login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2001-08-03 Amfiteatr: Jagodziani Bułkożercy - festiwal

Festiwal "Jagodziani Bułkożercy" w Kołobrzegu miał byc jedną z niewielu transowych publicznych imprez open-air tego lata w Polsce. Gdy dodać do tego festiwalową wielodniową i wieloscenową formułę imprezy, wniosek nasuwał się jeden - nie można było tego opuścić :).
Start zaplanowano na 18 w piątek. Przed 20-stą, gdy w deszczu doszedłem na miejsce, do kołobrzeskiego amfiteatru, nie działo się tam prawie nic. Kilkadziesiąt mało szczęśliwych osób pod parasolami i dachami chowało się przed deszczem. Nic więc nie zwiastowało święta, którego należało oczekiwać... Deszcz jednak szybko przestał padać, a raczej zaczął padać przelotnie i zaczęły się ostatnie przygotowania. Ruszyła bramka z pozytywnie nastawionymi bramkarzami, a wkrótce... ruszyła muza.
Festiwal podzielony był na trzy sceny - pierwszą transową, drugą dnb, nrg i techno oraz trzecią z czilautem, gdzie jednak i trans gościł w obie noce. Pierwsza i ostatnia zlokalizowane były między budynkami amfiteatru a ulicą, druga zajęła główną scenę amfiteatru.
Imprezą ogólnie rządził... bałagan. Sam organizator przyznał drugiej nocy że żadnego line-upu nie ma. Kolejność grania poszczególnych magików była tworzona na bieżąco - kto sobie zajął kolejkę, albo... czyj znajomy zagrał wcześniej.
Na scenie transowej królowała Hallabanaha. I gdyby jeszcze panowała mądrze to pół biedy. Jednak chłopaki tak strasznie łoili, serwowali tak ciężką muzę, że przyjemniej się skakało przy serwowanych chyba z większą wyobraźnią drum'n'bassach. Momentami taka sytuacja stawała się wprost uciążliwa. Kompletna bezmyślność organizatora* i samych łomoczących gwiazdorów w ogóle zaćmiła chyba ideę festiwalu jako imprezy o takim charakterze, o takiej porze roku, w
takim miejscu! Zamiast wykorzystać te warunki do popularyzacji pozytywnych klimatów klubowych, zamiast pozytywnymi dźwiękami na wszystkie strony sypać, to... zrobili odwrotnie. Kiedy szło się od czilautu w stronę sceny transowej z daleka waliło ciężkie monotonne bum bum, w niczym nie budujące klimatu psychodelii, czy jakichś transowych fantazji... A raczej nawet budzące agresję, nieopanowanie...
Odpocząc na szczęście, choć szkoda że w obydwie noce tak późno, dawali Epix i Elf - pierwszy dopiero w niedzielę nad ranem, drugi trochę w pierwszą noc i koło dwóch godzin w niedzielny poranek po Epiksie. I to było to, co odrobinę polepszało ogólne wrażenie tych kilku osób z którymi na ten temat rozmawiałem.
Na scenie gdzie miały gościć wyłącznie drumandbassy, w piątek w nocy, a raczej rana już blisko, pojawiło się smaczne techno podane przez Extase'a, a przed nim przez AngeloMike'a. W sobotę oprócz drumandbassów z głośników popłynęła rzadko w Polsce goszcząca muza - nrg, a więc gdzieś tam głęboko pomieszane uk transy, nu nrg, hard house. Jedynym didżejem który ową muzę miał grać miał być Fajfer. Przepięknie, pod gwiaździstym niebiem, pociągnął ludzi w górę lekko i
wysoko, serwując potężną dawką pozytywnej energii. Mimo skręconej kostki wcześniej na transach nie potrafiłem oprzeć się temu, co robił ze mną Fajfer.
Próbował jeszcze klimat pociągnąć Questman, ale za deki wszedł Hardcore i niestety zachował się jak na scenie transowej - przejętą energię po prostu rzucił na glebę swoją hardhousową monotonną łupaniną... A czekali jeszcze inni didżeje z energetycznej grupy Refomation. Energetyczne klimaty zakończyła dopiero
awantura dejotów...
Podobnie czilaut nie był wyłącznie czilautem. Bardzo fajny live act Pandemonium Bong zamiast na scenie transowej właśnie tam się znalazł pierwszej nocy. Drugiej w namiocie czilautu jedynie dla 20 osób pięknie wykręconymi infradźwiękami transami grali Infra Sound - Sickman i Mickey. To jedni z oryginalniej grających ludzi na tym festiwalu - przez to że grali tam, nie na scenie transowej, dużo stracili Ci którzy ich nie słyszeli.
A awantura... W awanturze główne skrzypce grał East, który jednak wydaje się że miał rację. Dość stanowczo wystąpił przeciw bałaganowi na głównej scenie i usunął z niego energetyzujących i hardhousujących chłopaków. Wyglądało to jednak żałośnie. Prawie dziesięciu ludzi, kłócących się i tłumaczących, szukających organizatora, potem obrażających się jak dzieci i odjeżdżających... Tragikomedia.
