login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2001-12-07 Nova Lokomotywa - W-wa: Takie Kazamaty,nie?...

Nasza wycieczka do Warszawy rozpoczęła się o dość późnej porze,czego powodem był mój egzamin z jez.angielskiego trwajacy aż do 17.Tak więc dopiero o 17:30 wyruszyliśmy spod oliwskiego McDonalda w skladzie: Qads, Deckard i ja-czwarty mial byc Kcr,któremu jednak nie udało się dotrzymać nam towarzystwa.
Podróż,mimo iż nieco męcząca, upływała nam bardzo przyjemnie.Zaplecze muzyczne zapewnił nam głównie Deckard-słuchalismy m.in.Twerka, wspanialego setu Dj'a Snake'a z Electroniki Inteligente II,starszego już mixu Jamesa Ruskina ('99) i wielu innych mniej lub bardziej interesujacych rzeczy. Prawdziwym hitem okazał się jednak niezastapiony Piotr Fronczewski jako Franek Kimono (My name is Franek,her name is Jola...;)) I gdyby nie mały incydencik z policją po drodze to wszystko byłoby jak w bajce...
Tuż po godzinie 22,przy przecudownych dźwiękach "Breathless" Intense, wjechaliśmy do Stolicy. Po zostawieniu samochodu na parkingu niedaleko domu Babci Deckarda(miejsca naszego noclegu) i zaliczeniu sklepu monopolowego udaliśmy się w stronę Lokomotywy.Po drodze humor zdążył nam się popsuć w ekspresowym niemal tempie - a to za sprawą bandy łysych debili napotkanych po drodze.Na szczęście jednak
obyło się bez rękoczynów, niemniej jednak do klubu wchodziliśmy już w mocno zmienionych nastrojach:((
Na miejscu czekała na mnie i Deckarda bardzo mila niespodzianka w postaci plakietek VIP,które umożliwiły nam bezpośredni dostep do dj'ki-na tym niestety miłe niespodzianki się skończyły.Po przedarciu się przez bardzo niemiła bramke(Qads był zmuszony zostawić inhalator na astme w szatni-cóż za kretyństwo i bezmyślność:( )i przywitaniu się z kilkoma znajomymi (miłym akcentem było spotkanie ze znajomą twarzą z wizyt w Łodzi -dj'em Linkiem - weszliśmy na główną salę, gdzie pytaniem "Can U really,really dance to my beat?" (Blaze "My beat"/Ambassador remix) przywitał nas Angelo Mike.I po raz kolejny jego granie nie przypadło mi zbytnio do gustu,co jednak mogło być kwestią beznadziejnego nagłosnienia-rozpoznawanie poszczególnych utworów przynosiło mi straszny problem,gdyż z glośnikow dobiegało brzmienie niemal wyłącznie basu (wskutek czego moi towarzysze ogłuchli na niemal cały następny dzień ;) ).Ciekawość skłoniła nas do rozejrzenia się po całym klubie. Na drugiej,mniejszej sali królował house; w chwili naszego wejścia na nią(pierwszego i ostatniego zarazem) skoczne i wesołe dżwięki zapodawała akurat nasza rodzima gwiazda,Dj $.
Na trzeciej,najmniejszej z sal bliżej nieznani mi dj'e pogrywali całkiem mile d'n'b-jednak nie na to mielismy tej nocy ochote.Tak wiec spragnieni mocnego brzmienia 4/4 wrócilismy na mainfloor,na którym ciągle miksował Angelo Mike.Pomimo mało sprzyjającego kontemplacji muzyki dźwięku,udało mi się w jego secie (cudem) wychwycić któryś z utoworów The Advent, Chrisa Liebinga (któryś z remixow"Analogon")oraz Marco Baileya "Weird science".Własnie w takim klimacie utrzymana była większość tego seta:mocne i dynamiczne brzmienia w sam raz nadawały się na rozkręcenie imprezy.Ok.godziny 0:15 za gramofonami zjawił się sam Marco Carola,trzeci deck poszedł w ruch,a ja natychmiast udałem sie na dj'ke aby obserwować z bliska jego poczynania.
