login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2000-10-14 Sfinks: Matt Cantor

Kolejny wieczor Sfinksowego imprezowania z cyklu imprezy Red Bull'a rozpoczął się dla mnie wczesnym rankiem na małym after party opartym o PSX'a, Rum z Colą, dobrą muzę i całkiem niezły support. Gdy w koncu dotarłem do domu nie było juz zabardzo czasu na sen więc oporządziwszy się troszkę i rozegraniu kilku partyjek masakry na komputerze udałem się w dalszą drogę po imprezkach. Pierwszym przystankiem było nieźle wysmażone B4 party u kumpla. Przystanek był naprawdę kuszący - tylko znajomi i do tego naprawdę konkretny klimat powstrzymywały mnie przed wyruszeniem dalej. Z drugiej strony jednak wizja spotkania z znajomymi z dalszych obszarów kraju była nadwyraz kusząca. Wybrałem w końcu Sfinksa i urodzinowe party koleżanki Helii. Wycieczka do spotu minęła nadwyraz szybko - kolejka niczym demon szybkości przemknęła przez poszczególne stacje i nim się obejrzałem już musiałem wysiadać. Przed sfinksem udało mi się utrafić grupkę znajomych i przy okazji dowiedziałem si, że planowany jest kolejny seans filmowania (przy pomocy kamer a nie znaczków :). Szybko więc ustaliliśmy ze znajomymi gry plan który miał na celu powkręcanie odpowiedniego klimatu ekipie i bylismy gotowi do akcji. 3... 2... 1... Start! Oh Gosh! Co oni zrobili ze sceną??? Efekt był powalający: Zamiast stanadrdowej sceny którą widziąłem jeszcze kilkanaście godzin wcześniej przywitała mnie pomarańczowo czarna piramida na której szczycie znalazło się miejsce dla DJ'a. Stopnie były przeznaczone dla uczestników imprezy którzy swobodnie mogli na nich zasiąść, albo powyginać się do rytmu. Ludzi powolutku pojawiało się coraz więcej i więcej, a z nimi niestety także stroi w kilka pasków wraz z wypełniaczem. Wstepne godziny imprezki spędziłem na zapoznawaniu się z 'klubowiczami' stołecznymi, co zaowocowało totalnym zakręceniem. "Kiełbie we łbie, we łbie kiełbie..." Na szczęście było też kilka zdecydowanie znajomych mi twarzy przez co nie czułem się do konca zagubiony w tym rozbawionym chaosie. No ale nadzszedł czas na pojawienie się gwiazdy wieczoru, którą tym razem był Matt Cantor z Freestylers. Jego popisy DJskie już były mi znane i miałem skromną nadzieję, że poprawił się nieco technicznie i ustatkował pod względem materiału. No way suckers! Przecież to on jest gwiazdą więc to my się nie znamy na dobrej muzyce. Materiału nie zmienił za bardzo od czasu swojej ostatniej wizyty w naszym kraju. Wymienił jedynie kilka płyt na nowszestarsze nadal operując jednak w tych samych klimatach - Speed Garage z Brejkami. Szybkie garaże były i owszem i to nie tylko dla mnie obeznanego z tym fenomenem gatunku (który przecież wg. prasy nie istnieje :), wypasione basy i jungloowe loopy zwolnione do przystępnego tępa dla lepszej zabawy. Znajomy podpowiedział mi, że nasza gwiazdka gra dokłanie to samo co noc wcześniej w warszawie. Informację tę potwierdził kolejny kolega, który był akurat na wcześniejszym występnie Matta. Dzięki temu stracił on w moich oczkach jeszcze więcej. (Matt Cantor a nie kolega oczywiście :) Przy okazji doszedłem do zaskakującego wniosku - gdyby zapuścieć teraz ludziom prawdziwe garaże UK Garage i Speed Garage to zdecydownie nie potrafilby by powiedzieć co jest co. Dodatkowo z radością odkryłem fakt iż nie tylko ja uwielbiam wypłaszczone basy Speed Garage'u. No oki, w koncu mogliśmy pozegnać naszego gościa i za decki trafiło dwóch pokeconych kolesi z Boogie Mafii. "Widzieliście nowe Nike'i? Są Re-welacyjne!" Jeśli set mata był ostry, to co wstępnie zrobili wysłannicy mafii rozwaliło na deski. Początkowo przywalili dawaką Jump-Up'ów wymieszaną z Speed/UK Garage. Efekt był piorunujący nawet dla soundsystemu, który z ledwością wytrzymywał napór cisnienia tworzonego przez jego własne systemy. Im dalej jednak tym lżej, za co bogom chwała. Co mój organizm przyjął z ulgą. Przy okazji okazało się, że w ramach promocji zostaliśmy obdarowani ąz trzema MC, no może dwoma MC i jedną woklistką. Swoim głosem katowali nas z jednej strony sam Matt Cantor i Glenski - miałem ochotę wystrzelać ich z palca, ale mogli by to jeszcze nieopatrznie odebrać jako pozytywny objaw, a na faki na środku parkietu jeszcze sobie nie pozwalam. :) Wokalistką natomiast okazała się NoviKa, która przybyła tu w nowiutkich Nikeach aby dobrze się bawić. Co do jej występu nie miałbym prawie żadnych zastrzeżeń, gdyby nie drobny fakt: ma ładny głos, który doskonale na żywo komponuje się z muzyką, ale niestety niekiedy wybiera zły moment do partii woklanych. Dalej już zabawa toczyła się w rytmach typowo domowych. Z pratyzancką przerwą - gdzieś w okolicach godziny X zostałem uprzejmie zaproszony na konsumpcję urodzinowego tortu. No ale czas jednak zdecydowanie upływał zbyt szybko jak dla mnie i w okolicach godziny dziewiątej rano opuściłem ten przybytek z zamiarem szybkiego powrotu w sobie tylko wiadomym celu...
Props: Mikan wraz z siostrą siostry, za to że byli tam gdzie byli.
Slops: Cięzki wieczór after...

Adaś

Powrót do relacji
Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team