login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2001-01-06 Kaponiera: W Witrynach Odbicia

Kaponiera z imprezy na imprezę staje się coraz bardziej oblegana, co dobrze wróży temu klubowi i organizatorowi. Na nowe tysiąclecie przygotował małą niespodziankę dla różnej maści hiphopowców zapraszając do trójmiasta znaną grupę 'W Witrynach Odbicia'. Miałem szczęście dzień wcześniej przeczytać recenzję ich pierwszej płyty i porównać ją z własną oceną.
Na miejscu pojawiłem się w okolicach 21.30 zastając wypełniony 'innym składem imprezowym' (określenie by blue) klub, co nie jest raczej normalnym zjawiskiem dla tego miejsca. Z tego właśnie powodu szatnia na dole została wypełniona po brzegi, a organizatorzy przygotowali prowizoryczną w 'tramwaju'. Narazie zostałem w kurtce, gdyż temperatura pomieszczeń niezbyt zachęcała do rozbierania się.
Moim pierwszym negatywnym spostrzeżeniem była zdecydowanie inna lokalizacja parkietów od tej, jaką sobie wyobrażałem. Level 1, czyli scena hiphopowa została umieszczona na dolnym parkiecie, tym samym breakbeat i drum'n'bass powędrował na górny. Ci, którzy zdążyli się już zaznajomić z atmosferą klubu wiedzą, dlaczego wybrałbym lokalizację odwrotną.
Moim drugim negatywnym spostrzeżeniem była średnia wieku znajdująca się w okolicach 17. Nie to, żebym miał coś przeciwko młodzieży, która skutecznie przypominała mi o moim wieku ;), ale widok pijanego 14-latka nie jest ciekawy.
Bezpośrednio po wejściu do klubu zawitałem na dolnym parkiecie gdzie jakiś pan uskuteczniał coś, co zwie się bodajże human beatbox, a stado ludków cisnęło się ku niewielkiej scenie umieszczonej na końcu pomieszczenia. Stanąłem w dość neutralnym miejscu by uniknąć przepychanek i przysłuchiwałem się tym dźwiękom. No cóż. Ludziom się to podobało - krzyczeli, gwizdali, klaskali - ale jak na mój gust, to ten pan powinien jeszcze długo poćwiczyć, zanim zacznie mu cokolwiek wychodzić. Widocznie nikt z obecnych nie był w sfinksie i nie słyszał Dj Kela...
Tymczasem na górnym parkiecie (znowu nie wiem kto) puszczał breakbeaty całkiem znane i osłuchane, ale miłe. Gdzieś w okolicach 22 wylądowała dżeboraja kru (czyli gdyńscy przedstawiciele "clubbing'u"), czym mnie bardzo ucieszyła. Niestety ich obecność w przedziwny sposób związała się z ciszą, która na półgodziny ogarnęła górny parkiet ;). Dzieki temu wydarzeniu górne pomieszczenie stało się miejscem zalegania, a dolne zostało wypełnione po brzegi i już niewiele brakowało by pękało w szwach. Tak się złożyło, iż był to czas koncertowania W Witrynach Odbicia. Nie wiem jak wypadają na płycie (chociaż recenzja była bardzo przychylna) ale na koncerty to się nie nadają. Może za mało charyzmy, a może za mało doświadczenia, ale 'szoł' który chcieli wykonać nie bardzo im wyszedł. Ludzie troszke poskakali, pomachali rączkami, ale zdecydowanie brakowało spontaniczności, radości i świetnej zabawy. Na dodatek miałem niejasne wrażenie, iż panowie pochodzą z jakiejś zabitej deskami dziury, gdzie co drugi wyraz przyjęte jest wstawiać przerywnik 'kurwa' lub 'pierdolę'. Rozbawił mnie zasłyszany tekst, iż 'hiphopowcy to dziwny naród. Przyjdą na koncert, pokurwią, pokrzyczą i mają nadzieję, że dostaną za to hajc' :). Inną sprawą jest liryka utworów. O ile te przygotowane brzmiały całkiem przyjemnie i może reprezentowały jakiś poziom, o tyle freestyle jednego z panów (nie powiem którego, bo nie wiem) był bardzo cieniutki, wręcz żenujący (polecam lekturę dobrej grupy hiphopowej z US). Po prostu nie mogłem się powstrzymać i nie dorzucić swojego 'Warszawka !' :) Koncert zakończył się dość szybko, a po gwiazdce za decki wszedł prawdopodobnie Dj Deszczu Strugi. Parkiet zdecydowanie opustoszał.
Powróciłem na górę, a ze mną trafił tam prąd i dźwięk. Parkiet szybko wypełnił się po brzegi, gdyż muza była skoczna, tak jak przystało na dobre breaki. O 01:00 za stery wszedł Kuba i zapodał połamane drumsy, do których ludki skakały dalej (o dziwo). W tym momencie dało się zauważyć podział imprezowiczów na tych bardziej technicznych i tych bardziej hiphopowych.
Szybkim krokiem nastał czas mojego jakże wczesnego powrotu, ale warunki psycho-fizyczne nie pozwoliły mi zostać dłużej. Podejżewam, iż impreza mogła pociągnąć na górze tak do 05:00, dołu lepiej nie oceniać.

Props: my love, dżeboraja kru, Asia i wielu innych znajomych
Slops: jak w tekście...

Chłodny

Powrót do relacji
Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team