Muszę przyznać że tak zajebistego od strony technicznej seta dawno nie miałem okazji usłyszeć. Niesamowita szybkosc mixowania,3 gramofony w ciągłym ruchu,niemal zupełny brak pomylek...(świetnie ilustruje to pytanie,jakie zadał mi jeden z ochroniarzy,gdy obserwowałem Włocha w trakcie grania:"To jest ten Bóg?":)) Ciekawostkę może stanowić fakt iż jego zestaw płyt składał się z dwóch case'ów,z których jeden wypełniony był wyłącznie white labelami.Wszystko to wywarło na mnie niesamowite wrażenie,jakkolwiek jeśli chodzi o strone muzyczna nie byłem do konca usatysfakcjonowany. Jak na mój gust,set Marca był nieco zbyt łagodny,funkowy - brakowało w nim jakiejś drapieżnosci,energii,tego progresywnego pierwiastka(który przykładowo niósł ze sobą występ Christiana Smitha w Sfinksie w maju tego roku).Szczególnie pierwsza godzina jego grania mnie zawiodła-nie mam nic przeciwko techouse'om,ale nie tej muzyki się spodziewalem.Jakże więc zaskoczony byłem,gdy usłyszałem dobiegający z głośników utwór z Cube rec.-wytwórni należącej do Juniora Sancheza(co ja gadam,przeciez przy tym nagłośnieniu i tak każdy utwór brzmiał tak samo;))... Na szczescie ok.1:30 klimat muzyczny zdecydowanie się poprawił - gwiazda zaczęła prezentować dźwięki zdecydowanie bliższe mojemu sercu. Usłyszałem m.in."Velvet" Samuela L Sessions,"Rippin & Dippin'" Mr Sliffa(czyli Adama Beyera), "Curb" JB3, dwa numery z "Open system" - ostatniego albumu Caroli(bodajże "Avalanche" i "Solare"),jakiś numer Green Velveta,Funk D/Voida w fenomenalnym "Diabla" (oryginał i remiks Samuela L),no i utwór na który czekałem od samego początku imprezy-"Question 7" A1(autorstwa samego Włocha). Wszystko to nie zmieniło jednak faktu,iż jedyne co czułem po wyjściu z imprezy to soniczny niedosyt.:(
Abstrahujac od strony muzycznej,ogólne wrażenie jakie wywarł na mnie klimat Lokomotywy jest mocno niepozytywne. Miałem wrażenie totalnej przypadkowości większości zebranych,tym bardziej iż większość z nich zaliczała się do sportowo-mainstreamowej części bywalców imprez spod znaku elektroniki;). Innym minusem były horrendalne wrecz ceny-Okocim w puszce(buee:P)kosztowal mnie 8zł... Cóż, faktycznie rzadko kiedy spotykałem się z pozytywnymi opiniami na temat tego miejsca-teraz jednak dopiero miałem okazję przekonać się na własnej skórze jak tam jest. Jak to stwierdzil Qads: "Takie Kazamaty, nie?" Zresztą sama gwiazda wieczoru rownież nie wyglądała na zbytnio zadowoloną:((
Jako iż zmeczenie dało nam się szybko we znaki,już w kilka minut po 3 zdecydowaliśmy się opuścić lokal i udać się na spoczynek.Na szczęście taksówki okazały się nie być równie drogie co alkohol w Loko i juz ok.4 udało nam się znależć w ciepłych łóżkach.Nieco żałowałem, iż nie udało mi się uslyszeć livePA Phase 909 i występu Dj'a Extase,ale podejrzewam że będę miał ku temu jeszcze nie jedną okazję. Rano szybkie śniadanie, jeszcze szybsza wizyta w RHS-ie(a ja miałem tak mało pieniędzy...buu...:( )i podróż powrotna (w czasie której miałem okazję zaobserwować jeden z najpiękniejszych zachodów słońca,jakie kiedykolwiek widzialem przy dźwiękach Global Communication - niesamowita sprawa).Wycieńczenie okazało się na tyle duże,iż nie dałem już rady odwiedzić Sf i posłuchać Freestylers'ów - ale przynajmniej w końcu się wyspałem:))
Po wizycie w Warszawie jedyne co czułem to zniesmaczenie. Na szczęście już za miesiąc Surgeon i Pete w Poznaniu - mam nadzieję że jako fan zarówno brytyjskiej,jak i berlinskiej szkoly techno będę bardziej zadowolony niż z tego co zaprezentowal teraz Carola czy parę miesięcy temu Samuel L Session w Łodzi (pomimo faktu iż ten drugi zalicza się do mojej 5ki ulubionych producentów, jako dj nie zaprezentowal nic szczególnego). Mam rownież nadzieję że organizatorzy pomyśla o sciągnięciu jeszcze kilku gwiazd-marzy mi się wystep Olivera Ho czy Richie Hawtina...

P.S.Zapomniałem wspomnieć o dużym plusie imprezy,jakim bez wątpienia były tancerki tańczące na barach, ale o tym to powinien chyba napisać Qads-to on sprawiał wrażenie zahipnotyzowanego jedna z nich;)

Podziekowania: Qads&Deckard(za wszystko), DrugStore (za umożliwienie mi tego wyjazdu), Babcia Deckarda(za nocleg i cukierki)

Tweest

Powrót do relacji
Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team