login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2002-07-07 Żuława k. Gdańska: Moondalla - recenzji próba

Wielka to szkoda, że tak niewiele tego typu wydarzeń ma miejsce w kraju naszym miodem i mlekiem płynącym. Jeżeli byłeś na tyle gnuśnym i zapyziałym, lub nieświadomym i niezorientowanym, czy też ograniczonym, niechętnym, może zapracowanym, że nie raczyłeś ruszyć swej szanownej by skorzystać z nadarzającej się okazji - masz czego żałować. Naprawdę masz.

Moondalla, Festiwal Kultury Transowej, zorganizowany został w podgdańskiej Żuławie. Fatalny dojazd i brak niewielkiej choćby sadzawki, w której można by odrobinkę się potaplać, to chyba jedyne „złe strony”, czy też braki tego przedsięwzięcia. Wszystko inne można określić używając superlatyw, pochwał o różnej co prawda gradacji, niemniej jednak.

Po pierwsze, primo znaczy się - miejsce. Szczere pole, ugór właściwie, las, szosa, no i rzeczony brak jakiegoś wody zbiornika. W polu (bardzo szczerym i rozległym, dodajmy) natomiast kępa drzew (o tym co w kępie onej – za chwilę), obok kępy dziesiątki kolorowych (mniej i bardziej) namiotów, trochę samochodów (jakże różnobarwnych), pałętające się jednostki człowiecze, no i oczywiście scena, a właściwie Scena. Idylli dopełniają kwilące ptaszęta i bzykające owady. Cudowność wcielona, rzec by można. Rzec trzeba o kępie, nieśmiało już wspomnianej. Otóż w zaroślach owych zagnieździła się spora grupka wielbicieli ambientu, eksperymentu i teatru, tu bowiem posadowiono mała scenę (w odróżnieniu od Sceny, dużej), przybytek sztuk wspomnianych. Miejsce imprezy wybrano przyjemne, szkoda tylko że nie skierowano w jego pobliże biegu rzeki jakiej, lub nie pobudowano chociaż jakiegoś niewielkiego zbiornika retencyjnego...

Po wtóre, sekundo czyli - ludzie. Jak mówi stare porzekadło chorwackie – Frików ci u nas dostatek. A dostatek, dostatek był i w Żuławie. W zasadzie wszyscy się tam znajdujący byli w jakiś sposób oryginałami. Nie wygląd jednak był ważny a pozytywne wibracje, jakie ludzie ci w sobie nosili. Żadnych zadym, niechęci, agresji czy chamstwa. Peace bracie, peace! Rzadkie to doświadczenie na tego typu spotkaniach. Ludzie, którzy przybyli na Moondallę byli najlepszymi z najlepszych - zero wiochy, jak powiedziałby pan Franke z naprzeciwka. Rzeczywiście - zero wiochy, nie spotykało się ordynusów, chamów, pijanych czy przyodzianych w urokliwe ukraińskie dresy. Chciałbym na każdej imprezie spotykać takich właśnie ludzi, uśmiechniętych, przyjaznych, miłych i serdecznych. Poważnie, tacy właśnie byli.

Po trzecie, tercio chyba - muzyka. Osobiście, w domu, preferuję muzykę poważną z domieszką Johna Zorna, Current 93, Soft Machine czy Nymana, nie ma jednak do się wyszalenia lepszej muzyki niż trans, a tego na Moondalli nie brakowało. Oj nie... Wszystko zaczęło się w czwartek, na małej scenie. Jechali z koksem aż miło. Co ważne koks był bardzo różnorodny, od ambientalnych harców (z orbowym motywem przewodnim, bodajże z "Little Fluffy Clouds") do porannych połamanców, jakże na wschód słonka odpowiednich :). Mała scena zresztą muzycznie była znacznie ciekawsza od tej pisanej przez duże S. Muzyka z niej sączyła się permanentnie. Podobnie zresztą jak z dużej. Była jednak mała, ale jakże istotna różnica. Muzykę, tę z dużej sceny CZUŁO się kilka kilometrów od miejsca imprezy. Tak, tak, czuło się, dosłownie - taki miała "pierdnięcie" duża scena. Co do muzyki na dużej, cóż trans, trans i jeszcze raz trans. W zasadzie wyłącznie trans, no, z niewielką domieszką ambientu. Trochę to było nużące, zwłaszcza że duża scena grała na okrągło, no ale przecież po to tam pojechaliśmy. Po to, czyli potransować, małe co nieco... Na przyszłość sugerowałbym jednak organizatorom złamanie monotonii i wprowadzenia UROZMAICONEGO transu. Generalnie, brakowało tu brytyjskiego grania a za dużo było topornego niemieckiego. Niemniej - co podkreślam - muzyka była genialna, a znużenie wynikało tylko i wyłącznie z długości imprezy. Szaleństwo pod dużą sceną trwało przez całą niemalże dobę, apogeum osiągając między 23 a 4 rano, do świtu zostawali najwytrwalsi i ci, którzy mogli :). Swoją drogą, mało jest rzeczy przyjemniejszych niż świt przy dźwiękach psychodelicznego łup, łup, łup (poważnie!!!) i to takiego łup, że czujesz je każdym fragmentem ciała. I oczami też :). Jeszcze dzisiaj czuję ten rytm - bajka :)

Po czwarte, coś z quadro? - rzeczy poboczne, czyli teatry i takie tam., różne. Piątkowy wieczór na małej scenie - świetne widowisko światło, dźwięk, tancerki :); co czas jakiś - żonglujący ogniem, machający ogniem, połykający ogień - widok że aż dech; bębniarze i didgetidoodziarze (??) udzielający się permanentnie (w mordę! to co robił facet w piątek w nocy na dużej Scenie za pomocą pierdziawy ! niech mnie, do końca życia będę pamiętał te dźwięki, niech mnie - to dopiero był porywający trans ! ). Poza tym rzeczą poboczną było niewątpliwie pobocze, którym do pobliskiego sklepu pełzały pielgrzymki. No i skowronek o świcie, próbujący konkurować z ilomaś tam tysiącami wat nagłośnienia małej sceny.

Po piate, kwinto? - niech mnie, z cholerną niecierpliwością czekam na przyszły rok. Proszę tylko, zróbcie Moondalle gdzieś nad jeziorem albo chociaż jakimś stawem.

Krzysztof Jaworski, Elbląg.

Krzysztof J.

Obejrzyj zdjecia z tej imprezy, których autorem jest Chlodny
Powrót do relacji

Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team