login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2001-07-24 Blue Cafe: Błękitna knajpa

Tak jak obiecałem, pojawiłem się w Blue Cafe (no może tydzień później) na imprezie, by przetestować w praniu jazzowe granie w wykonaniu DJ'a i muzyków. Całą ekipą znajomych po przyjemnej sjeście na skate'ach około 22:40 znaleźliśmy się w lokalu i od razu utknęliśmy na górnym pokładzie by dokładniej przyjrzeć się operacji tworzenia muzyki. Otóż na scenie zastaliśmy sporej wielkości "kapelę" w składzie: perkusista, gitara elektryczna, gitara basowa, klawisze i jeden DJ (w tą rolę wcielił się DJ Drwal - jak tylko zdobędę nazwiska pozostałych muzyków dopiszę tutaj). Zasiedliśmy przy okolicznym stoliku i od razu pograżyliśmy się w niesamowitej atmosferze improwizowanej muzyki. Jak to ze spotami jazzowymi bywa co chwilę inny muzyk wprowadza motyw przewodni, do którego pozostali muzycy się doposowywują, by po pewnym czasie pozwolić prowadzącemu na solówkę. O ile instrumentaliści mają proste zadanie, to dj z ograniczeniem w postaci plyt winylowych, ma to zadanie znacznie utrudnione. I ten element jamu był dla mnie najciekawszy. Sposób w jaki Drwal wywiązał się z zadania wywarł na mnie niesamowite wrażenie.
Po jakiś 15 minutach potrafiłem już przydzielić poszczególne partie muzyki do konkretnego instrumentu i mogłem właściwie ocenić wkład poszczególnego grajka w powstające dzieło, które najchętnie zobaczyłbym na normalnym występie w dużym klubie i jestem przekonany, że parkiet byłby momentalnie zapełniony przez tłum pogrążony w ekstazie. Moja noga bardzo wesoło podrugiwała w szybkim rytmie wybijanym prawdziwą perkusją, a myśli wesoło biegały po wyższych partiach generowanych przez klawisze i gitarę. Drwal dogrywał krótkie partie z płyt, by w pewnym momencie samemu przejąć kontrolę nad tworzywem i zapuszczając elektro z elementami warpowego brzmienia jeszcze bardziej rozkręcić klimat. I tylko natrętne house'owe dźwięki z dolnego parkietu nie pozwalały całkowicie pogrążyć się w odtchłaniach umysłu kierowanego melodią. (siedzieliśmy chyba troszkę za blisko zejścia na dół).
A na dole Greg i Slick na zmianę zapodawali bardzo lekkie housiki dla publiki składającej się z raczej dziwnej publiki, chociaż klimatycznych ludków też nie zabrakło. Nieco ciężej i było by bardzo miło, a tak odniosłem wrażenie przeniesienia się na górny parkiet galaxy (chociaż tam nie byłem). Szkoda, że nie można usłyszeć brzmienia Instant Funk Project - pewnie wtedy parkiet ostałby się bardzo pusty.
Około pierwszej podreptałem na nocny autobus niosąc ze sobą pozostałości jamu i uśmiechem na twarzy. Za tydzień znów Drwal zagra z instrumentalistami, tym razem ponoć innymi. Hmmm ... nie moge się doczekać.

Chlodny

Powrót do relacji
Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team