Pięknie były dekoracje na terenie festiwalu. Ponad 60 przeróżnych bekdropów, fluoroscencyjne grzyby na drzewach, kolorowe sznurki splecione nad scena transową, a także duże kolorowe kapelusze, imitujące wielkie grzyby nad sceną transową budowały fajną atmosferę. Miałem wrażenie, że momentami było za ciemno, nad sceną transową nie było nawet strobo, jedynie kilka uv dookoła. Trudno nie pochwalić za wybór miejsca na scenę transową. Otóż scena ta była na... trawniku między ulicą a amfiteatrem, na małej polanie. Polana wokół otoczona była gęstymi drzewami, patrząc w górę widziało się kilka poziomów przepięknie zielonych konarów i gałęzi. Nawet bez dekoracji w dzień to było świetne miejsce! :]
Kolejny plus - czajszop prowadzony przez ludzi ze Stropharia Cubensis Community. Pierwszego dnia postawiony na podwórzu amfiteatru, na asfalcie, więc nie czuło się atmosfery, jaką takie miejsce tworzy. Ale drugiego dnia... już było tak jak być powinno - w innym miejscu, obok namiotu czilautu, z pochodniami wokół, grzybami na drzewach, bekdropami... Brakowało materaców z Mechelinek :). Wszyscy zachwycali się specjałami tam serwowanymi - tostami z grzybami, sałatkami, arbuzem z wódką... W zasadzie - czajszop to było jedyne miejsce takie jak powinno być - od początku do końca :]. Brawo, brawo, brawo.
Ochrona na bramce złożona z ludzi, nie bezmyślnych roślin, więc tu mały plusik. Bramkarze razem z ludkami festiwalowymi siedzieli przy ognisku i smażyli kiełbaski.
Jako że festiwal ulokowany został w najsłynniejszym miejscu w jednym z największych polskich ośrodków nadmorskich, więc nie można było uniknąć ani nie zauważyć reakcji tych "normalnych" ludzi :). Z powodu bezpośredniego sąsiadowania z ulicą, chodnikiem na plażę, można było stamtąd obserwować scenę transową. I tak wieczorem, gdy muzyka się rozkręcała i jeszcze spacerowiczów było wielu. Pod płotem przystawali ludzie i obserwowali jak gromadka ludzi w zupełnie niezrozumiały dla nich sposób skacze przy zupełnie niezrozumiałej dla nich muzyce :). Dodatkowo do amfiteatru ludzi kierowala miejscowa telewizja,
która reklamowała piątkowy koncert Natalii Kukulskiej i sobotni Ich Troje. Gdy stałem w piątek wieczorem przy bramce i podeszła do nas starsza pani z wnuczką i zapytała o Natalię Kukulską to wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem :). Dla ludków siedzących z biletami na bramce z czasem odpowiadanie na to samo pytanie przestało być zartem i wywiesili kartkę z info o odwołaniu koncertu.
Muza w sobotę niestety nie grała - granie na transach skończyło się koło 10-tej... Dlaczego - pytanie do organizatorów, miała grać non-stop... nie grała. Wtedy to, kiedy cześć nas pozostała na miejscu, na teren festiwalu przebojem wtargnęła starsza pani i wzięła nas w krzyżowy ogień pytań, próśb i narzekań. Otóż okazało się że pani ta mieszka w sanatorium po drugiej stronie parku i "całą noc satanistyczna muzyka jej grała", a rano jej koleżanka była na spacerze i "dwie pary na ekstazie się kołysały", a w ogóle to "tą imprezę to żydzi organizują"... Heh, mile się dzień rozpoczynał lub kończył - zależy czy patrzeć na to z punktu widzenai tej pani czy
naszego :].
Ile było ludzi? Ciężko bardzo to stwierdzić, ale... przez festiwal mogło w ciągu dwóch dni przewinąć się nawet do tysiąca osób... W szczytowych momentach - na scenie transowej 23-24 w sobotę bawiło się 120-150 osób, później podczas setu Fajfera 150-180. Czilaut gromadził do 20-30 skaczących ludzi.
Podsumowując krótko - bardzo niewielu rzeczy brakowało imprezie, żeby nazwać ją rewelacyjną - porządku na scenach i większej wyobrażni wśród grających.
Zdecydowanie pozytywnym elementem byli ludzie. Fajny był obiekt. Bardzo pozytywnie grali niektórzy didżeje, co ciekawe to Ci którzy zwykle najmniej na granie naciskają, więc grali późno, albo w miejscu nieszczęśliwym - Epix, Elf, Infra Sound. Świetne były dekoracje. Nawet pogoda która na początku bardzo straszyła,
potem była naszym towarzyszem w zabawie.

Zdecydowanie jedna z tych imprez, na których należało być! :)

*) Piszę "organizatora" - mam na myśli ogólnie ludzi za granie odpowiedzialnych.

Hubert

Obejrzyj zdjecia z tej imprezy, których autorem jest Hubert
Powrót do relacji

Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team