login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2001-09-30 Stodoła: Koncert Zespołu Air

No cóż, jak tylko dowiedziałem się w wakacje, że panowie żabojady przyjeżdżają do Polski od razu wiedziałem, że się na nich wybiorę. Parę tygodni wcześniej dzwoniłem ustawicznie do agencji Alter Alt by popytać się o to lub tamto, niestety zawsze trafiałem na automat, który grzecznie mnie uświadamiał iż nikogo nie ma w biurze czy to rano czy po południu. Pani ze Stodoły jak i współorganizator Radiostacja rownież nie byli skorzy do udzielania informacji, które jak sie później okazało mogło mi zaoszczedzic wiele klimatycznych zwał.
Przed Stodołą powitał mnie tłum-ek różnych ludzikow lecz już wtedy coś tam mi dziwnie zagrało w łepetynie, no nic, pomyślałem inne miasto po prostu inni ludzie, będzie dobrze. Bramka doskonała, duże brawa, dwie kolejki panie i panowie, furtka na wykrywanie metali i małe obszukanko ale raczej nie antynarkotykowe a antyburdowe, szukali raczej większych przedmiotów niz mała plastykowa torebka, która i tak skrzętnie ukrylem ;).
W środku duża szatnia, kolejka się raczej nie dłużyła a trzeba było się spieszyc bo Air według organizatorów już o 21 miało zaczynać grać.
Po wejściu do klubu już tylko sam fakt po co tu przyszedlem (no i może parę innych spraw ;) trzymał mnie w dobrym i pozytywnym nastroju. Klub duży ale trochę za nudna architektura. Identyczny wystrój jak w każdym typowym studenckim klubie w trójmieście. Ściany wysprejowane i siedzenia z gietego metalu. Po prostu większy kwadrat.
Oczywiście wiem że pojechałem na koncert, mogłem się spodziewać takiego a nie innego klimatu, ale jeśli tak to ma wygladać, to Ja osobiscie nie jestem zwolennikiem takich imprezek.
Ale od poczatku. Od razu po wejściu totalna klęska klubowiczów, co ja mowie, jakich klubowiczów, czułem się po prostu jak w jakimś iksie czy kwadracie w czwartek. Ludzie totalnie przypadkowi, od pierwszego roku polonistyki zacząwszy a na miłośnikach poezji śpiewanej kończywszy. W czasie trwania koncertu oprócz tego ze czasem tupali i gwizdali to nie bawił się nikt. Nasza ekpia w końcu przesunęła się na koniec i tam zaczęliśmy trochę machać nóżkami, oczywiście ku ogólnej obcince i komentarzach innych. Odczucie takie jakby ludzie przyszli na pociąg, poczekali parę godzin, pociąg przyjechal, wsiedli i pojechali. Jakby w ogóle nie wiedzieli po co sie tam znalezli.
Oprocz duzej sali byly jeszcze dwie inne ale organizatorzy nie pofatygowali się by coś tam zorganizaować, stały puste.
Dwa slowa o samym Air: zagrali zajebiście, trochę z nowej, trochę ze
starszych płyt. Ale by w pełni było ich zrozumiec trzeba było trochę
posłuchac wcześniej gdyż większość kawałków była czysto koncertowa i trochę remiksowana. Nie wiem czy to lepiej czy gorzej, dla mnie chyba lepiej bo poznałem nowe nie-studyjne brzmienia tych samych kawałków.
Koncert odbył sie po warszawsku, 21, bilety skasowane, 24 koniec, wypad zamykamy.Ja po prostu byłem tak totalnie zaskoczony że nie wiedziałem co powiedzieć, przylazłem do klubu, 24, a oni zapalają swiatła, wchodzą szczotkarze i wypadka. Po zagadaniu z gumbasami czy można wejść na bankiet dla vipów, stanęło na 70 pln od glówki, wiec się w nią popukaliśmy i wyszliśmy o 1.30 z klubu.
Podsumowując. Występ Air zajebisty. Organiazcja totalna porażka.
Koncert bez poczatku i końca, wyrwane 3 godziny bez żadnej fajnej oprawy muzycznej. Jakby ktoś wyciał same słoneczniki z obrazu Van Goga, bez reszty obrazu i ramy. Może są też ładne, ale to już nie to samo.
Reszta mi mowila ze nie mam racji bo tak wygladają koncerty, ale w takim razie ja potrzebuję czegoś więcej. Od razu inaczej spojrzałem na naszego Sfinksa i w duchu podziękowałem za jego istnienie w Trójmieście. Następnym razem już nie do Stolicy, raczej na d&b do Łodzi.

Tuk

Powrót do relacji
Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team