login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2002-03-23 Sfinks: Gin z Toniciem, czyli Redbull plus Vodka.

Rzadko trafiają się imprezy na które się czeka... miesiąc, dwa... Wizyta Tonica była dla mnie właśnie takim wydarzeniem. O przyjeździe tego Pana dowiedziałem się w połowie lutego i już wtedy czułem że będzie to to. Długo kogoś takiego w naszym małym, zapyziały i housowym Trójmieście nie było. Nie jest to może pierwsza liga drumandbassowych DJi z wysp brytyjskich, ale nie marudźmy, Tonic trzyma poziom co udowodnił w licznych setach w KISS FM, w klubie Movement w Manchestrze, a także podczas swojej poprzedniej wizyty w Polsce (1998 roku). No i gwarantował to, czego się oczekuje po gościach z wysp - sporej ilość dubplates - czyli tego co tygryski lubią najbardziej. Może nie zupełnych nowalijek, ale płytek którym brakuje miesiąca dwóch do oficjalnej premiery.
Tonicowi towarzyszył MC Shockin' - znów 'stary' znajomy. Gościł on bowiem kilkukrotnie w Sfinksie - ostatnio podczas trasy promocyjnej Urban Funk Breaks w 2000 roku (wraz z śp. Vini Medleyem z Botchit & Scarper). Zapis tej imprezy możecie zassać z działu muzyka - tak btw.
No ale wróćmy na parkiet. W Sfiksie pojawiłem się stosunkowo wcześnie, bo już nieco po 22. Nie ma to jak ciśnienie na imprezę :). Od 22 'do boju' zagrzewał ludzi Levy z housowo - 2stepowo - breakbeatowym brzmieniem. W sumie nie ma co marudzić, bo grał dobrze. Ale że nastawialiśmy się (ja i licznie przybyłe znajomki) na porcję dnb było zbyt lekko, housująco ;-) W sumie podjazdy pod nu skoolowy breakbeat (ostatnie produkcje Freestylers - np.) bardzo mi się podobały, no ale miał być drumbass.
Czas więc wolno płynął w oczekiwaniu na godzinę pierwszą - kiedy to za gramofonami pojawił się dość niepozorny Pan w okularach (Tonic) a muzykę zakłócił okrzyk MC Shockin?. Nadeszła chwila na która czekaliśmy. Szybka instalacja MiniDisca (thx Deform::) - dzięki temu możecie zrobić sobie mały flashback z imprezy - do ściągnięcia w dziale muzyka.
To były dzwięki po które wiele osób przyszło do Sfinksa. Nie będę się rozpisywał na temat co i jak zagrał Tonic - każdy może posłuchać i ocenic. A orientacyjna playlista ;-) jest w komentarzu do mixa. Ostrzegam jednak, że mix może, a raczej na 100%, nie odda klimatu panującego na imperzie. Eufori, okrzyków, pisków, interakcji z MC, piątki z Djem, a także kilku nieprzyjemnych incydentów, o których za chwile.
Poza DJem bardzo dobre wrażenie zrobił na mnie Shockin'. Rzadko spotyka się taki kontakt z publiką. Shockin' biegał po sali. Skakał wraz z ludźmi na podeście, porywał do zabawy. Znikał - chodził do baru ('for Redbull and Vodka'), na fontannę, na antresolę. Niemniej, z każdego z tych miejsc nawijał, nakręcał, komentował. Może nie ma On takiego słowo-toku jak RDW, ale za to łapie świetny kontakt z publiką. Do tego podśpiewywał co bardziej znane, śpiewane kawałki. No i, co w sumie jest najważniejsze, doskonale orientował się w numerach (czego nie ma niestety wielu polskich MC). Doskonale podkreślał kluczowe momenty (np. tekstami 'here comes the bass') co dodawała tylko siły i ochoty do zabawy.
Nie obyło się bez kilku obowiązkowych rewindów i reloadów - no ale to chyba must be na tego typu imprezach :-))
Nie obyło się także, jak pisałem przed chwilką, bez przykrego incydentu. Około 3 na głównej sali pojawił się jakiś dzwiny gość w koszulce hockeyowej (w siateczkę), z wielkim numerem 33 i zaczął robić z siebie idiotę. Najpierw wziął porcelanę i popisał pleksję przez gramofonami (osobiście bałem się że spodoba mu się MDka, więc wzmogło to dodatkowo moją czujność). Ponoć wcześniej pomazał w ten sam sposób lustro w damskiej toalecie, a także szybę na niebieskiej sali - no comment. No ale to nie koniec. W pewnym momencie wpiepszył się na DJkę, zaczął mieszać pitchem i ruszać Tonicowi płyty. Tego było za wiele więc koleś szybko został usunięty przez Marcina z TamTamu i Rosa (który notabene wyglądał jakby chciał kolesiowi nastukać). Tonic w sumie miał z tego tylko bekę (ach ta ganja).
Na długo to niestety nie pomogło - koleś obrał nowy cel - MC. Zaczął się 'dostawiać' do Shockin'a, koniecznie chcąc podrzeć mordę do mikrofonu. Gdy i to mu się nie udało, sfrustrowany, zaczął stawać na rękach, co wywołało tylko salwę śmiechu i kilka ciętych komentarzy ze strony MC. Koleś spasował i dobrze.
Wracając do setu - trzecią godzinę grania Tonica wypełniły dźwięki junglowo - old skoolowe. Co zostało bardzo dobrze odebrane przez publikę i ludziki dalej ochoczo skakały.
Wreszcie sporo po 4 rano, wszedł Ros. Zaczął konkretnie.. Aaaaaaaaaaaaa... Konflict - Messiah. Noo.. nie powiem... zaskoczył mnie w baaardzo pozytywny sposób. Niestety później rozpoczął swoje V Recordingsowe granie, które mnie zupełnie nie przypada do gustu. Tak więc z czystym sumieniem oddaliłem się na fotel dentystyczny na niebieskiej sali, pokręciłem się nieco po klubie i oddaliłem się do domq.
Z relacji osób postronnych ;-)) wiem że później było lepiej, tj. bardziej imprezowo. John B, Addicted to Bass itp. Niestety nie było mi dane tego usłyszeć.
Na koniec - jeszcze jedno spostrzeżenie. Chciałbym aby nasi DJe potrafili być tak skromni i otwarci jak Tonic. Niestety wielu z nich dużo mniej osiągnęło, a wozi się, zadziera głowę do góry. Po skończonym graniu gdzieś znika, zaszywa się. A z Toniciem spokojnie możabyło wymienić kilka zdań. Zapytać, bez problemu uzyskać odpowiedź. Spotkać na parkiecie. Ot taka refleksja.

Marchewa

Powrót do relacji
Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team