login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2001-11-16 Piekarnia: Z 3miasta do wawy

W niedzielę 18 listopada miałem sędziować spory turniej w Warszawie. Skoro i tak miałem tam pojechać, to właściwie czemu by nie być tam wcześniej i nie zaliczyć jakiejś imprezki lub dwóch...

Wyprawa zaczęła się jednak już w czwartek. Mikan i Prophet obchodzili urodziny w gdyńskiej Klubokawiarni. Mała, kameralna impreza tylko dla znajomych w ciekawej klubo-pubie/kawiarni przy spokojnych dźwiękach house'u. Przyznam się, że atmosfera była tak wspaniała, że nawet nie zawracałem sobie głowy słuchaniem muzyki. Coś tam leciało, coś tam grało, ktoś chyba nawet pląsał. Ja jednak pomiędzy lovelasowaniem a blunceniem doprowadziłem się do stanu niebiańskiej euforii. Euforia jednak zakończyła się niezłym zejściem, z którego już niewiele pamiętam. Zdjęcia robione przez Adasia na imprezce pozwoliły następnego dnia nieco uporządkowość zaszłe wydarzenia, nadal jednak mam pewne niejasności:).

Piątek rozpoczął się straszliwym kacem. O 17:50 IC do Warszawy, trochę snu, trochę zdychania i już jestem po 4 alka-seltzer u Cetiego w domu. Zrzutka rzeczy i szybki wypad do 14tki, tam kolejne 2 alka-seltzer wrzucane trzesącą się ręką do szklanki z wodą, niemrawe powitanie i zrywka w stronę Piekarni. Wyprawa w składzie: Enasia, Maggie, Vikii (kojejność alfabetyczna:P), Bartolini, Ceti, Horacy i JA dotarła pod piexę by zmierzyć się z napierającym tłumem oraz faktem braku posiadania kart klubowych czy zaproszeń. Postaliśmy chwilę, po czym weszliśmy bez problemu - i dobrze, bo inaczej po cholerę bym jechał do tej Wawki:). Szczerze powiedziawszy nawet nie wiedziałem kto ma grać, oprócz osłuchanego już nieco Cartera. Po przejściu przez bramkę moim oczom okazała się rozpiska DJów i aż się zaksztusiłem z wrażenia... Mr. Pete Haywood! Wow, słuchałem jego setów, co prawda bardzo nierówne, ale facet wspaniale zapodaje dźwięki wprawiające słuchaczy/dancerów w dobry nastrój. Nie jest źle, pomyślałem sobie, po czym zaaplikowałem sobie ostatnią porcję alka-seltzer:).

Ludzi tłum w Piekarni, w głównej sali duszno jak w piekarni, w chill-out trochę luźniej, ale jak się okazało wcale niedługo. Maggie od razu rzuciła się w tłum tańczyć, Vikii zaraz do niej dołączyła, a ja zacząłem spijać browarki (lekarstwa pomogły:)). Czas zrobić pierwsze fotki, jak pomyślałem, tak zrobiłem, po czym nieoceniona Vikii zaczęła służyć jako przechowalnia bagażu sprzętowego. Wypad na parkiet, hmm, całkiem si, można się poruszać. Ale czegoś brak... Już wiem, chyba można spić browarka kolejnego:)). Od razu lepiej, można się poddać rytmom. Carter grał trochę za "przebojowo" jak dla mnie, a słuchanie "odgłosów zachwytu" w postaci uaua i gwizdów znudziło mnie do tego stopnia, że poszedłem na chill-out. Tam faktycznie staruszek Pete objawił się w całej swojej krasie i zaczął zapodawać niesamowicie pozytywne wibracje. Rzadko mi się zdarza, żeby na trzeźwo wyzwalał mi się na twarzy tak szeroki cheese. Żyć, nie umierać, radość od końców włosów po paznokcie na palcach u stóp. Popląsałem, znowu pofotkowałem - jak ten gość się zajebiście cieszył z reakcji tłumu, fajnie pozował, brak mi słów na opis jego spontany. Jakoś tak w tym czasie poznałem Jocka (pozdroovy chłopcze), a za niedługo potem dotarł Mikan i Soma, którzy do rana mnie częstowali piciem, jak już nie byłem w stanie dotrzeć do baru:)).

Po jakiejś godzinnej drzemce w chill-out (jednak urodziny Mikana mnie wykończyły) przeplatanej zachwytami nad występem Noviki (jaka ona jest naturalna!) ponownie zawitałem na główny parkiet, gdzie radochę kontynuował Haywood. Euforia tłumu (w tym moja i lasek, które zostały do końca, czyli Vikii i Maggie, bo Enasia z częścią towarzystwa zwiała nieco wcześniej) sięgnęła szczytu, kiedy gościu nałożył Michaela Jacksona. Początkowo bez wokalu, jakiś koleś znający tekst na pamięć śpiewał na cały głos, i mimo że mu nie wychodziło, było to tak spontaniczne, że aż się udzielało podśpiewywanie. Po kilku minutach Haywood uderzył wersją wokalną i wtedy już nie było bata na ludzi. Wszyscy ruszyli na parkiet krzycząc, wijąc się, skacząc i w ogóle. Po tym utworze Mr. Pete Haywood kończąc swój (drugi tego wieczoru) set ok. 7:30 rano zebrał owacje i oklaski od całego klubu!

