login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2001-10-06 Sfinks: Brain Dance

W Sfinksie nie byłem prawie 2 miesiące, i nie powiem abym tęsknił. Imprezy spławików to nie do końca coś dla mnie.
No ale tym razem miało być idealnie: mało ludzi i zajebista muza. Jak dotarłem pod klub było pustawo. Bezproblemowe wejście do środka, pieczątka i inne formalności. Na dużej sali stało kilkanaście osób i przysłuchiwało się nieco poeksperymentowanym dźwiękom Easta. Tyleż samo, na fontannie, próbowało tańczyć do breaków w stylu Romero.
No jeszcze za wcześnie – odwrót na zewnątrz.
Po wygrzaniu murka przez nieco ponad godzinkę wróciłem do środka. Uszom moim obiegły piski radości spowodowane rytmicznym, tech-housowym umcy-umcy ->> bar :). Ale moje męczarnie nie trwały długo. Gdy uszom moim dobiegł Kraftwerk, wiedziałem co się święci. Czym prędzej pospieszyłem w okolice djki – gdzie o dziwo było bardzo dużo miejsca – i z radością obserwowałem przygotowania wysokiego, szczupłego pana, zwanego Edem DMX. I poszło. Rozpoczęła się potężna dawka elektro serwowana z czarnych, 12’’ płyt. Z początku nieco nieudolnie, ale z płyty na płytę mix stawał się dokładniejszy, a dźwięki coraz ostrzejsze.
Po 1.5h Ed otworzył Laptopa (z ładniutkim jabłuszkiem), włączył vocoder i popłynął dalej. Tym razem na żywo. Dobierał sample na ‘jabłuszku’, krzyczał do mikrofonu, nawoływał do abawy. A było przy czym. Od Kraftwerkowskiego, klasycznego elektro, poprzez kawałki zaczynające się ala Westbam, a kończące jak Squarepusher, na minimalu końcąc.
Na koniec, ostatki kawałek rozpoczął operację drillowania naszych mózgów.
Zmiana Dja. Wchodzi niski, niepozorny K-Rock. Długie włosy, czapeczka z daszkiem. Nikt nie przypuszczał, że taki niepozorny koleś może się okazać takim rzeźnikiem. Na początek kontynuacja klimatu – przeszło pół godziny drill’n’bassu. Aby ludzie mogli się bawić i nie pouciekali – miejscami pitch wędrował na –8!! Aż boje się myśleć jak te kawałki brzmią w normalnej prędkości. Ale ludzie i tak w większości stali, przytłoczeni muzyką, zupełnie nie wiedzieli jak się porusza – tym z pomocą przyszedł Ed DMX, który ochoczo pląsał po podeście – lub wsłuchani w muzykę. A było w co. K-Rock zagrał bowiem – dużą część nowego wydawnictwa Aphex Twina – np. Takie zgrywanie albumów po całości rozumiem – premiera albumu miała miejsce wczoraj – czyli 3 tygodnie po imprezie.
Potem nieco ‘spokojniej’, nieco electro i bum!! Technika. Soczyste, tekkniczne 4/4. Jak dla mnie to już było za mocno, za dużo, za ciężko.
Chłód, czystość powietrza i ilość tlenu w ogródku były na tyle zachęcające – że tam się udałem. Na tzw. małą godzinną chwilkę.
Gdy wróciłem akurat nastąpiła drobna zmiana klimatu. D’n’B – yammi. I to nie taki typowy. Taka rephlexowa interpretacja tematu. Wypadkowa noisu, punka, junglowego tempa i drumbassowych sampli. I do tego DJ K-Rock tworzący jednoosobowe show, tańczący po main-hallu, nawołujący do zabawy, no i jeszcze zgrywający płyty.
I tak do 6 rano. Wtedy zmęczenie wzięło górę i po cichaczemu się oddaliłem.
Bardzo udany come-back :)))

Marchewa

Powrót do relacji
Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team