login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2002-01-18 Eskulap - Poznań: Eskulap po raz pierwszy

Do końca nie byłem pewny czy się wybiorę do Poznania. Co prawda Surgeona raz w życiu każdy młody człowiek powinien usłyszeć, ale nie chciało mi się tłuc taki kawał samemu. Na szczęście Tweest przyszedł w sukurs i wyprawa nie była już taka samotna. Pociąg był dość wcześnie i musiałem zwiać z pracy, żeby się spokojnie na niego wyrobić - pani Prezes nie było, więc droga wolna:). W pociągu Tweest jadący z Gdyni miał już zajęte miejsca, więc spokojnie można było wsiadać nie walcząc o miejsce w przedziale. Szybkie piwko i nie długo
potem chmurka pozwoliły zrelaksować się i dysputa na temat muzyki
zdominowała nasz przedział. W międzyczasie dosiedli się jacyś ludzie
studiujący zaocznie i tematy muzyczne zeszły na dalszy plan - dawno nie jechałem z takimi zjebami i zaczęliśmy szydzić ze współpasażerów :>. Poznań, uff, koniec podróży. Taksówka i jedziemy pod umówiony adres. Drzwi otwiera w0rd i przygotowujemy się do wyjścia do Eskulapa.

Eskulap. Pierwszy raz się tam wybieram, więc mimo licznych opowieści nie bardzo wiem czego się spodziewać. Bramka sprawna, hol przy szatni ogromny - luksus na jaki żaden inny klub chyba nie może sobie pozwolić. Wszystko obszerne i, mimo sporej liczby ludzi (wg moich szacunków gdzieś pomiędzy 800 a 1000 ludków!), nie jest tłoczno. Wpadamy na główną salę i kaskada dźwięków spływa na nasze nieprzygotowane uszy. Jestem cały czas pod wrażeniem miejscówki, ale uderzam natychmiast pod płotek przed DJką i zaczynam się nieśmiało kołysać przy okazji robiąc pierwsze fotki. Ludzi masa, i masa różnych ludzi. Widzę dredy i dresy, fosforyzujące malunki na ciałach tancerzy i solarniany makijaż na twarzy - przekrój różnych subkultur, które
integrują się w rytmie prostej a doskonałej formy minimalnej pod ogromnym logo Tresora zawieszonym za DJką.

Surgeon. Perfekcjonista w każdym calu, ba w każdym milimetrze swoich
wyrachowanych ruchów. Skupiony, na twarzy okularki dodające nieco
chłopięcego wyglądu, przekłada krążki z case'a na decki. Spokój rysujący się na twarzy absolutnie nie pasuje do rzeźni jaką serwuje ludziom zgromadzonym na parkiecie. Skaczemy, biegamy, machamy rękami, krzyczymy, a masta tnie gorącą atmosferę precyzyjnymi cięciami. Zresztą jego chirurgowatość zasługuje na swoje miano - jedzie bez wytchnienia tnąc tkanki ośrodka przyjemności zlokalizowanego gdzieś w naszych zajebanych głowach (a co jedzie, to niech Tweest napisze aneks, bo ja poza przywołaniem z tytułu "Intro ver II" mogę tylko powiedzieć, że Surgeon grał dużo własnych produkcji - i bardzo dobrze). Jestem zachwycony...

Electro-house. Pomiędzy jednym a drugim browarem opuszczam główną salę (na chwilę oczywiście tylko), na której z powodu braku wentylacji (jedyny mankament klubu, który jednak nie przeszkadza się bawić) panuje ogromny gorąc. Udaję się na piętro, gdzie na drugim parkiecie królują na przemian dźwięki electro czy innych breaków oraz house. Ludzi niewielu przy nudnych house'ach (wyjątkowa stukanka bez duszy), przy połamanych rytmach trochę się parkiet zapełnia. Sporo dymu, więc zdjęć wiele nie robię i zaraz spadam z powrotem na główną salę.

DJ Pete. Surgeon ku mojej rozpaczy ustępuje miejsca Pete'owi. Ten jednak podejmuje wyzwanie i kilkaset osób na sali nie przestaje szaleć. O ile poprzednik nie bawił się specjalnie w jakieś sztuczki techniczne podając wszystko w perfekcyjnym mixie z jedną 0,5 sekundową skuchą, o tyle Pete zaczął prezentować takie tam różne suwaki z miksera:). Doskonałe operowanie faderem i tworzenie muzyki z powtarzalnych fragmentów kilku płyt było niesamowitym doświadczeniem. Do tego ciągłe walenie bitem bez odpoczynku i mimo lejącego się potu (w ciągu imprezy wypocilem ponad 3 litry płynów) dalej poruszam nóżkami. Gdzieś w międzyczasie poznaję kolejnych ludzi (pozdroovy Blancik:)) i spijam kolejne płyny, żeby mieć co wydalać porami.

Mik Sync'. Kolejna zmiana za DJką. Mimo zmęczenia staram się dalej skakać, coraz częściej jednak przerywam, żeby na chwilę opuścić główną salę - upał daje się we znaki. Robię więcej fotek przy okazji archiwizując niunię z tatuażem (zapraszam do dwóch galerii z tej imprezy) i parę innych osób. Pod koniec setu Mika udaję się na górę by zasiąść na krzesełku i wyciągnąć obolałe kończyny. Impreza chyli się ku końcowi a ja oczekuję na naszych gospodarzy, którzy prowadzą nas do domku na prysznic i blunta:).

Impreza prześwietna. Doskonała muzyka (przy okazji gwiazdy naprawdę dużego formatu), organizacja niezwykle sprawna, bramka o dużej przepustowości, szatnia obszerna, parkiety wygodne, nawet piwo z kija daje się pić - czegóż więcej potrzeba do szczęścia...? No, może wentylacji na głównej sali, ale to, jak już wspominałem, szczególnie nie przeszkadzało. Po tej imprezie obiecałem sobie jedną rzecz - jeśli będzie okazja, znowu wybiorę się do Poznania na cykl Tresor Nights i każdemu będę polecał to miejsce. Eskulap r0x!

Props:
- w0rd za opiekę i miejscówkę na odpoczynek,
- Surgeon, Pete, Mik Sync' za prezentację oferty, która odpowiadała moim wybrednym gustom konsumenckim,
- organizatorzy za wspaniałą imprezę,
- uczestnicy za nieskrępowaną zabawę.

Slops:
- BRAK!!!

Michael/it-290

Obejrzyj zdjecia z tej imprezy, których autorem jest Michael
Obejrzyj zdjecia z tej imprezy, których autorem jest Nieznany
Powrót do relacji

Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team