login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2002-08-17 Sfinks: Sfilmowany Sfinks

A może by tak pofilmować samemu ?
Wstałem rześki i wyspany. To dobrze, gdyż musiałem pełnić rolę gospodarza domu dla rodzinki, która nawiedziła mnie tego dnia. W wyniku tego najazdu pod Sfinksa trafiłem podchmielony szampanem (dziwne, powinno sie pisać podszampaniony, albo podwinogronowy, bo w końcu z winogron się robi szampana, a nie chmielu :)) i rozpocząłem rozmowy ze znajomymi, których tym razem było wyjątkowo mało.
Nasze wejście do klubu opóźniło się aż do pierwszej, gdyż przez cały czas od otwarcia drzwi pod Sfinksem stała piękna kolejeczka. W czasie spijania W powstała teoria, która wyjaśniała fenomen koleiki - to po prostu sami turyści, gdzyż "miejscowi" tak grzecznie sie nie zachowują tworząc z regóły zatory i pchając się "na chama".
Gdy nadeszła nasza kolej na wejście do klubu kolejka zniknęła, co spowodowało nasze zmieszanie, gdyż nagle zamiast na końcu koleiki staliśmy po środku pustej przestrzeni. I tutaj również zostaliśmy zmuszeni do stworzenia teorii - przecież nie przyznamy sie ze za dużo W pochłonęliśmy i zapomnieliśmy przesuwać się wraz z kolejką - tak też powstały koleiki - fatamorgany :).
Skończmy z teoriami, przenieśmy sie do klubu. Tam za deckami grając w ping -ponga stali: Mohan i Keith Denis. Troszkę wyglądali jak czarni Fil i Flap - jeden olbrzmi, prawie dwumetrowy o twarzy rasowego zabijaki (zdecydowanie podobny do Carla Coxa :)), drugi mały, chudy, ledwo wystawał znad DJki. Nie wiem, który z nich jest który ale muzykę grali doskonałą. Zwłaszcza ten duży, który wywołał u mnie na początku strach, świetnie się bawił i podrywał ludzi do krzyków i skakania - czym niezmiernie mnie zadziwił. A z głośników brzmiały stare klasyczne house'y (tak gdzies 90te lata )- wspaniały kąsek dla takiego miłosnika klasyki jak ja :) - chociaż słyszałem pogłoski że to komercha hehe. Tak więc wraz ze skaczącym tłumem, ze słowami utworów, bawiłem się, a pot spływał strumieniami, gdyż temperatura pomieszczenia znacznie wykraczała poza jakąkolwiek normę.
Pomijając półgodzinne studzenie organizmu na ławeczkach pod Sfinksem skakałem niezmordowanie do 7 rano, a dje-gwiazdy nie przestawali grać. Muzyka oczywiście ewoluowała i z czasem przeszła w deep housey, lecz nigdy nie wyszła z tego nurtu (a na plakacie było napisane ditroit techno) co było bardzo miłe gdyż dawno w tym klubie nie prezentowano tego gatunku (mam na myśli mainstreemowe brzmienie z minionych lat, nie to co teraz pod tym samym szyldem prezentowane jest w MTV).
Właśnie o 7 rano zostałem zmuszony do opuszczenia lokalu, a szkoda, bo impreza trwała w najlepsze i nie zapowiadał się szybki koniec.
Dobra .. starczy tych filmów ... KONIEC

Chlodny

Powrót do relacji
Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team