login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2000-12-01 Orbital: Stracimello czyli acidowe Andrzejki

Dawno, dawno temu, w czasach mrocznego techno istniał klub. Mieścił się w starych, ciężkich, ceglanych murach, pozostałych po dawno zapomnianej wojnie. W atmosferze tajemniczości, przy świetle księżyca, co pewien czas odbywały sie zloty psycibilo- lub lizyrowo-aktywnych ludków, którzy przy dudnie basów i świergotaniu wysokich dźwięków oddawali się rytualnemu tańcu, mającym na celu zaspokojenie ich hedonistycznych dusz i dostarczeniu umysłowi przedziwnych wizji i przemyśleń. Klub zwał sie Kaponiera, ludki to technicy, główny winowajca, organizator i szaman posiadający sklep z płytami winylowymi, nosił imię Atan, a imprezy nosiły nazwę Stracimello na których pogrywano Acid, Goa i Trance'y. W czasach obecnych zwyczaj ten spróbowało przywrócić młode pokolenie techników. Znalazło klub Orbital, mieszczący się w akademiku, zebrało miłośników Acid'ów, zatrudniło młodych DJ i zorganizowało kilka imprez. Wczoraj w końcu tam trafiłem i mogłem się przekonać jak i do czego bawi się nowe pokolenie. Miałem nadzieję że niewiele się od nas różni, a okazało się coś innego i mogłem na własne oczy zobaczyć jak duża różnica wiekowa nas różni. W klubie znalazłem sie o 22 z minutami. Klub składa się z dwóch małych pomieszczeń zajmujących przestrzeń dwóch pięter. U góry znajdował się zwyczajny pub, gdzie można było dostać piwo, posiedzieć, bądź pograć w bilard. Na dole sala o czarnych ścianach, rozświetlona lampami UV, została udekorowana białymi i różowymi nitkami rozwieszonymi pod dość niskim sufitem mającymi choć trochę przypominać atmosferę atanowskich imprezek. No i to 'trochę' im się udało :). Z początku grał jakiś młody chłopaczek całkiem miło transując. Na parkiecie dość mało ludzi, jednak po wejściu za stery starego, poczciwego Rought'a (;)) dość szybko wypełnił się. Stojąc pod ścianą ze znajomymi, którzy niespodziewanie i niezapowiedzianie się pojawili, obserwowaliśmy przekrój nowej generacji imprezowej, od utapetowanych dresiarskich lal poprzez dresy po naspidowanych 'techników'. Wszyscy krzyczeli, klaskali, gwizdali i skakali bardzo żywiołowo, szkoda iż zwykle nie w tych momentach co trzeba a cały obraz pogarszała grupka kolesi krzyczących 'dawaj, dawaj ..' w czasie fragmentów rozkręcających utwory. Ogólnie zachowanie wszystkich sprowadzało się do jednej rzeczy - szybkie bicie na zajebkę, nie ważne co do bitu dokładane jest. Zdecydowanie niewielu z nich tak naprawdę rozumiała muzykę, którą słyszała ... ot, okazja do nawciągania się i zrzucenia kilka kilo niekoniecznie zbędnego tłuszczu. Atmosfera niezbyt nam wszystkim pasowała (zwłaszcza kilku kolesi było lekko upierdliwych (sory za wyraż.)) więc udaliśmy się po pewnym, niezbyt długim czasie, piętro wyżej, gdzie do całkiem miłej muzyczki ('Hey Boy, Hey Girl' Chemicznych i nieco większej nieznanych mi z nazwy wykonawców trance'owych) mogliśmy pogadać i napić się piwa. Jako że szykowała się impreza następnego dnia nie posiedziałem zbyt długo i o 02:00 udałem się w pielesze akademikowskiego pokoju...
Werdykt: muzycznie nieźle, duży minus za publiczność, prędkość crash testów...

Chłodny

Powrót do relacji
Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team