login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2002-07-07 Żuława k. Gdańska: Spokój wieloryba

Spokój Wieloryba - Festiwal Kultury Transowej Moondalla - Żuława 4-7 VII 2002

Rzecz w tym, że dla mnie ten wydłużony weekend zaczął się dobry tydzień wcześniej, bo dzień przed rozpoczęciem festiwalu wróciłem z zagranicznych wojaży. Pobyt w Holandii choć krótki to niezwykle intensywny pozwolił na przygotowanie się emocjonalne do pobytu na polu namiotowym czy też biwakowym jak można nazwać miejsce, gdzie stanęły nasze namioty. Czwartkowe popołudnie to ustawienia mieszkanka w mini-miasteczku, jakie sobie stworzyliśmy - klasyczne ustawienie w kole mające na celu zwiększenie poczucia jedności i inne takie pierdoły. Kiedy domek stanął i stał o własnych siłach (o dziwo, bo ziemia bardzo miękka i szpilki/śledzie same wychodziły), nadszedł czas na obejście terenu, rozpoznanie strategicznego umiejscowienia toi-toi'ów, obczajenie chill-outu, skąd dochodziły łagodne ambientowe dźwięki. W międzyczasie powitania ze znajomymi, których stawiło się bardzo wielu, jakaś przekąska no i piwko.

Duża scena rozpoczęła dudnić wieczorkiem, a dudniła konkretnie. Osiemnaście tysięcy wat najczystszego basu i krystalicznych tonów wysokich rozbrzmiewało echem pośród pól i łąk okolicznych wiosek. Dźwięk niósł się ponoć na 10 kilometrów - ciekawi mnie czy miejscowi w nocy spali, czy też nie:-).

Chwila dla Michaela: noc z piątku na soboty przestana i przekiwana na dużej scenie podczas prezentacji artystów z Niemiec. Rewelacyjny set (jak dla mnie, bo się dobrze bawiłem - sie nie znam na tych transach, czy jak się one tam nazywają, ale ja siem fajnie bawił i już :-P) Maika Hotza, który w odróżnieniu do pozostałych DJów nurtu germańskiego epatował słuchacza nieco bardziej skomplikowanym wzorami podkładu dźwiękowego niźli sam rytm uchachał mnie po same uszy. Grający potem Nitram już mnie tak nie zachwycił, ale to dlatego, że osobiście oczekuję w muzyce nurtu trance dźwięków opowiadających jakąś historię a nie samego jeno rytmu (który rzecz jasna też potrafi pomóc się zapomnieć, ale w inny sposób) - grał mocne, monotonne niemieckie transy (chyba niemieckie :-)) o potężnym bicie niosącym się niewątpliwie dalej niż wspomniane 10 kilometrów. Live act Auralis pograł wg mnie za krótko - miałem wrażenie, że ich występ trwał nie dłużej niż pół godziny i chłopcy nie zdąrzyli się rozwinąć... Gdzieś tak godzinę po świcie położyłem się na ziemii i kontemplowałem miło grzejące słonko. Długo już nie wytrzymałem i o 9 rano udałem się w stronę namiotu poleżeć trochę... Warto dodać, że w pewnym momencie wszyscy zostali uraczeni niesamowitym szoł z pochodniami, łańcuchami i innymi cudownościami - trzy osoby o zacięciu żonglersko-cyrkowym dały pokaz perfekcyjnego opanowania trudnej sztuki operowania płonącymi gadżetami - tego się nie da opisać, to trzeba było widzieć!

Nawałnica transowa, która każdej nocy dobiegała z dużej sceny była przez całą dobę równoważona wielorakimi pulsacjami sceny małej pełniącej funkcję chill-outu i baru. Urokliwa polanka w zagajniku wydarta przez organizatorów naturze (musieli wycinać wysokie na pół ludzia krzaczory) tętniła życiem przez cały czas trwania festiwalu. Teatry, pokazy latających i płonących urządzeń (po raz wtóry), wywiad ze schizofrenikiem, wreszcie najważniejsza rzecz - muzyka - to wszystko pośród śpiewających ptaków (o ile w danym momencie nie zagłuszonych), konstrukcji przestrzennych i malowideł wiadomego autorstwa (Neila). Bar serwował piwo i napoje chłodzące a kuchnia wegetariańska smaczne posiłki (i tanie!) na bazie ryżu, który tak uwielbiam. Chill-out - miejsce niewątpliwie magiczne - zapadł mi w pamięć:

Chwila dla Michaela: noc, ciemno, muzyka łagodnie się sączy z głośników. Umysł leniwie pływa na powierzchni świadomości - pełna relaksacja, atmosfera za którą dziękuję w duchu organizatorom. Dźwięki zdają się dobiegać z daleka a na pierwszy plan wydobywa się motyw przewodni utworu, który właśnie leci. Podstępnie wykorzystuje mój spokój, ale jak się okazuje nie trzeba się bać - świadomość zbija się w ciasną formę, przyjmuje kształt walca. Powolny władca oceanu nabiera powietrza raz jeszcze i zanurza się w otchłań nieświadomości, ogarnia mnie absolutny spokój, spokój wieloryba...

Chwil dla Michaela można by mnożyć w nieskończoność, zresztą chwil dla każdego uczestnika (chwilą taką dla wielu było na pewno Makai nad ranem ze swoimi słynnymi śpiewami z Ghost in the Shell) - nie w sposób w jednej relacji, recenzji, czy jak nazwiemy moje wypociny zamknąć atmosferę Moondalli. Tak jak nie oddam na piśmie każdego pierda jaki wydałem idąc do toi-toi'a, tak nie uchwycę wszystkich sekund, minut i godzin, które warto zachować w pamięci. Jedno można za to stwierdzić - organizatorzy stanęli na wysokości zadania: wszystko perfekcyjnie przygotowane i zorganizowane, DJe i liveacty grali jak to się mawia "piknie". Szkoda tylko, że nie było odrobiny więcej uczestników - być może polski odbiorca nie jest jeszcze przygotowany na coś takiego, ale... wiem jedno - za rok festiwal musi być zrobiony ponownie, i za dwa lata też, i... Niech wieść o wspaniałej zabawie się roznosi i imię Togi Dansverg niech sławione będzie. Niniejszym składam hołd wszystkim osobom związanym z Toga Dansverg, które grały, dekorasiły, pomagały, organizowały, bramkowały i co tam jeszcze.

Michael

PS. Najlepsze jest to, co mnie obudziło w poniedziałek rano... O ósmej rano wyłączono muzykę na chill-out :-).
PPS. Numer, który mnie tak powiózł to FSOL 'My Kingdom'.

Michael

Obejrzyj zdjecia z tej imprezy, których autorem jest Chlodny
Powrót do relacji

Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team