login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2001-02-09 Space Cube: Otwarcie klubu

Spice - czy Space, a moze spiced space. Jezeli burakuff moshna uznac za godna przyprawe, to rzeczywiscie byl to swojego rodzaju spiced space... No nic, klub nazywa sie tak naprawde "Space Cube", ale nie roztrzasajmy juz wiecej tejze nazwy.
Mniej wiecej o godzinie 22:10 wbiUem sie do srodka, gdyz czekanie na
zewnatrz na ulotki groziUo przynajmniej zapaleniem pUuc. No wUasnie - ulotek nie sposob byUo zanlezc, chyba ze miaUo sie jakies "conections"...- Idem - ZapUaciUem soczystych 22 Zeta za wstep (z szatnia) i z miejsca wbiUem sie na parkiet. Od samego poczatku graU Fest, ktoremu to przypadUa niewdzieczna rola rozkrecania biby. Coz, ludkow nie byUo wiecej niz 40 sztuk (22:15) i szUo to jakos opornie. Na caUe szczescie wUasnie wtedy wbiUa sie do srodka sporawa grupka "sfinksowiczuff" i zajwszy na sali strategiczne miejsca
(podest i wokoUo) rozkrecili nastroj. Od razu polepszyU mi sie humor i
stwierdziUem, ze czas na pierwsze piwo (wiadomo, ze na tym pierwszym sie nie konczy...) - ku mojemu zniesmaczeniu sprzedawana w "space cube" woda z piwem kosztowaUa 6 Zeta (0.5 l). Trudno sie mowi - zreszta na takie wypadki ma sie przy sobie cwiartke wodki, ktora to niepostrzezenie mozna dolewac do rozcienczonych trunkuff podawanych przy barze...
Z godzine, wzglednie 2 piwa pozniej na DJ-ejke wdrapaU sie Elvis, ktorego to set wyraznie nakreciU, by nie powiedziec naspeedowaU i tak juz niezle bawiacych sie ludzi. Abstrahujac od paru nieudanych przejsc (gosh !) set El'a byU wielce udany - w sumie chyba najlepiej sie wUasnie do jego muzy bawiUem (ale degustibus...). Jak jusz wspomniaUem na samym poczatku towarzystwo byUo raczej mieszane.
Zwiekszajaca sie sukcesywnie ilosc "buroli" umiejetnie i sukcesywnie psuUa nastroj - takze juz okoUo godz. 01:15 pare znajomych dziewczyn umkneUo do domu :-(
W jakies pol godziny pozniej rozpoczeUa swoja gre gwiazda tejze nocy. GLACE - miaU jednak (moim skromnym zdaniem) tej nocy nie zaswiecic tak mocna, jak mu sie juz to zdazaUo np. w Sfinksie. Moze mnie wzrok zmyliU, ale wydaje mi sie, ze to wUasnie on zagraU, na samym poczatku swego setu, kawaUki prosto z Vivy wziete (sorki fani Glace...). Nie pozostaUo mi podwowczas nic innego do roboty niz krecic beke z muzy i wydurniac sie na maxa. A z tego co widziaUem wieksza reszta imprezowiczuff (poza "galaxy" oczywiscie) tez przyjeUa te strategie zabawy.
Po dobrej poUgodzinie komercyjnej rzezni Glace zaczaU jakos przystepniej grac, ale i tak czesc jego kawaUkuf byUa zbyt light'owa, a inne znow przyciezkie (czego innego oczekuje sie od house'owej biby o 2:00 w nocy...).
Fresha jakos przegapiUem, ale z opowiadan reszty entuzjastuff graU dosc cieshko miedzy 3-cia a 4-ta...Juz miedzy 4-ta a 5-ta nad ranem zrobiUo sie luznawo (graU znowu Elvis) i choc muzyka niosUa z soba multum pozytywnej energii, to nogi odmawiaUy mi coraz czesciej posUszenstwa (eh... - nie te lata). ByUo chyba po 6-tej jak uciekUem ze SPACE CUBE'u - by (nie chce zapeszac, ale...) nigdy tam nie powrocic.
Bilans: Muzyka - dobra (chwilami jednak nieznosna...); Location - tuz przy dworcu Gdynia Gl., wiec peUna wygoda; Miejsce - pod dostatkiem, jest to naprawde duza sala, choc, w mym odczuciu, bez odrobiny duszy...- ale zato nie byUo tak duszno...; Ludzie - clubowicze (przyszli z ciekawosci, a czy jeszcze tam wroca ?) i burole (napewno wroca, zawsze jedna imprezownia wiecej, gdzie mozna sie naprzykrzac kobietom i upijac sie na umor).
Na skali od 1-10 jestem skUonny przyznac tej imprezie 5-6 punktuff, ale na pewno nie wiecej... Jeszcze sie okaze, czy cos z tego klubu bedzie, lecz ja narazie bede bawiU sie gdzieindziej...(Sfinks-kryptoreklama ;)))

bryndza :P

Powrót do relacji
Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team