login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2000-11-16 Kaponiera: Czyje urodziny?

Czwartek. Środek tygodnia. Niespodziewanie dzień wcześniej dowiaduję się, iż impreza w Kapciu wyjątkowo odbywa się nie w piątek. Sytuacja wyglądała o tyle dziwnie, iż sam rozsiewałem pogłoskę o piątku. Zastanawiałem się, kto może w taki dzień przyjść na imprezę i ile takich osób będzie. Oczywiście spotkanie ze znajomymi wydało mi się na tyle interesujące że wybrałem się bez większych rozterek. Tuż przed klubem spotkałem 3 osoby. Siedziały i zastanawiały się nad sensem wchodzenia do środka. Na szczęście cena 5 zł wydała się być na tyle zachęcająca, że weszli (na pewno się nie zawiedli). Nie wiem co się działo w środku, bowiem cały czas oczekiwałem przed wejściem na resztę ekipy (niestety nie wiedziałem że są już w klubie przez co prawie zamarzłem :( ). W końcu spotkałem kilku znajomków i nie czekając już dłuzej wszedłem. A w środku niespodzianka: naprawdę dużo ludzi i na dodatek wraz z upływem czasu ich ilość wzrastała. Nie zapominajmy, że był to czwartek. Jak na ten klub to była naprawdę udana imprezka z naprawdę duża ilością imprezowiczy. Cały górny parkiet był zajęty skaczącymi mniej lub bardziej pasującymi do tych wnetrz ludkami. Dało się zauważyć, iż ilość przypadkowych osób była większa niż w piątki. Zapewne z powodu dnia, mało imprez kręci się w czwartek. Jak dla mnie osoby te bardzo się podobały (zwłaszcza takie dwie panienki ;))) Dresów było jakby mniej niż w piątki. A muzycznie? Wypas! Serię pięknych setów zapoczątkował pan, który zapodawał psychodelic trance. Długo się zastanawialiśmy, aż w końcu nasze wątpliwości rozwiał Sławek wyjasniając iż to Atan. "Aaaa to on!!!" - wyartykuowaliśmy i udaliśmy się na parkiet aby wpaść w taneczny, psychodeliczny pląs. Po nim za stery wsiadł Afro, który grał w ping-ponga ze Sławkiem. Duet wyszedł całkiem ciekawie - połączenie cięzkiego minimalu serwowanego przez 'murzynka' i hitów z satelity organizatora. Wszyscy skakali, wyli (nawet jeden pan gwizdał, ale szybko zrezygnował gdy zobaczył wzrok współbawiących się) i naprawdę dobrze bawili. Tutaj muszę moją relację uciąć, bowiem wybiła odpowiednia godzina by udać się na spoczynek przed kolejnym pracowitym dniem. Dodam, że wychodząc zostawiłem pełny parkiet bawiących się ludków. Po 02:00 miał w ping-ponga zagrać Butch vs. Madhatter aka Kuba. Zapewne nie odpuścili ludkom i zagrali ciężko ...
Props: znajomi, znajomi i jeszcze raz znajomi. Mikaneq heppi bersdej :)
Slops: naprawdę ciężkie spalanie ....

Chłodny

Powrót do relacji
Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team