login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2002-01-25 Fiolet - Warszawa: Stop the music and go home!

Dzień rozpoczął się nerwowo. Do końca nie wiedziałem, czy dam radę zwiać z fabryki by na czas wyruszyć w trasę. Jak się okazało nie miałem się co martwić - opóźnienie na starcie zaważyło na czasie przyjazdu na miejsce. Dwie godziny w plecy a przed nami perspektywa jazdy w ciężkich warunkach atmosferycznych. Siwy dobrym kierowcą jest, ale na takiej szklance szybciej jak 60-80 jechać nie można było:(.

Samochód po raz pierwszy. Spijamy z Gimlim i Agą browary (Kasia nie może, a Siwy prowadzi), humorek nie dopisuje, bo przewidujemy, że dojedziemy późno w nocy. Nawet bakens nie poprawia nastrojów, więc większą część jazdy wyżywamy się na sobie kłócąc się o byle gówno. Sytuację pogorsza alarmujący sms od przyjaciół z Wawy "Impreza we Fiolecie odwołana" (to właśnie we Fiolecie miała się odbyć ta impreza tworząc nową jakość organizacyjną) - co teraz kuerwa?! Jedziemy dalej, lecą pierwsze kreski, kończą się browary, zwała. Jesteśmy już blisko stolicy i kolejny sms "Impreza przeniesiona do B65" -
uff, wszyscy odetchnęliśmy.

Warszawa. Błądzimy ulicami, ale w końcu dojeżdżamy pod dawne Kotły (stoimi na stacji benzynowej oddalonej o 20 m od klubu i dzwonimy z pytaniem, gdzie jest to miejsce do cholery:)). Przed wejściem ogromny tłum, problemy z dostaniem się do środka - znowu ogarnia nas rozpacz. Znajduję Vikii, witam się z nią i przy okazji poznaję Muerte. Mówią, że część osób poszła do W5 na deep house'y - to nie jest wyjście, ale rozważamy propozycję i suniemy tam po to, by potem wrócić do B65. Gimli twardziel zostaje i jak się okazuje mimo ogromnego tłoku wchodzi do środka po 20 minutach (szkoda, że też nie zostaliśmy - ominęłaby nas przykra historyjka, o której za chwilę).

W5. Klub napchany i drzwi zamknięte. Wychodzi "robercik:>" i aż się krzywię na widok takiego zniewieścienia - chyba to zauważa, bo mnie nie wpuszcza. Olać, to nawet lepiej. Vikii zostaje, a reszta naszej gromadki wraca do B65 - lub raczej próbuje wrócić...

Policja. W połowie drogi zatrzymuje nas patrol - przepalone żarówki w
światłach (ech, pech). Ale coś jest nie tak... Z tyłu samochodu kręcą nas kamerą - to chyba jakiś gówniany program w stylu "Gliny". Kretyński kowboj wymachuje pistoletem i stwierdza, że numery na silniku są przebite - wzywa fachowców. Wysiadamy, zabierają nam telefony komórkowe i rozpoczynają przeszukiwanie samochodu. W tym czasie fachowcy stwierdzają po ok. 3 sekundach dokładnych oględzin, że numery są oryginalne - kowboj wychodzi na kretyna i przypierdala się do instalacji gazowej, że niby brak homologacji (wychodzi na kretyna po raz kolejny i tak w kółko przez godzinę). Po przeszukaniu samochodu w rękach policji znalazły się następujące fanty:
- jeden kij bejsbolowy,
- jedna duża siekiera,
- jeden nóż o ostrzu przekraczającym 20 cm,
- jedna teleskopowa pałka,
- kilka (pustych już) woreczków.
Kolejne znaleziska przyprawiają nas o palpitację (w duchu się modlę, żeby nas nie zabrali na rewizję na komendę, bo wtedy nici z imprezy, która i tak już była w połowie). Na szczęście dostają ważniejsze zgłoszenie i ekipa z kamerą ciąglę się wokół nas kręcąca (premiera telewizyjna w piątek 13tego - autografów nie będziemy rozdawać:>) zapakowała się do samochodu swojego i pojechała w pizdu. Psy oddały nam wszystko za wyjątkiem noża (złodzieje kuerwa) - nawet woreczki (były po paleniu, ale kowboj z pewnością siebie stwierdził, że to oczywiście po brownie - bosh, jacy oni są tępi!). Gnoje nawet nie chcieli nam powiedzieć jak dojechać do B65, bo się zgubiliśmy. Na
szczęście warszawscy taksówkarze, to wporzo goście i nas doskonali
pokierowali.

