login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2002-08-15 Metro: Sfilmowana impreza

Ach ... co to była za noc! Co to był za dzień! Wszystko odbyło się jak w doskonałym filmie ....
Czwartek rano, 11:00, słodkie wylegiwanie się w łożu - moge sobie na to pozwolić z powodu święta. Obfite śniadanko bogate w czerwone i zielone warzywka, z głośników lupie przeciętny technicznie, ale doskonały pod względem doboru materiału, elektro breakbeatowy miks Decay Drums chałupniczo wyprodukowany przez tegoż DJa, a zakoszony z półki płytowej Michaela (i wielkie dzięki, bo nie moge go przestać słuchać). Szybki telefon i ląduję w malowniczo położonym ogródku z widokiem na stary Gdańsk i statki leniwie przesuwające się u zbiegu morza i nieba. Słoneczko grzeje, a więc korzystam z okazji by się opalić, roznegliżowany rozkładam się wygodnie w fotelu, w jedną rączkę zimniutkie alkoholowe, przymykam oczeta i rozkoszuje się tym błogim lenistwem wdychając zapachy unoszące się z pobliskiego grilla, na którym skwierczy smaczna padlinka. Znajomi sie schodzą, zwiększa się natężenie krzyków i śmiechów, grill rozgrzany do czerwoności próbuje nadążyć w przygotowywaniu potraw zapychających wygłodniałe żołądki
biesiadników, poziom upojenia alkoholowego w pełnym słońcu wzrasta w zastraszającym tempie - jednym słowem Grill po Polsku :).
Zbliżał się wieczór, temperatura otoczenia nadal wzrastała chociaż słońce zniżało się znacznie ku horyzontowi, syci i podchmieleni grillowicze opuszczają dotychczasowe miejsce by schronić się przed upałem z wynikiem: 4 zabite osy, jeden poparzony od słońca tors, jeden przypalony grillem palec u nogi, 6 puszek i 6 butelek. Wylądowaliśmy w domu, zasiedliśmy przed monitorem, odpaliliśmy płytę i zaczęliśmy tarzać się po podłodze ze śmiechu - na ekranie rozgrywa się akcja How High - czyli jak się upalić na Harwardzie w wykonaniu 'czarnuchów'.
Nastał wieczów. Imprezowicze - kinomani zaliczyli zgon ("What comes up, must comes down") i rozeszli sie do domów przyszykować na dalszą część nocy, która stała się realna tylko dla mnie, bowiem na godzinę przed planownym ponownym spotkaniem dostałem smsy zgłaszające niemożność dalszego imprezowania "współgrillowiczy".
Godzina 22:00, ten sam dzień. Pod Metrem zbierają się ludki, podejmują strategiczne decyzje sposobu spędzenia imprezy, rozpoczynają pierwsze alkoholowe tej nocy, dzwonia do "helpdesku imprezowego" po pomoc. Ja spotykam znajome, z którymi dane mi będzie spędzić resztę przemiłego wieczoru, uprawiamy dysputy na tematy luźne i luźniejsze, w końcu po półgodzinie lądujemy w środku, gdzie uderza nas fala ciepła, bitu i scratchu w wykonania IFP oraz niska frekfencja. Pierwsze minuty spędzam na rozmowach ze znajomymi, tymi widzianymi niedawno, jak i tych, o których istnieniu o mało co nie zapomniałem (pozdro Helia :)), sącząc redbulla z wódką i zagryzając kostki lodu wspaniale chłodzące rozgrzane ciało. Moje uszy coraz uważniej wyłapują dźwięki wędrujące z głośników, które z czasem stają się coraz ciekawsze, doskonalsze, zachęcające do zabawy. To Greg zapodaje z czarnych krążków moich ulubieńców Plump Djs, do których niesamowicie scratchuje Wojak. Nogi najwyraźniej ciagną mnie na parkiet, a więc poddaję się
pragnieniu i zaczynam skakać na pustym jeszcze parkiecie do jednego z lepszych setów Instant Funk Project. Nie tylko mi się taka muzyka spodobała, gdyż parkiet z minuty na minute zapełniał się, a ilość ludzi w klubie wzrastała. Czas stał się nieważny, teraz liczyła się tylko muzyka w swojej czystej, doskonałej formie, zmiksowana z umiejętnością godną wygranych Sfinksowej edycji SmirnOff DJs, głeboki bit i perfekcyjne scratche zagrzewające do zabawy.
Kilka drinków, piw i litrów potu później za deckami stanął Romero, a przy nim wytrwały Wojak, i tak zaczęła się druga część nocy, jeszcze bardziej gorąca, jeszcze bardziej zwariowana, jeszcze bardziej .... pijana :) Nadzorem nad stanem poziomu alkoholu we krwi zajęła się Natalia, która skutecznie niepozwalała spaść mu poniżej normy, za którą Policja oddelegowuje do wytrzeźwiałki :), ani też skoczyć do powyżej dawki śmiertelnej :). O pierwszą rzecz dbała piwami nasączonymi woodką, o drugą szalonymi tańcami na parkiecie, w czasie których wypociłem następnych kilka litrów wody, zatrzymaliśmy muzykę, podeptaliśmy kilka osób, nabiła guza koleżance itp. Te tańce uprawialiśmy do początkowo przeciętnego setu Romero, który na szczęście z czasem stawał się coraz bardziej dynamiczny, energetyczny i porywający do tańca. Również Harper, który za decki wszedł następny, zauważył tą zmianę i przez godzinę skakał wśród imprezowiczy popijajac redbulla (pozdro :)). Lecz gdy nadeszła jego pora grania zaprezentował set, który
przebił wszystkie dotychczas przeze mnie słyszane. Doskonały dobór materiału, perfekcyjnie miksowane numery (powalający był miks numeru Fatboy Slima z kilkoma plytami m.in. underworld, który trwal ze 20 minut i był wykonywany na żywo, albo numer z wplecionym jakimś polskim tekstem mówiącym o tym, że wszyscy są kosmitami - robotami :))) i do tego idealnie wpasowywujący się Wojak. Duet jaki stworzyli robił wrażenie, jakby grali razem od lat!. UKŁONY!
Tymczasem dopadło mnie zmęcznie, nogi zaczęły odmawiać posłuszeństwa i usiadłszy z boku, parujący od ciepła, słuchając muzy i podrygując do muzy, oczekiwałem godziny mojego wywędrowania do domq - fabryka czeka :(. Około godziny 03:00 pozostawiłem za sobą doskonale rozkręconą imprezę i udałem się na spoczynek, z uśmiechem na twarzy pogrążyłem się w sen.
........To nie mógł być film.....

PS. doskwierał mi brak pewnej jasnowłosej :)
PS2. przepraszam wszystkich których podeptałem na parkiecie lub zakłuciłem zabawę :)
PS3. Z cyklu: Kiblowe Polaków Rozmowy: Odcinek 12: Metro, kibel męski:
Stoi 3 kolesi przed lustrem, myją ręcę i prowadzą rozmowę, jeden z nich przygląda się uważnie swojemu odbiciu. Nagle krzyczy: "Ale mam przyszcza !", na co ze zrozumieniem kiwaja jego kumple. Za chwilę ten sam: "Ale ten przyszcz jest przystojny !" - tutaj wszyscy w kiblu leją ze śmiechu :)

Chlodny

Powrót do relacji
Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team