login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2001-11-24 Sfinks: Art & Beat & 2step

Już miesiąc przed imprezą, kiedy to dostałem o niej informację, wiedziałem że nie będzie to kolejna zwykła impreza w Sfinksie. A wszystko to za sprawą moich ulubieńców - najlepszych remikserów 2stepowych - Stanton Warriors (przynajmniej w mojej opinii). Pomyliłem się jednak troszeczkę. Impreza była lepsza, niż sie spodziewałem!
Pod klubem pojawiłem się w okolicach 22:30 wraz ze znajomymi, z którymi zaliczyłem mały beforek. Jak zwykle pokręciliśmy się w okolicach Sfinksa rozmawiając i popijając zdrowie Mikana urodzinową wódeczką do północy, kiedy to zdecydowaliśmy się zaatakować bramkę. Odczekawszy swoje w sporej kolejce i uzyskaniu pieczatki miałem jeszcze jedno trudne zadanie zanim mogłem zacząć krążyć po klubie i oddać się zabawie. Było to sforsowanie szatni, która w okolicy 01:00 przestała mieścić w sobie kurtki i plecaki przez co sporo osób nie mogło się dostać do środka. Jakże się cieszę, że zimne powietrze znad morza przegoniło mnie do środka odpowiednio wcześniej.
Numerek w kieszeni i już można obejrzeć udekorowany na tą imprezę klub. Po prawej od wejścia dwie kobiety Sfinks z obnażonymi piersiami pilnujące zawartość baru, nieco dalej podest w sam raz do tańczenia bez tłoku. Główny parkiet kolorowy i jasny, wiele świateł i ogromniasty telebeam za DJką, dwa sprężyste podesty (jakże się genialnie na nich tańczyło!) po obu stronach grającego właśnie DJa Romero. Tutaj zwiedzanie chwilowo przerwałem by ponieść się zbasowanym breakom z czarnych krążków rezydenta. Bardzo, bardzo udany występ pod koniec wzbogacony o tancerki w przedziwnych strojach, które bujały się na wspomnianych podestach do okolic 06:00 co półtorej godziny wciskając się w inne wdzianko mniej lub bardziej odsłaniające interesujące ciała. Tymczasem Romero został zmieniony przez przedstawiciela Soma Rec. Anthony Teasdale na którego z niecierpliwością czekał Tweest i ciagle mi coś tam o nim marudził ;). Tymczasem pan zaczął grać house'y, których w zasadzie nie oczekiwałem tego wieczoru, wiec szybciutko się ewakułowałem i poświeciłem dalszemu zwiedzaniu klubu. Minąłem podest w krztałcie piramidy z kilkoma stopniami do tańczenia i natrafiłem na ogromne drewniane pale ustawione w wyższej części głównego parkietu. Na balkonie kupa ludzi zalegała na nowych fotelach i łóżkach z metalowymi chromowanymi elementami zdobniczymi. W przejściu na fontannę jak zwykle zator, a na samym chill out'cie tłok i gorąco, a ludki krzyczały do hitów z płyt DJa Ricardo. W ogródku ludki studziły się w orzeźwiającym powietrzu i oglądały przy piwku filmy (między innymi Crash - spoko film). Ja oddałem się dysputom ze znajomymi i oczekiwałem na pojawienie się gwiazdy wieczoru - Dominic'a Butler'a. Gdy tylko w okolicy 03:00 posłyszałem cięższe basy wiedziałem że to ON. Wylądowałem w tłoku pod DJką i skakałem. Tak, to było to na co czekałem (wiedziałem co zagra bo odrobiłem pracę domową - kilka miksów z Breazeblock - Radio One, Homelands 2000, ich świetna płyta Stanton Sessions) i nawet zostałem zaskoczonym wieloma utworami nieznanymi, a jeszcze wiekszą ilością w nieznanych mi remiksach. Ludki krzyczały i skakały, pot się lał, telebeam wkręcał filmy, a tancerki podniecały. Czaaaaad.
Gdzieś tak około 06:00, gdy już odpadałem, za deckami zjawił się Gerhard (który całkiem podskakiwał do 2stepów na DJce) i zapodał swój materiał całkiem zbliżony do pamiętnej nocy we Filecie na Takkyu Ishino. Pomimo mojego zmęczenia i odpadajacyh nóg poderwał mnie do tańca i znalazłszy się na głośniku podrygiwałem i odlatywałem.
Ludków robiło się jakby coraz mniej, lecz muza nie pozwalała wszystkim uciec. Po chyba półgodzinnym secie Gerharda pojawił sie DJ Drwal, który popędził w transowe klimaty i pozwolił nieco odpocząć (a nawet się nieco zdrzemnąć). Gdy tak sobie podpadałem, a u boku słyszałem chrapanie Michaela ;P pojawił się znajomy z kawą (cóż za zaskoczenie!). Odrobina snu i odpoczynku oraz kawa bez śmietanki (niestety się skończyła :(() poczyniły cuda i powstawszy kontynuowaliśmy tany przy zmienionej już muzie DJa Drwala, który wszedł w klimaty house'owe, jednak czynił to tak wspaniale, ze porywał wszystkich do jeszcze odrobiny wysiłku, a sam świetnie się bawił za DJką i podskakiwał wesoło (co rzadko mu sie zdarza :)).
Gdy już padałem na twarz ze zmęczenia poleciała ostatnia płyta tego wieczoru na sali głównej, a całkiem spora grupka ludzi brawami nagrodziała wspaniały wieczór, a zwłaszcza Drwala, który interesująco pociągnął imprezę do jej zakończenia. Spojrzenie na zegarek i ....... szczena w dół: 10:30. Dawno tak długo nie byłem w Sfinksie.
O 11:00 wesołą gromadką zwinęliśmy się na Afterek, który w moim wypadku zakończył się w okolicach 20:00, ale to już zupełnie inna historia ....

Props: Dominic Butler i Drwal, znajomi (nie wymienie bo dużo) oraz Kuba (dzieki stary za after).
Slops: brak.

Chlodny

Obejrzyj zdjecia z tej imprezy, których autorem jest Chlodny
Powrót do relacji

Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team