login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2000-10-21 Sfinks: Nosowska Afetrparty

Dziwnym zbiegiem okolicznosci pojawiłem się w okolicach Sfinksa o 23, czyli dość późno, borąc pod uwagę iż impreza rozpoczęła się o 21. Zastałem tak kilku znajomych oczekujących na skończenie "wrzasków Nosowskiej" i puszczenie ceny wejściowej do 20 pln. Według relacji znajomego w środku było nieciekawie i nie opłacało się przepłacać (ale masło maślane :) ). Niestety dane nam było czekać jeszcze ponad godzinę. Aby umilić sobie oczekiwanie udaliśmy się na małą wycieczkę po plaży, gdzie zostaliśmy napadnięci przez dwóch panów mundurowych z latareczkami, przeszukani i spisani za posiadanie khm.. niezbyt legalnego towaru :( Tak więc uważajcie na to co i gdzie robicie, zwłaszcza w okolicach Sfinksa należy zachować szczególną ostrożność. Coprawda w chwili obecnej narazicie się tylko na ew. stratę zaopatrzenia i założenie kartoteki, lecz należy pamiętać o ustawie wprowadzonej przez nasz "wspanialy" sejm, która czeka już wyłącznie na podpis prezydenta, iż po jej wprowadzeniu w życie nawet za posiadanie niewielkiej ilość trafki zostaniecie skazani na 5 lat więzienia !!! (SIC!). No ale wracam do tematu. Tak więc w niezbyt wesołych nastrojach zaliczyliśmy obowiązkową pieczątkę i znależliśmy się w środku. I co widzimy ? Na głównym parkiecie stadko ludków obsadziło wszelkie elementy mogące służyć jako podstawę do siedzenia i gapiło się na siebie nie bardzo wiedząc co począć teraz. Wstać i pogibać się do tych dziwnych dzwięków wydobywających się z głośników, czy może raczej udać się do domu - w końcu koncert sie zakończył. Nie czekając na rozstrzygnięcie ich problemu udałem się na fontannę, gdzie w dość dużym ścisku ekipa często widywana w tym miejscu podrygiwała rytmicznie do muzyki domowej zapuszczanej przez pana grającego z CDeków. Wybór materiału raczej przeciętny z tendencjami zniżkowymi + dodatkowe bonusy w postaci niezgranych bitów. Chwilę później pojawiłem się znów na głównej sali, gdzie niewielka grupka imprezowiczów rozkręcała imprezę, i w zasadzie przemieszczałem się między oboma parkietami dość regularnie. Nigdzie bowiem nie znalazłem tego, czego szukałem :(. I tak: sala główna to raczej ciężkie granie. Trudno nadać temu czemuś nazwę, bowiem nie był to ani deep house, ani trance, ani minimal, lecz coś leżące pośrodku. W okolicach 03.30 za decki wszedł Elvis de Tox (to ten pan ma ksywkę oświetleniowiec ?), którego set był chyba najgorszym jaki w życiu słyszałem (niech ten pan zostanie lepiej przy światłach). Kawałki puszczane jak popadnie, skoki między gatunkami tak drastyczne, że niemożliwe do zniesienia, niezgrane bity, przeskoki igły - czyli wszystko to, co dobry DJ nie robi i nie powinien robic. (może temu panu należy udzielić jakiejś korepetycji ? - niech weźmie od mojego kumpla który DJ nie jest, a gra znacznie lepiej). Jedyny pozytywny wydźwięk tego setu były rzadkie, ale jakże wspaniałe, speedgarage i odrobinka UK garage i to w takich remiksach, których nie było mi dane usłyszeć wcześniej. No ale to były rodzynki w gównie ... (sorki za wyrażenie). Fontanna z imprezy na imprezę jest house'owa, muzycznie prawie niezmienna (odrobinka breakbeatów spowodowała nagły spadek wolnego miejsca do tańczenia), obsadzona przez zwykle te same osoby, monotonna. Sfinksa opuściłem około 06.30 niezbyt zadowolony z wypadu. Impreza w mojej ocenie słabiutka. Sfinks staje się coraz mniej ciekawym klubem i to naprawdę szybko. Dodatkowy ujemny wydźwięk miała scena wynoszenia kolesia wijącego się w konwulsjach (niektórzy to się nigdy nie nauczą).
Props: Obecność kilku osób.
Slops: same...

Chłodny

Powrót do relacji
Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team