login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2000-08-11 Sfinks: Pewien piątek czyli wieczorna zaprawa...

Weekend zaczął się w czwartek, jednak dla mnie piątek to dopiero upragniony dzień odreagowywania stresów. Traf chciał, aby tego wieczoru okazało się jak dużo warta jest znajomość naszych DJ'i, oraz to kto tak naprawdę się liczy w całym tym bajzlu. Dzięki uprzejmości Boogie Mafii zostałem obdarowany zaproszeniami do Sfinksa na Klubofilię, czyli cykl piątkowych zamkniętych imprez dla osób związanych ze sceną taneczną itd. Wstępnie umówiłem się z grupką nieznajomych mi (przynajmniej do tamtej chwili :) osób pod chińską fontanną i tam taktycznie wyczekiwałem ich przy browarze i rozważaniach na temat chmur. Niekoniecznie "Little fluffy...", ale i tak były niezłe. Gdy jednak doszło do spotkania i to nawet trzeciego stopnia, wyruszyliśmy gromadką pod wrota Sfinksa. Jakoś tak się złożyło, iż przed wejściem większość uznała za stosowne udanie się gdzieś na bok na chwilę, to i ja zamiast wejść ruszyłem wraz z Chłodnym w kierunku namiotu Okocima. Tam przywitały mnie znajome dźwięki muzyki wprost z Detroit pogrywane przez znajomą mi ekipę 3miejskich zapaleńców i wielkich fanów minimalnych dźwięków z DJ'em Afro na czele. Po krótkim przystanku na parkiecie gdzie poskakałem sobie do najróżniejszych wesołych stukań i bębnień stwierdziłem, że nadszedł czas, aby jednak utrwalić sobie w głowie skojarzenie 2 słów Boogie Mafia i HOUSE. Tak więc szybki zwrot w kierunku Sfinksa i...coż za porażka!!! Są dwa wyjaśnienia zaistniałej sytuacji:
- Albo właściciel miał zły humor.
- Albo moja i Chłodnego mordka nie spodobała mu się za bardzo.
Szkoda tylko, że przez to straciłem tyle czasu. No ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Nie lubią mnie w Sfinksie, to wracam do namiotu, gdzie przynajmniej nie ma tak drastycznej selekcji. Na parkiecie podrygiwał już całkiem sporawy tłumek, więc nie pozostało mi nic innego jak tylko też przystąpić do radosnego podrygiwania w rytm wybijany przez automaty perkusyjne. Klimat był zgoła dziwny, bo przecież dźwięki mocniejszych odmian techno, raczej nie są kojarzone z plażowymi klimatami. Tymczasem w praktyce okazuje się, że taka mieszanka jest nadzwyczaj energetycznym koktajlem przyswajalnym przez prawie każdego kto lubi choć troszkę elektroniczną muzykę. Mój hit tego wieczoru to co dziwne Jay Dee "Plastic Dreams", które mnie jak zawsze wgniotło w ziemię za sprawą melodii wygrywanej na klawiszach. Tak wesoło podrygiwałem sobie do godziny czwartej z minutami, kiedy to zorientowałem się, że przecież kolejny dzień, będzie dla mnie jeszcze większą imprezą, a co za tym idzie powinienem odpocząć...zielono mi...la la lala...

Adaś

Powrót do relacji
Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team