Pacou. Pod B65 już nie ma ludzi i wpierdalamy się bez problemu. Co prawda listy nie ma, ale kasują nas tylko po 20 zeta i już możemy się bawić. Czas rozładować ciśnienie. Wysyłam smsa do Vikii, że bez problemu można wejść i jakiś czas potem dołącza się do nas. Poznaję E, zażywam E i pierdolę wszystko. Muszę się wreszcie wybawić. Pacou na szczęście jeszcze nie grał i mogę kontemplować miłe uchu dźwięki. Na parkiecie tłum, ścisk, bo klub niewielki, a pod Fioletem było ponoć 800 osób (dlaczego impreza została przeniesiona - odsyłam do oświadczenia Tribaseline, które znajdziecie również na naszej stronie). Facet gra ślicznie, inne słowa nie przychodzą mi na myśl. Skinheadzi, punki (były urodziny szefa klubu), technicy - wszyscy
bawią się w pokładach błota i regularnego rytmu. Pacou łamie schematy, gra ciekawie, zachacza o minimalbreaki - uczta dla konesera takiej muzyki (Gimli w ekstazie ruszał się bez wytchnienia). Ja bardziej kontempluję niż się bawię, jest bosko. Do 7.30 wszyscy wybawili się na maxa i klub zamknął swoje podwoja. Zabłoceni czekamy z Kasią na stacji benzynowej na samochód (część naszych wymyśliła sobie zakupy o 7 rano na stadionie:)) i wczołguję się do ciepłego wnętrza.

Odpoczynek. Dojeżdżamy do domu Kasi i zalegamy. Bakens, bakens, wyrko.
Wstaję ostatni nawet wyspany lekko. Kąpiel i zrywka - nie ma co zamulać, wszak w niedzielę mam turniej i muszę się normalnie w nocy wyspać.

Samochód po raz drugi. Głodni jedziemy w trasę. Po godzinie zatrzymujemy się w jakimś ładnym grill barze i spożywamy kawałki mięsa i frytki. Żołądki pełne, ostatnia chumrka i zasypiam na tylnym siedzeniu. Płynę na falach łagodnych dźwięków The Orb sącączych się z cd. Uczucie mimo wszystko spełnienia ogarnia mój umysł i budzę się pod domem (dzięki Siwy raz jeszcze za transport).

Szkoda, że odwołano imprezę we Fiolecie, szkoda że nas policja zatrzymała. Jak nie szanuję tej instytucji przymusu bezpośredniego, tak teraz to jej wręcz nie cierpię. Przypierdalać, przeszkadzać, niszczyć to oni potrafią, ale jak trzeba złapać bandytę, to albo biorą pieniądze albo chowają się po kątach:(. Tribasline szczerze współczuje i mam nadzieję, że nauczeni tak przkrym doświadczeniem nie będą już mieli żadnych problemów przy okazji organizacji kolejnych imprez (a ponoć Pacou ponownie do nas zawita by zagrać w warunkach nie uwłaczających temu artyście...).

Props:
- Pacou za muzykę,
- właściciel B65 za przygarnięcie imprezy pod swoją strzechę,
- Tribaseline za szybkie załatwienie zastępstwa klubowego i za sprowadzenie takiej plejady gwiazd,
- przyjaciele z Wawy za info i pomoc w dotarciu do klubu (Vikii:)).

Slops:
- policja za skuteczne spierdolenie imprezy,
- policja za przetrzymanie nas godzinę na mrozie,
- policja za to, że jest taka chujowa.

Michael aka it-

Powrót do relacji
Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team