login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2001-08-16 Pomarańczarnia: 1,2,3 próba klubu

Jest takie miejsce, pomiędzy Galaxy (tfu, tfu), a Enzymem (kiedyś tam bywało fajnie) gdzie w zamieszchłych czasach prosperity łazienek północnych znajdował się skład kajaków, łódek itp. osprzętu wodnego.
No dobra. .to było, teraz jest inaczej. Ktoś wpadł na nie głupi pomysł i zrobił tam imprezownie. Łatwo to to poznać, gdyż wyróżnia się ostrym pomarańczowym tynkiem (jak sama nazwa wskazuje). Dookoła drewniane deski, stoliki, parasole, z zaraz za tym plaża, bezmiar oceany, syreny, wino, kobiety i śpiew (oops.. zapędziłem się ;>). Niemniej pierwsze wrażenie bardzo pozytywne.
W środeczku (po drodze bardzo miła ochrona – dobry wieczór, proszę nazwisko, witamy, zapraszamy, w tzw. międzyczasie jakiś żarcik – wiele klubów mogłoby się na tych panach wzorować). W środku oczywiście także pomarańczowo.
Zaraz na wejściu atakuje malutki bar (w zasadzie barek – bareczek ;>) dużo foteli, ławeczek, stolików i bardzo dużo miejsca w środku. Może było to spowodowane marną ilością ludzików – gdyż nie było to wielkie otwarcie (ale to i dobrze), a większość zgromadzonych osób dobrze można było kojarzyć ze Sfinksa lub Metro.
W miarę zagłębiania się w otchłanie klubu ;-))) tzn. idąc prosto skąd dobiega muzyka, dostajemy się na niską, dość dużą salkę, gdzie zaraz przy wejściu atakuje dj. (gramofony były ustawione na małym, niskim stoliku, i biednego Rosa teraz pewnie plecy bolą :>). Dużym plusem klubu jest nagłośnienie. Pomimo, że opiera się ono na tylko dwóch dużych kolumnach, wielkość i kubatura salki sprawia że bas brzmi jak bas, a nie jak pierdzący trzmiel, a jego siła powoduje przyjemne drżenie nogawek :-)
No i co – dla mnie – najważniejsze. Salka jest mocno zaciemniona. Jedna UV na środeczku pod sufitem, a tak jedynie oświetlenie to świeczki dookoła, pod ścianami. Efekt niezły :-)
No to był klub, a teraz muzycznie – jak przyszliśmy to produkował się East. Housowo, ale bardzo mocno zbasowienie. Nie powiem.. nie powiem.. brzmiało to przyjemnie. Aczkolwiek nikt się nie bawił – większość wolała się byczyć na plaży, huśtawkach (bo takowe są) i ławeczkach na zewnątrz klubu.
Po nim (przynajmniej tak mi się wydaje) zaatakował Frisky Bob, który nieco odpływa od funkującego housu, którym nas zawsze raczył. Przynajmniej wczoraj, gdyż zaczął kawałkiem Windowlicker, który bynajmniej housowy nie jest.
Na koniec – przynajmniej jak dla mnie – bo o 2 moje sumienie przypomniało mi, że dzisiaj trza było się znaleźć w pracy – zagrał Ros. I tutaj niespodzianka. Tzn. dla tych którzy mają okazję co pewien czas słuchać muzy zapodawanej przez tego Pana chyba już zauważyli, że zaczyna grać ciężej, bardziej imprezowo – co bardzo rzadko daje się słyszeć w Sfinksie – niestety. Tutaj było mocno basowo skocznie, może nie tak jak tygryski lubią najbardziej (brak )eib(, ram rec., kemali, opticali ;>), ale było dobrze. Dla mnie zaczęło się o Dja Teebee (uważanego za jednego z najbardziej utalentowanych i przyszłościowych producentów dnb) z kawałkiem Twinpeaks. Później J Majik – Solarize (aczkolwiek preferuje remix opticala z Infrastructure LP). Następnie moi prywatni faworyci – Accidental Heroes (polecam ich single wydane dla Emotif/Xtatic i No Label :>) z kawałkiem 30deg (właśnie z wspomnianego albumu Infrastructure). Było także ‘Stranger Days’ – piękny kawałek, these are the stragner days – mniam :-). Kolejny Teebee – tym razem Travel in Silence EPka – według niektórych nasłabsze dokonanie tego pana (chyba ze Skandynawii – aczkolwiek głowy nie dam). Później hicior i wymiatacz parkietowy – Aphrodite z kawałeczkiem Funkster (chyba to się tak nazywa), w wersji bez vocalu, czyli mniej hiciorkowatej.
Jak przyszedł na mnie czas akurat wchodził jazzstepik, z mocnym bitem i samplem trąbki takim jak w klasycznym kawałku t.power ‘mutant jazz’ (SOUR z roku 1996 bodajże).
Później było jeszcze nieco imprezowo – z Spaced Invader Haritas (w remixie J Majika). Kolejny utwór tego pana o housowej kompozycji, niemniej nadal drumbassowy – pewnie dlatego należy on do kawałków, które rozrywają publikę na imprezie.

No to tyle ode mnie. Mam nadzieje, że na tym się nie zakończy. Klub ma potencjał, szczególnie na cięższe granie – którego w Sopocie się niestety nie uświadczy. Jak na razie – duży plusik (+). :-)

Marchewa

Powrót do relacji
Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team