login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2001-04-21 Versus: House Party

Jak przystało na szanującego się trójmiejskiego klabera, późnym sobotnim popołudniem zajrzałem na stronę DrugStore-a w oszukiwaniu imprezy pasującej pod wieczorny wypadzik. (Korzystając z okazji panowie Chłodny, Marchewa, Adaś, Blue, iternal rispekt i masiv IMHO za zaangażowanie w Clubbing Guide. Nic dodać nic ująć. ;)
Cóż więc miała nam do zaoferowania w tę gorącą poświąteczną sobotę nasza lokalna trójmiejska scena klubowa? Pozycja pierwsza: "Międzynarodowy zlot fanów zespołu The Cure" w Sfinksie. Eeeee..., chyba nie tym razem Florek, wiesz... zapomniałem wyłączyć żelazko...muszę pędzić, papapapapa! Pozycja druga: Kaponiera. Hmmm... daleko trochę do tego Gdańska, może innym razem. Ale zaraz, zaraz, co ja widzę: Glasse, Fresh? Gdzie? W Versusie? No proszę, cóż za niespodzianka! Najwyższy czas poddać próbie generalnej to potencjalnie ciekawe miejsce, co do którego opinie są tak podzielone.
Godzina 12:00, wchodzimy po schodkach Versusa. Grupka "dobrze zbudowanych" uczestników imprezy wita nas przypadkowym, lecz donośnym "kurrrwa". Ojej, źle się zapowiada, ale wchodźmy dalej. Kolejny przystanek - szatnia, a w niej... klozetowy dziadek w brązowym garniturze ozdobionym różowym krawatem i ryżą bródką. Wybałuszam gały, oddaje kurteczki. Po głowie plątają się domysły. Czy szatniowy dziadek klozetowy to taki lokalny dowcip? Bal przebierańców? Może Versus by uniknąć podatków uzyskał statut zakładu pracy chronionej? Hmmm... intrygujące. Idziemy dalej.
Pierwsze kroki w kierunku baru i kogóż te moje oczęta widzą! Klubowi goście ze Sfinia! Proszę jaka niespodzianka. Lecz zaraz, zaraz, coś tu jest nie tak. Te wielkie słupy stojące przy barze wyraźnie się ruszają. Co to? O nie, nie! To przecież Karki! Dresy! Wielkoludy! Co oni tu robią? Czy to tak wygląda gdyński światek klubowy? Czy najgorsze przewidywania klubowych malkontentów spełniły się w ich najgorszych scenariuszach? Uciekać stąd, czy może zaryzykować? Konsternacja. Z głębi lokalu dotarły do nas wreszcie miarowo taktowane housy spod igły DJ Glasse. Wchodzimy dalej, rozglądamy się. Klientela przemieszana, trochę dreso-karków, plastikowych świeżo-umodelowanych panienek-techniawek, kilku lokalnych blokersów, dziewczynki w dresikach, a pod ścianami w kątach poukrywani weterani sfinksowych lotów, wyraźnie onieśmieleni zaistniałą sytuacją. Po kilku mocniejszych drinkach decydujemy się wejść na parkiet. Bawimy się, ale czegoś wyraźnie nam brakuje. Klubowa atmosfera jakby mało wyrazista. Zbyt dużo statecznego światła w okolicy densfloru. No i Ci ludzie niewiele mający wspólnego z klubowym klimatem. Jedynie temperatura na parkiecie przypomina sfinksowy ukrop. Pomimo usilnych starań rezygnujemy z dalszych prób i opuszczamy lokal około 5:00. Tak więc podsumowując, pomimo doborowej obsady DJ-ów i doskonale posklejanych setów house-owych nie udało się stworzyć klimatu imprezy, z której zblazowany sfinksowym graniem klubowicz wyszedłby w pełni zadowolony. Żegnam się więc z tym miejscem bez żalu. Niech rozwija się i dojrzewa. Trzymam kciuki.

-dziabi-

Powrót do relacji
Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team