątkami: There is only house music!
Tak więc ludność tu zgromadzona podrygiwała sobie radośnie do rytmów w notacji 4/4 (Zupełnie jak napęd samochodu :) i tempie w okolicach 125 BPM. Niestety ten obiekt odpadł u mnie w klasyfikacji ze względu na 'Niedostosowanie do użytkowania przez klubowiczów, oraz nieproporcjonalną pojemność w stosunku do zajmowanej przestrzeni'. Tak więc nie pozostało mi nic innego jak powrócić do Tornado, lub namiotu. Jednak będąc z założenia osobnikiem pochodzącym z kosmosu wybrałem drogę okrężną poprzez sektor VIP'oski mieszczący się na Darze Pomorza. Ech... a miałem nadzieję, że tutaj trafię może na coś bardziej ambitnego jeśli idzie o muzykę. Tymczasem VIP area okazała się być zwykłym zaciszem gdzie ważniacy mogli pogadać o interesach, lub zakręcić sobie jakieś panienki, które dostały się tam dzięki znajomościom wśród organizacji. (Wybór był nieszczególny, no może z wyjątkiem Spike Girls oddelegowanych na ten obszar działań :) Zrezygnowany opuściłem to miejsce aby trafić ponownie do namiotu. Tym razem uszy moje podrażniły frekwencje z dolnego zakresu. (Ach te basy!) Oczywiście całość zaaranżowana w tempie oscylującym wokół magicznych liczb 135-155 BPM oznaczających szybkie garaże.
Jump Up... No może jeszcze nie teraz, bo trzeba w końcu przyjrzeć się (przysłuchać) 'fachowcom' z kraju żabojadów. W końcu odkryłem zalety bycia 'Redaktorem', a po polskiemu to znaczy, że znalazłem sobie całkiem taktyczny zakątek w strefie... no w każdym razie na półpiętrze. Pozycja była o tyle dobra, że miałem całkiem intrygujące towarzystwo skutecznie utrudniające mi śledzenie występu Superfunk'ów. Nic, to obiecałem być sobie tfardym i w końcu udało mi się skupić uwagę na jakimś... echem... no w każdym razie muzyka zapodawana przez gości z południowozachodniej europy była i owszem, ale metoda podania świadczyła raczej o tym iż nasi rewelacyjni gwiazdorzy raczej mogli by pozostać przy tworzeniu muzyki, a nie jej mixowaniu. Super Showmeni, bo tak raczej powinni się nazywać, gdy robią coś takiego ludziom nastawionym na dobrą zabawę, odstawili całkiem niezły kabaret :) (How does it feeel...)
"Say yeaaaaach!!!!" ... "Yeaaaaaach!!!!"
Czy ktoś aby nie powiedział im, że to ma być KONCERT muzyki Disco Frisco? Ja w każdym razie wymiękłem, ale pozostawałem na pozycji z dwóch 'całkiem nieistotnych' powodów. Jednym z nich były kawałki zapodawane przez Showmenów, a drugim: "Hmmm... masz zajebiste... perfumy."
Wypadło by tu przez okno nadmienić, iż gwiazdki z nieba przytargały ze sobą dwóch całkiem wykręconych B-Boy'ów nieźle uskuteczniających się podczas ich występu. Osobiście konkretnie rozwalił mnie jeden z nich odstawiając takie wyczyny nogami 'in da air', że zacząłem się zastanawiać czy on aby nie chodzi na co dzień na górnych kończynach zamiast dolnych. Oki doki roll on... skończyło się katowanie decków, jednak jeszcze wtedy nie wiedziałem, że to tylko zmyłka, aby w końcu wpuścić za konsolę 'The Femmes With Fatal Breaks'. Po chwili wsłuchiwania się w muzykę zrozumiałem dowcip zawarty nazwie kolektywu. Faktycznie wszystkie DJ'ki generowały tak fatalne break'i w puszcznej przez nie muzie, iż człowiek nie za bardzo wiedział co ze sobą ma począć: Wyjść z sali, czy też może dopomóc zgromadzonym i odłączyć prąd. Ja skorzystałem z bramki nr. 1 i wyszedłem na zewnątrz, tylko po to aby usłyszeć dokładnie to samo z specjalnie zamontowanych w tym celu głośników. Na szczęście jedna z iDJotek posiadała całkiem intrygujący zestaw 2Step'ów co spowodowało u mnie chwilowe wybaczenie, oraz pozwoliło na odrobinę rozrywki w rytmach zupełnie nie kojarzonych w naszym kraju.(How does it feel...) Jednak to nie było TO i po jakimś czasie trafiłem do namiotu, który z początku ugościł mnie muzyką o dość twardo-transowym składzie. Chwilę później skakałem już do regularnych Speed Garage'y mieszanych co pewien czas z jakimś bardziej lightowym UK Garage'm. Gdyby nie ilość miejsca to bym pewno pobił swój rekord na ilość zfilmowanych ludków, jednak warunki nie pozwalały na takie wyczyny i musiałem się zdrowo ograniczać. :(
Bawiłbym się tu pewno do samego końca imprezy, tak jak zresztą większa część uczestników, ale gdzieś w okolicach 5:00 rano ktoś pozbawił DJ'ke prądu. Tym oto sposobem powróciłem do Tornado, gdzie decki katowała Delta. Może i łamane bity są fajne, ale nie w zestawie gdzie w każdym przejściu bit rozjeżdża się w dwa różne kierunki. Skoro nie było już innego źródła głośnych dźwięków (Katamaran odpadł dużo wcześniej) to trzeba być wytrwałym, a może trafi się cud.
Cudów jakoś nie widziałem zbyt wiele ostatnio, a i to miejsce nie stanowiło w tej kwestii wyjątków, więc zamiast tego pozostali uczestnicy zostali obdarowani w okolicach godziny 6:00 całkiem konkretnym zestawem zaczepek i szturchnięć. (Nie jestem pewny kwesti kto z 'obiektywnego' punktu widzenia był tu dobry, a kto zły. W każdym razie zakładam wersję, że raczej pojedynczy klubowicz nie będzie się stawiał do grupy nieźle skutych, również klubowiczów. Zwłaszcza że ci ostani byli zdecydowanie bardziej agresywni.)
Tym oto sposobem po bodajże dwóch przepychankach na parkiecie i braku interwencji ze strony ochrony (Albo security już nie było co jest dość prawdopodobne, albo cała 'paczka' była wyposażona w plakietki z kilkuliterowym skrótem zaczynającym się od 'V') imprezkę zakończono w okolicach 6:20. No i nadszedł kolejny szary dzień, poprzedzony jedynie barwnymi migawkami z nocy spędzonej na kolejnej imprezie.
P.S. Duży plus za zorganizowanie imprezy tej klasy w 3city, ale duży minus za te wszystkie drobiazgi burzące dobry klimat i generujące złe tripy.
Ad. (How does it feel...) Nie ważne do czego tego dnia się bawiłem, zawsze po głowie mi błąkała się ta linijka z pewnego UK Garage'u, który zdążyłem w ciągu tego weekendu przesłuchać ponad 200 razy i jeszcze mi się nie znudził... W moim skromnym notowaniu będzie to zdecydowany wakacyjny hit tego roku i radzę wam abyście go nigdy nie usłyszeli, gdyż grozi silnym uzależnieniem :)
Werdykt: A gdyby tak pojechać 250 km/h? How does it feel?

Adaś

Powrót do relacji
Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team