login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2001-06-01 Orange Club: Burak pomarańczowy

Poniższa historia opowiada o złych wyborach. Wyborach klubu na imprezę. Na dobrą imprezę. Zaprawdę powiadam Wam ciężkie jest życie klabera. (żartuję, żartuję :))
Otóż w piątkowy wieczór miałem wylądować na Perezie w Mojavce. Poźnym wieczorem moje plany pod wpływem kumpla zmieniłem na forty, umówiłem się i już miałem wychodzić do klubu, gdy otrzymałem telefon po którym wylądowałem na północnych granicach naszego miasta, gdzie wiatry zawracają, a kolejki znikają w dziurach czasoprzestrzennych, osadzie rybackiej co Gdynia zowią. Szczęśliwie dotarliśmy na miejsce, chociaż nasza ekipa nieco się rozdzieliła (to te właśnie dziury) i dopiero pod klubem znów stanowiliśmy jedną grupę. Po małej operacji dywersyjnej znaleźliśmy sie w środku i zaatakowaliśmy parkiet.
Im dalej w głąb klubu wchodzliśmy tym bardziej na naszych twarzach malował się wyraz zdumienia, przerażenia i wstrętu. Co za towarzystwo!! A tak pięknie osobnik o ksywce SLAM opisywał na forum wybiórczą bramkę, jak to nie miało być dresów, buraków i innych takich osobników. Niestety słowa okazały sie tylko słowami. Jednak nie da się z dyskoteki, w której ustalił się już odpowiedni profil klientów, zrobić klubu dla młodzieży o innych poglądach i wymaganiach muzycznych i tylko dla nich, pozbywając się poprzednich bywalców. Imprezowiczy z prawdziwego zdarzenia można było policzyć na palcach, trzeba było wyszukiwać ich spośród tłumu przedziwnych osobników w strojach mniej lub bardziej sportowych tudzież w gajerkach z żelem na włosach, par tańczących przytulańce (!) czy też DISCO POLO (sic!). W środku znalazła się jakaś ekipa turystów z zagramanicy, którzy szprechali tudzieś rzucali łamaną angielszczyzną, biegali po sali i odstawiali przeróżne szopki (no ostatecznie te ich szopki były na swój sposób ok, bo powodowały u nas spazmy śmiechu - mała radość wśród morza rozpaczy). Ogólnie klimat został tak zniszczony i sprowadzony do wiejskiej dyskoteki, ze juz po 3 godzinach z tamtąd uciekliśmy. Podreptaliśmy na kolejkę do gdańska o 03:22 by przynajmniej wyspać się przed dzisiejszym sfinksem :).
Co do muzyki to cóż. Dokonania Dinna, Sebastiana i Glasse wszyscy znają. Nie będę się nad tym rozpisywał. Wystarczy powiedzieć, że grali bardzo fajnie i gdyby nie muzyka nasza obecność w klubie sprowadziłaby się do 15 minutowej rundy wokół parkietu.
Po dotarciu do Gdańska na przystanku autobusów nocnych spotkałem sporą grupkę znajomych, którzy wytoczyli się z fortów i kierowali się do bunkra na afretparty. Nie zastanawiając się długo zapakowałem się do N6 (blee nowe oznaczenia nocnych) i szybciutko usunąłem kilka zdjęć z orange club, by zarejestrować dużo ciekawsze wydarzenie :) Po drodze nasłuchałem się opowieści o wspaniałym powrocie fortów, o wspaniałej transowej muzyce która atakowała ich uszy całą noc, o nowym właścicielu i nowych bramkarzach, którzy okazali się wporządku.
Jak było w Brzeźnie, widać na zdjęciach :) Bardzo miło, bardzo znajomo, bardzo technicznie i undergroundowo....

Chlodny

Obejrzyj zdjecia z tej imprezy, których autorem jest Chlodny
Powrót do relacji

Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team