login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2001-02-17 Sfinks: Nogi vs. Muzyka - Freshly Squeezed

No i jak co tydzien (wyjatki potwierdzaja to reguUe)- nie omieszakUem
wstapic do sopockiego Sfinksa na maUe sobotnie muzykalne conieco... Do
srodka wszedUem juz okoUo 10:45, akurat kiedy to El-vis rozkrecaU bibke. Zanim jednak poszedUem poskakac, zrobiUem standardowa rundke - czyli maUy rekonesans - kto jest, a kogo jeszcze nie ma i wreszcie, gdzie jest ewentualne miejsce do zalegania. Pozdrowiwszy wszystkich znajomych i sporo ilosc nieznajomych (dziury w mozgu czy co..?) powlokUem sie (po piatkowej imprezie spaUem jakies 3,4 godziny...)
na fontanne, gdzie jakis nieznany mi mUody D.J. house'owaU az miUo. Moje bezkrytyczne podejscie do jego poczynan mozna wytUmaczyc sobie np. tym, ze po prostu chciaUem sie rozkrecic, co przy lekkiej muzie znacznie lepiej mi sie udaje, niz przy dosc ciezkich klimatach jakie na duzej sali w tym samym czasie produkowaU Elvis. Po jakims czasie - mysle, ze byUa juz godzina duchow (00:00 ;))) - wbiUem sie na duza sale, gdzie Elvis na zmiane z East'em zapuszczali wypasione techniczne kawaUki - Elvis niebawem tez ustapiU miejsca East'owi, ktory "muzykowaU" przez nastepnych dobrych 2,5 godziny. Wiem, ze gusta sa rozne, ale jak dla mnie - to wUasnie East (a nie
Lulu...) byU gwiazda tego wieczoru. Grana przez niego muzyka przechodziUa z techno w lekki transe, by znow z gracja zasiegnac troche z minimalowych tematuff. - Woooah - bawiUem sie byczo, nawet jezeli me nadwyrezone kolana coraz czesciej dawaUy znac o sobie. W koncu tez poddaUem sie i wrociUem na czerwona salke (na barUog), gdzie rozUozywszy sie na kanapie gniUem do (prawie) 3-iej nad ranem... KazaUem sie "obudzic", by nie przegapic Lulu i
kiedy wreszcie dano mi znak, ze Lulu gra na "duzej" ruszyUem swe obolaUe czUonki, by powlec sie na dance-floor. Sam nie wiem... Jak dla mnie klimat Lulu byU ciut za ciezki. Moje i tak nadwyrezone kolana dawaUy coraz czesciej za wygrana - jakos z tej muzy nie udawaUo mi sie czerpac radosci :((( A jak dowiedziaUem sie, ze przegapiUem Fresha na fontannie, to wogole sie nie ucieszyUem. Zniesmaczony podreptaUem do chill-out'u, by stac sie ofiara
rozgadania zbielonych kolesiuff... Ale nad ranem (4:30) jakis djot z Lublina (sorry - ale ksywa nie jest mi znana...) dokonaU na duzej sali cudu - czyli pomogU mym nogom zapomniec o bolu i tak oto rozbujaUem sie na nowo w rytm technicznych beatl'uff :))))- dzieku mu za to. :)
Gdzies okoUo 5:30 jednak przyszUo mi na ziewanie (nie z winy muzyki, ale poprostu nie braUem rzadnych srodkuff wspomagajacych tegoz wieczora) i zarzadziUem taktyczny odwrot.
- Impreza udana - zwUaszcza jak sie przyszUo wyspanym i wypoczetym. - No, ja juz tego bUedu nie zrobie ;) (2-imprezy pod rzad)

Capt N Bryndza

Powrót do relacji
Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team