login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2001-10-31 Piwnica Rajców: Magiczna Piwnica

Halloween to niby amerykańskie święto, jednak jak uświadomił mnie mój kolega dziennikarz (pozdrowienia Grzesiu, żałuj że nie byłeś), jego tradycje są osadzone w kulturze celtyckiej. Można więc było wziąć udział w maskaradzie, nawet jeśli nie przepadamy za "MacDonaldyzacją" naszego życia:).
Na pytanie "czy warto było" udać się do Piwnicy Rajców, odpowiem nie bez kozery "oj warto było...". Jedna z najlepszych imprez ostatnich lat odbyła się w samym sercu mojej ukochanej Starówki. Piwnica Rajców to stylowa restauracja zlokalizowana w rozległych podziemiach pod Dworem Artusa, jednym z najpiękniejszych zabytków Starego Gdańska. Przestronne wnętrza mieszczą bar oraz dwie sale restauracyjne, z których jedną zaadoptowano na spory parkiet. Salę udekorowano kilkoma malowidłami DJ Mixobana, ale poza nimi wystrój był minimalistyczny, jak na imprezę techniczno-minimalną przystało.
Pierwsi ludzie zaczęli schodzić się po godzinie 22 przy dźwiękach muzyki prezentowanej przez DJ ZwyroLa. Być może trema, a być może ciągle jeszcze małe umiejętności nie pozwoliły mu rozwinąć skrzydeł. Zaraz po nim za deckami stanął DJ Butch w swoim przebraniu rodem z Mississipi (Ku-Klux-Klan) i zaczął mordować ludków zgromadzonych na parkiecie. Niżej odpisany wraz z DJ Afro, obydwaj przebrani za braci Szkotów, pomykaliśmy po parkiecie pląsając (czyt.: skacząc i odbijając się od posadzki) do bitowego przekazu dochodzącego z głośników.
Pełno znajomych i nieznajomych, pełno przebierańców, pełno, hm wszystkiego, rejestracja zaczęła się ciąć... Zrobiłem jeszcze kilka fotek, po czym przekazałem aparat IC-e'owi. Wreszcie mogłem dać się pochłonąć niczym nieskrępowanej zabawie. Za deckami DJe zmieniali się jak w kalejdoskopie a ja albo tupałem na parkiecie albo pochłaniałem kolejne doskonałe Henie (choć szkoda, że z Żywca) w towarzystwie odmienionych znajomków. Dzika kocica Iskierka wraz z upiększoną kosmicznym makijażem przyjaciółeczką Gabi mieszały się z diobłami, demonami, nimfami (choć niektóre bardziej przypominały nimfy błotne:>), a nawet jednym biskupem. Inwencja przebierańców była niesamowita i nastrój stworzony w Piwnicy umagicznił to miejsce na całą noc.
Kiedy za deckami pojawił się DJ Error, główna gwiazda wieczoru przybyła z Warszawy, na parkiecie stawili się prawie wszyscy. Nawet chill-out, gdzie rządził Elek, nieco opustoszał. Tłum ludzi nie kontrolował się krzycząc i wywijając kończynami na wszystkie strony. Nastrój udzielił się nawet mi i zacząłem pokrzykiwać, czego normalnie nie robię (taki już jestem dobrze wychowany i wywarzony:>). Ostra jazda bez trzymanki jeśli już muszę się posługiwać wyświechtanymi powiedzonkami. Zabawę podkręcał dalej DJ Starvin' Marvin ze swoimi charakterystycznymi nieco acidującymi numerami - choć w jego secie znalazło się sporo przebojów, mnie to zupełnie nie raziło i było fajno.
W międzyczasie IC-e strzelał fotki i aż mi się głupio zrobiło następnego dnia widząc na ilu się znalazłem - dowód rozpusty i wyuzdania czający się w oczach (choć ich prawie nie widać) zapewne ubrudzi mój grzeczny image:)). Zalegając na fotelu w, hm nie powiem, bardzo miłym podwójnym towarzystwie:)) obserwowałem kolejnych grających DJów. Do końca nocy grali jeszcze DJ Afro, DJ Jim, DJ Muzzy, znowu Error i jego kolega z Warszawy (nie pamiętam niestety ksywki). Nad ranem wszyscy już chyba mieli dość, ponieważ od godziny 5 "klub" zaczął pustoszeć. Jednak bynajmniej nie było to spowodowane niczym innym jak tylko zmęczeniem. 140 bpm od samego początku do samego końca załatwiło nawet największych twardzieli i imprezka zakończyła się o godzinie 6:15 w atmosferze ogólnego zadowolenia a Szula (głównego organizatora) - samozadowolenia. W kuluarach przewijały się tylko następujące słowa: udana, zajebista, wykręcona, kiedy następna...!?
Grupa adoratorska Szula (pomagierzy i przyjaciele) zostali do samego końca pomagając w porządkach i klub opuściliśmy chyba przed godziną 8. Na afterek zjechaliśmy do Marcysi (pozdroovka:)) i tam rozpoczęło się "zaleganie". W cudzysłowie, ponieważ ciężko nazwać zaleganiem afterek w mieszkaniu, gdzie na środku pokoju stoją dwa decki, mikser i wzmacniacz:)). Od rana Butch "katował" nas znowu minimalami, na szczęście bardziej wykręconymi niż bitowymi i można było spokojnie ściągać chmury. Przespałem się, wytrzeźwiałem, znowu zajebałem i pojechałem do domu, tylko po to, żeby udać się na kolejny afterek, ale to już zupełnie inna historia...

PS. Impreza skończyła się dla mnie dopiero w piątek o 15 I to ciągle w perfekcyjnym nastroju!!!
PROPS:
- SZULO!!! SZULO!!! SZULO!!! za zorganizowanie tej wspaniałej imprezy, za to że właściwie w pojedynkę zrobił taki wypas!
- DJe za to, że pięknie grali:))
- Znajomi za, że się licznie stawili, dobrze się bawili i piwo ze mną pili (a także na fotelu siadali i kawą ratowali:))
- Bramka, która mimo braku doświadczenia z takimi imprezami wzorowo wywiązała się ze swoich obowiązków
- Marcysia (barmanka i przyjaciółka) za to, że całą noc polewała piwo i inne trunki doskonale się przy tym bawiąc (oraz za to, że udzieliła nam azylu na afterek)
SLOPS:
Nic mi nie przychodzi do głowy (sic!).

it-290

Obejrzyj zdjecia z tej imprezy, których autorem jest Adaś & Michael
Obejrzyj zdjecia z tej imprezy, których autorem jest Kasia R.
Obejrzyj zdjecia z tej imprezy, których autorem jest Teddy
Powrót do relacji

Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team