login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2002-03-29 Pomarańczarnia: relacje :)

Początek w tych okolicznościach był standardem, choć krótkim.
Biforek zaczęliśmy na Morenie, na począ tku nastąpiła ogólna wymiana uwag, zjechanie Rdst, browar i coś na start. Wyszliśmy koło 2200 na autobus by dotrzeć do kurortu zwanego Sopot. Jako że był Wielki Piątek liczyłem na pustki w klubach i przeczucie mnie nie zawiodło. Pustki były wszędzie, na ulicach i na Monciaku też.
W Sopoćkowie z kolejki wyszliśmy już nieźle nakręceni - rozmowy w toku. Zaczeliśmy [ja i B.] klabing w Pomarańczarni która zapraszała rytmami jungle, drumbass, oriental i break beat. Do klubu weszliśmy dopiero po uprzednim zaliczeniu molo, które się
trochę rozpiprzyło po ostatnich wichurach. Czas na molo upłynął przy miłych dźwiękach gulgania z butelki i skwierczenia z czarnej rurki do gryzienia.
W P. odbywała się cykliczna impreza pt.: LODREIP METSYS - czyli DJoci: Snake, Scoobee, Grindover8. Party umilać miały projekcje wideo VJów: Beep i Vxmiszki. Weszliśmy koło 0000. Wjazd - dycha, uuuu jak tu fajnie, szatnia - dwójka, iiii ostry zakręt w prawo, jeb - pieczątka na łapę, o ludzie jacyś O_o, iiii znów zakręt, do baru, tyskie - pięć blach - dziękuje - siadamy tam? Kontynuowaliśmy gadanie przy piwku z miłym widokiem przez dziurę w ścianie na obraz z rzutnika. Na ścianie pojawiały się wykręcone wzory niby z kalejdoskopu. Około 0100 włączyliśmy sobie "Diamentową aferę" i w tym momencie na parkiecie poleciał ten kawałek, który nakazuje Ci, gdy już za długo siedzisz w klubie przy piwku: "idź!.. idź robić hulajnogę na parkiecie!". Był to Makai z chórkiem z muzyki do anime "Ghost in the Shell".
Na parkiecie były totalne pustki, zajęliśmy taktyczne miejsce w kącie po prawej. Prócz nas byli jeszcze jacyś ludzie po przeciwnej stronie parkietu i dwie laski tuż przed nami [dresem od nich jechało]. Wideo na które zdążyłem wcześniej ponarzekać,
że nudne, zaczęło się zmieniać, a więc obejrzeć się dało wycinki z Dragon Balla;), innych animków i beczkową animację z wróblami.
Wszystko byłoby okej, muza całkiem pozytywna zmieniała się co jakiś czas, raz drumbass, raz jungle, ale... Miałem zaszczyt poskakać w skórze jakiegoś łysego kolesia. ...ale. Któryś z VJów między 0200 a 0300 wpadł na "świetny" pomysł i najpierw włączył urywki wiadomości z 11 września wyszedłem-po-tyskie-wróciłem-na-parkiet - by gładko przejść do filmu poglądowego jak japonka wkłada sobie rękę do buzi(...). Koleś chciał chyba zaszokować ale po jakiego
chxxx, czemu na imprezie i w jaki sposób??? Przypomniała mi się scena z filmu "Doberman", może po prostu nie chciał być nudny.
Po pół godziny podniesiono igłę z naleśnika i my zwinęliśmy żagle. Wracając wzdłuż łazienek północnych myśleliśmy jak spędzić resztę dobrze rozpoczętej nocy. Odbijamy w prawo, pod Sfinksem słychać łomot ale drzwi zamknięte - dzyńdzyń, nic z tego! nie mamy karty klubowej i wystarczającej siły przebicia pod postacią $$$. Idąc dalej zdecydowaliśmy się odwiedzić Bunkier na Brzeźnie. Pod Grand Hotelem taksówkarz zaproponował nam dowóz na miejsce za dwie dychy - wszystkie znaki na niebie i ziemi
mówiły nam, że jest święto.
Wysiedliśmy przed Supersamem całodobowym, następnie mały chód na orientację w terenie - po parku przy plaży [ciemno jak w asie] i... Ooo! witaj, cześć - cześć, czeeeść...
Wchodzimy do środka a na wejściu bar po lewej i gracze z PSXem. Trochę dalej w prawo - świat miękkich tapczanów i parkiet...
Bunkier był zajeboza wystrojony ultrafioletem, kolorowymi fluoroscencyjnymi nitkami, kolorowymi narzutami na ścianach i również na nich świeżą farbą której trochę wyniosłem ze sobą na kurtce. Nad parkietem był filmujący kogut w kolorze niebieskim. Muzyka, jako że były urodziny Willy'ego, była bardzo zróżnicowana i pompująca. Łezka się w oku zakręciła jak poleciało "Your love" i "Charly", a pewna osoba zachciała odkurzyć stare płyty. Leciało dużo drumbassu, techno, trochę podchodziło pod acid, były transy i troszkę było hausowo. Na koniec, jak już zaliczyliśmy zwałę po 0700 na miękkich tapczanach, jakby Ninja Tunem zajechało. W Bunkrze w momencie gdy przyszliśmy było co nieco osób, chyba nawet więcej niż w Pomarańczarni, lecz z czasem, do 0700, towarzystwo się wykruszyło, pozdrowionka dla najwytrwalszych: Agi i Michała. Na tapczanie dojrzewałem do wyjścia i gdy wymyśliłem, że diamenty są wieczne
zwinęliśmy się do doma.
Podsumowując, naprawdę dobrze bawiłem się w Bunkrze, a w święta w Trójmieście nie ma co liczyć na nocne życie klubowe.

AlienBootlegger

Powrót do relacji
Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team