We trójkę opuściliśmy klub - zmęczeni, z bolącymi mięśniami, ale z radością na twarzy. Nie wiem czy to było irracjonalne cieszyć się w sumie tak prostą sprawą jaką jest słuchanie muzyki i densienie, ale wiem, że zajebiście mi się to podobało. Pożegnałem się z babeczkami, umówiłem wstępnie na wieczór (w końcu przede mną jeszcze Saturday Night's Fever, bo turniej dopiero w niedzielę) i kierując się cennymi wskazówkami moich 2 towarzyszek oraz zdrowym rozsądkiem (tia, jasne) udało mi się dostać do Cetiego celem odespania nocki.

O 14 pobudka, kąpiel, herbata i... i czuję się świetnie. Wypoczęty, zrelaksowany (jak zawsze:)) i z chęcią do dalszego lewarzenia. Obiad w jakiejś tureckiej knajpce, pierwszy drink po południu i dzięki uprzejmości Cetiego mogłem sobie poircować. W tym czasie zapadły postanowienia dokąd iść - hasłem była [nomen-omen] Klubokawiarnia - o nie! Znowu?:) O 20:30 w samym centrum kulturalnym Warszawy (Mc$ na rogu Świętokrzyskiej i Marszałkowskiej) spotkałem Maggie, po czym dołączyła do nas spóźnialska (ponoć jak zwykle:)) Vikii. Udaliśmy się w stronę klubokawiarni, jednak Vikii, która tam była tylko raz i to po pijaku, nie bardzo wiedziała w którą bramę wejść. Pobróbowaliśmy się włamać chyba do 3 bram, w końcu w jednej z nich ochroniarz powiedział nam jak trafić. Nie czekaliśmy nawet minuty na wejściu, po czym weszliśmy do powiększonej kopii lokalu z Gdyni - te same czerwone ściany, te samy atrybuty dawno minionej epoki z esencjonalnym obrazem, na którym Lenin miał domalowanę czapeczkę (czy coś tam). Chwilę postaliśmy przy barze, po czym laski zaatakowały z furią zwalniający się stolik i mieliśmy gdzie spocząć. Rządziliśmy; wokół nas kłębiły się tłumy, a tu cały stolik, 1 fotel, 1 krzesło i 1 wanienka zaaranżowana na sofę były nasze - byliśmy goście i basta:). Struktura napitków na stole przedstawiała się następująco: piwko-winko-piwko z okazjonalną kawą. Piwo gorsze niż w Gdyni - ale dało się wypić. Muzyczkę przygrywał jakiś podstarzały hipis z kompaktów z ambicjami do miksowania. Lepiej by było gdyby po prostu puszczał utwory jeden po sobie. Za to całkiem fajnie mieszał materiał - raz jakiś house'ik, za chwilę coś funky, zaraz niemiecki hiphop, by uderzyć jakimś pooleyowskim klimatem okraszonym popem lat 80tych. Do słuchania było to fajne i stanowiło doskonałe tło do zaciętych rozmów jakie wykrzykiwaliśmy do siebie przy stoliku. Zresztą rozmowy były głównym motywem przewodnim tego wieczoru i każdy z nas prezentował swoje mniej lub bardziej wariackie zdanie. Od czasu do czasu przerywaliśmy, żeby popatrzeć na parkiet, a bawiła się spora grupa zmanierowanej młodzieży starszej:>; klimat się nawet udzielał, dlatego my również w granicach swoich siedzisk kołysaliśmy się na boki. Imprezkę zakończyliśmy ok. 2:30 i udaliśmy się w stronę centrum. Maggie zaraz zwiała do domu, bo musiała:P. A z Vikki uderzyliśmy pod Dworzec główny - ja coś zjeść, Monika udać się na nocny busik. Kierując się alkoholowym kompasem na wieżowiec Cedinanstalt udało mi się trafić do domu. Spanie krótkie i pobudka na turniej, ale to już zupełnie inna historia...

Po raz kolejny wyprawa do Warszawy niezwykle udana, tylko mam mały problem z identyfikacją powodów. Czy to dlatego, że towarzystwo takie (brak mi słów) zajebiście zajebiste, czy też może imprezy są wypaśne... Wydaje mi się, ze to mix pierwszego i drugiego, jednak z naciskiem na towarzystwo:).

Michael aka it-290

PROPS
- Vikii i Maggie za towarzystwo i opiekę,
- Enasia, Soma, Bartolini, Horacy, Jock, Mikan i kto tam jeszcze za obecność,
- Mr. Pete Haywood za grę, która kreowała nastrój radosny.

SLOPS
- Enasia, za to, że się nie stawiła do Klubokawiarni :P,
- Bramka w Piexie, bo kogoś tam nie wpuścili i nad ranem ostatniej fotki mi nie pozwolili zrobić,
- Ostentacyjne pedały.

Michael

Obejrzyj zdjecia z tej imprezy, których autorem jest Michael
Powrót do relacji

Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team