login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2001-01-27 Sfinks: Impreza ku pamieci

No cóż, nowy rok się zaczął, czas pędzi nieubłaganie, a od przeszło 3 imprez nie gościłem w naszym 3miejskim domu zdrojowym, gdzie leczenie oka i ucha na wesoło odbywa się swoim niezmiennym (lecz czy dobrym?) trybem co weekend. No i cóż, można powiedzieć że przez nieszczęście, jakim była tragiczna smierc naszego wielkiego perkusisty Jacka Oltera (...), przeżyłem w końcu bardzo szczęśliwą i pełną pozytywnych wrażeń imprezę w naszym sopockim klubie (oczywiście niech mnie nikt nie
zrozumie źle - wolalbym żeby Jacek żył a ja posiedział w sobotę w domu ;) ).
Po zebraniu odpowiednich środków, hmm, wiemy że pod koniec miesiąca nie jest najlepiej, zwłaszcza kiedy kuszą czwartkowe hałasy w Metrze, gdzie chcac nie chcac, zostawia się trochę kasy, pojechaliśmy małą, ale zwartą grupa do Sopotu. Miałem wrażenie, że zastanę imprezę w klimatach podobnych do tych, które królowaly na ostatnim Triplolisie -ludzi w sam raz i wszechobecnie królujące dźwięki samplerow i gitarowych fuzów. Ale moje oczekiwania były trochę odmienne od tego co zastalem w klubie. Po pierwsze ilosc ludzi - masa straszliwa, która utworzyła przed klubem wielki korek, nie można było ani wejść ani wyjść, dopiero interwencja naszych 'big guys' pomogła i teren
został chociaż połowicznie oczyszczony. Nie wiem co motywowało ludzi do tak hucznego odwiedzenia klubu, skoro nie były zapowiadane żadne typowo elektroniczne dźwięki, być może wejściówki, które były zaskakujaco jak na sfinksa tanie - TYLKO;), 20 złotych, a może po
prostu pewnien niedosyt innych niż te zwykłe imprez, gdzie nie będzie jak zwykle tego samego grania i tych samych twarzyczek wykreconych w tajemniczym usmiechu wewnetrznej reakcji chemicznej przewalającej się przez ich ciala...
I rzeczywiście było inaczej. Swoiste połączenie industrialu i jam session. Na scenie na dużej sali co chwila błyskały klarnety, gitary basowe, elektryczne, klasyczne, saksofony, bębny i wiele innych, a
wszystkie one były kierowane i sterowane łączącą wszystko w calość
wszechobecna perkusją. Pewno czytaliście na ulotkach info z tej imprezy i rownież byliście zdziwieni iloscia grup zabookowanych na koncert, ja rownież się zastanawiałem jak się wszyscy pomieszczą. Ale tu organizatorzy spisali się na medal. Chociaż na scenie grupy zmieniały się jak w kalejdoskopie i już nawet nie można było czasami rozróżnić kto gra, to dało radę uchwycic w tym mrowisku artystów jedną calość, w którą połączone były wszystkie występy.
Ludzie, choć cieżko było krecić nogą z powodu występujących klimatów
muzycznych jak i wszechogarniającego tłoku, rzeczywiście wczuli się w muzykę i widać było że dobrze się bawią.
Dla mniej wytrwałych muzycznie została przygotowana fontanna. Tam zaczęto od milutkich moim zdaniem francuskich dub'ow i lekkich funków, a potem pod przewodnictwem Romera klimat zszedł z powrotem do 'made in Sfinks' czyli funky i hałasów. Tam zwłaszcza damska cześć publiki bawiła się dosyć ostro i mocno, co było nie powiem bardzo mile. Co do ogólnego klimatu to muszę dać wielkiego plusa tej imprezie. Żadnych nastoletnich pań i panów w tekstyliach sportowych. To na prawdę duży plus dla tej imprezy ku pamięci tak wielkigo człowieka, ze nie musiał ogladać z góry grupy wyrostków bawiących się jakby nie było na jego stypie. Może małą kompromitacją była tylko konferansjerka Konio, który niestety zapomniał już co to słowo znaczy, ale że kontrakt miał do pierwszej, to szybko skończył swoje wypociny przed mikrofonem i poszedł do domu.
Calość była rownież całkiem dobrze wsparta medialnie. Radio Gdańsk
transmitowało całą imprezę, chyba nawet 'na żywo' gdyż przed wejściem stał wielki wóz transmisyjny z antena na dachu, a wizję zapewniła ekipa TV Gdynia, która rejestrowała wydarzenie na głównej sali na taśmie filmowej.
No cóż, żałujcie co nie byliście i przestańcie sie bać takich imprez. Naprawdę - inne dźwięki niż hałasy nie gryza, można ich słuchac bez obawy o utratę zdrowia. A otwierając się i zarazem kreujac takie imprezy wspólnie tworzymy nową niekomercyjną scenę klubową, która też przecież jest rownież bardzo ważna.

Tuk

Powrót do relacji
Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team