login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2002-05-11 Sfinks: Podwójnygramofon

Zaczęło się powoli - znaczy się flaszka Tequili i inne takie tam. Próba generalna przed parapetówą u Chłodnego wypadła pomyślnie, bo trzeba było trzeźwieć przed wyjściem na miasto:-). Część pojechała prosto do Sfinksa, a reszta udała się do Papryki zobaczyć, czy Kropa jeszcze żyje, czy też może dresy już go pobiły. Szybka przejażdżka do Wrzeszcza i potwornie długa wyprawa piesza - pub leży u samej góry Partyzantów i szliśmy dobre 30 minut. Z tej okazji po dojściu na miejsce napiliśmy się piwa, choć do środka strach było wchodzić. Pełno miejscowych 'ziomali' robiło tłok i trzeba było się przepychać do baru. Muza ok, ale do jasnej cholery raczej się tam już nie wybiorę - po kiego robić takie imprezy w miejscu schadzek solarni z siłownią? Pokręciliśmy się na zewnątrz i doszliśmy do jednego wniosku: olać - zrobiliśmy zjazd na Zaspę. Szybka Japa i otrzeźwienie na ławce, pociąg nadjeżdza, odjeżdża...

...wysiadamy w Sopot. Kierunek Sfinks, wejście do środka - ludzi stosunkowo mało, ale parówa jak w łaźni tureckiej. No to na zewnątrz. Nocne Polaków rozmowy przeciągnęły się do prawie 4 nad ranem - zresztą w międzyczasie gwiazda imiennik vandercośtam grał jakoś tak nijako. Owszem parę fajnych kawałków, ale miałem wrażenie, że zwyczajnie przynudzał. Teza, o rzekomym ambitniejszym graniu jakoś wydaje mi się nieprawdziwa. Aczkolwiek może tylko mnie nie podszedł, bo ludzie w Sfinksie bawili się przednio i Mike zebrał mega-owację (chyba przyjął to bardzo zmieszany, bo się absolutnie nie spodziewał takiej reakcji tłumu:)). Warp i Adamski uciekli a ja nie mając co robić wchodzę do klubu. Hm, Doubledecker gra, przecieram uszy (choć myłem wcześniej) a tu dźwięki bardzo trancey i spacey. Wow... dawne czasy się z łezką w oku przypomniały:-). Stanąłem sobie z boczku w sumie dość już mocno zmęczony i sluchałem i sluchałem i tupałem i kiwałem... Doubledecker zagrał REWELACYJNIE a zmieniający go Charlie Janek utrzymał klimat! Co prawda ten ostatni grał chyba bardziej fartem, bo zdrowo narzezany był:-). Fajniutko, za taką muzą tęskniłem już ładnych kilka(naście) miesięcy. I tak jakoś nagle się okazało, że skakam i rękami macham jak nakręcony - nogi bolą, ale samę się gną.

Dawno się nie zdarzyło, żebym z imprezy wychodził o 7:30 rano (znaczy się tak późno), a to już o czym świadczy... mianowicie o tym, ze chyba wiem jakich nazwisk wypatrywać na plakatach!

Mike

PS. Krótko, ale treściwie - kto nie był, niech żałuje!

PROPS:
- Doubledecker za organizację tej imprezy
- muzyka, muzyka, muzyka

SLOPS:
- jak zwykle piwo z kija było ohydne

Michael

Obejrzyj zdjecia z tej imprezy, których autorem jest Ruda & Chlodny
Powrót do relacji

Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team