login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2001-01-20 Sfinks: Sunship vs. Chunky

Gdy tylko dowiedziałem się o imprezie zawartośc adrenaliny we krwi znacznie się podniosła. Dawno nie byłem w Sfinksie, a jeszcze dawniej można było w nim usłyszeć speed garage i 2step, zwłaszcza w wykonaniu tak znanych DJi. Dodatkową atrakcją miał być pojedynek na płyty obu panów. No ... przepięknie, szkoda tylko że impreza wypadła w ten sam dzień co obchody urodzin i podwójnych imienin moich znajomych. Pogodziłem się z tym niemrawo i udałem się do znajomych aby w licznym gronie wypić zdrowie solenizantów. Zabawa była przepyszna i zakończyła się w okolicach 02:00. Szybka mobilizacja sił i w czwórkę znajomych udaliśmy się na zwiady do Kaponiery. Na miejscu okazało się, iż klub nieco był pustawy (w porównaniu do zeszłotygodniowej imprezy) i nie wróżył długiej zabawy. Zmiana planów: Sfinks.
Około 03:00 znaleźliśmy się u celu podróży. Zza zamkniętych drzwi dobiegły nas zachęcające dźwięki 2stepów. Przeprawa przez bramkę i jesteśmy w środku. A tam ... no no .. całkiem sporawo ludków, wszyscy bawią się w najlepsze. Akurat trafiliśmy w sam środek pojedynku obu panów. Naprawdę żałuję, iż nie mogłem usłyszeć ich solowych setów. Zastanawia mnie myśl, czy również puszczali tak znane (dla mnie) utwory, jak te co właśnie słyszałem. Ofszem miłe, ale miałem ogromną nadzieję na jakieś nowości, underground'owe produkcje spod palców chociażby Ez'a, tudzież DnD. A tu zaskoczenie: utwory sprzed pół roku, hit za hitem, czyli generalnie to, co nazywam pop-2stepem. (Mc Neat i Dj Luck, Artfull Dodger, 2stepowe przeróbki wykonawców R'n'B - patrz 'All Saints - Black Coffee (Wide Boys Remix)'). Owszem pojawiały się często nieco cięższe produkcje jak chociażby 'Leee John - Mind Body Soul' albo ograny do bólu 'ktośtam da Basse - Basslick'. Niestety mam ten defekt, iż utwory te słyszałem kawałek czasu temu i zdążyły mi się osłuchać.
No narzekam, wiem ... Ale z drugiej strony muszę przyznać, iż była to najlepsza część nocy. Bowiem w okolicach 04:30 za decki wszedł pan 'wielki DJ' Elvis de Tox, przez niektórych wielbiony, a przez innych znienawidzony. Jak zwykle zapodał to samo co zawsze, może kilka płyt miał nowych. Nudzą mnie już ciągle te same utwory, przy których po raz setny wszyscy krzyczą z zachwytu ... No i ta technika .... To już chyba ja bym potrafił zapodać lepiej... Zauważyłem, że pan de Tox zaczyna mieć pary płyt, które umie w miarę zgrać, po czym bierze kolejny zestaw dwóch-trzech płyt, kompletnie innych gatunkiem, nastrojem, bitem; zgra aby było, by kolejną wmiksować poprawnie. Żenada... Chociaż z drugiej strony to któremu DJ'owi chciałoby się siedzieć do 09:00 za deckami i puszczać płyty, gdy można by normalnie pójść spać?
W czasie gdy mój 'ulubiony' DJ grał na głównej sali, na fontannie ktoś zapodawał bardzo miłe breakbeat'y do których oczywiście poskakałem. Niestety muzyka zdecydowanie ludziom się nie podobała, na parkiecie tańczyło ze mną jakieś 3 osoby. A szkoda bo była warta wyciśnięcia odrobinki potu. Pan DJ uwidziawszy tak wielką zwałę ku mojemu niezadowoleniu zmienił znacznie tempo utworów, przez co już nie dało się tańczyć :(. Zostałem skazany na salę główną (sic!).
O 09:00 poleciał ostatni utwór, po czym światła zostały wyłączone, ludki na parkiecie poklaskały w dłonie, po czym wszyscy stanęli w kolejce do szatni.

Ja chcę jakiejś NOWEJ muzy!!!!! :(

Chlodny

Powrót do relacji
Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team