login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2001-08-11 Sfinks: Recognition Live

Ten wieczór zapowiadał się całkowicie spokojnie, jednakże cały gry plan został diametralnie zmieniony dzięki kilku telefonom. Tak oto zdecydowałem się trafić na "Rozpoznawanie na Żywo", czyli mówiąc po ludzku: Live Act Jacka Sienkiewicza + support związanych z nim DJ'i.
Gdzieś po godzinie 23:00 wylądowałem wraz ze znajomymi w Sopocie. Szybko przyczailiśmy się w nocnym i już porządnie wyekwipowani ruszyliśmy pod klub. Przed wejściem zastaliśmy sporych rozmiarów tłumek oczekujący ze zniecierpliwieniem na wejście. Stwierdziłem, że nie będę gorszy i też wbiłem się w ludzi, aby jaknajszybciej dokonać opłat manipulacyjnych i bez problemu przemieszczać się między klubem, a plażą i sklepami. Gdy wbiłem się już do środka za deckami urzędował Sienkiewicz, a z głośników płynęły całkiem konkretne bity. Dzięki temu mój nastrój uległ odrazu polepszeniu i już od tamtej chwili wiedziałem, że będzie to jedna z bardziej udanych imprezek tych wakacji. Ilość ludzi była większa niż na przeciętnych imprezkach, co złożyłem na karb sezonu wakacyjnego. Pozatym można było się poczuć niczym na pokazie jeansowych wdzianek dla panienek. (Takiego wyboru w większości sklepów nie ma :) Zresztą zgodnie z nową polityką sfinksa od jakiegoś czasu panienki są uprzywilejowane do wejścia, tak jak posiadacze kart klubowych.
Po jakiejs chwili stwierdziliśmy z Michaelem, że nadszedł czas na pivko na powietrzu, co natychmiast uczyniliśmy. Gdzieś koło 2:00 nad ranem dopiero powróciliśmy do środka. Stało się tak z kilku względów. Po pierwsze trafiliśmy na jakiś pokaz frajerwerków - nie za duży, nie za mały, ale cieszył gały. Po drugie, zamiast jednego spiliśmy kilka pivek, a czas skracaliśmy obcinaniem lewarówkręconcych się dookoła.
Gdy juz w końcu znalazłem się na parkiecie akurat Sienkiewicz rozgrywał już swój live act. Takiej muzy dawno w tym klubie nie słyszałem. Jednostajny rytm napędzany dużą dawką analogowych sampli i róznymi pompującymi dźwiękami, poprostu wypas na maxa. :) Gdyby nie tłok w okolicach djki bawiłbym się jeszcze lepiej, ale i tak było prawie doskonale. Zresztą nie tylko mi te dźwięki przypadły do gustu. Ludki na parkiecie reagowały naprawdę spontanicznie. Odniosłem wręcz wrażenie, że taka muza sprzedałaby się teraz lepiej w Śfini niż house. Sienkiewicz tymczasem bombardował wsdzystkich poprzez soundsystem naprawdę wymiatającymi i podbijającymi ciśnienie na zabawę wibracjami. Gdy skończył swój występ na głównej sali zdecydowałem się na chwilę przerwy i zwiad taktayczny w chillout'cie. Tam natomiast dominowały bardziej transowe brzmienia zapodawane przez kogoś kogo nie udało mi się dostrzec, gdyż ilość bawiących się w tym zakątku klubu jak zawsze przekraczała jego pojemność. :) Tym sposobem pokręciłem się pomiędzy obydwoma parkietami nie mogąc zdecydować na którym z nich skakać dalej. W końcu wybrałem fontannę, gdzie poskakałem sobie do 5:00 rano, podobno właśnie od tej godziny miał tam zacząć pogrywać Sienkiewicz, ale jakoś nie udało mi się zauważyć, aby kierował swoje kroki w stronę tamtej djki, więć może zagrał tam nieco później, ale ja niestety już zbierałem się do wyjśćia.

Adaś

Powrót do relacji
Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team