login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2002-08-16 Forty: Impresja ;-)

Atawizm, to nie tylko włosy na rękach i ostro zakończone "trójki", zwane też kłami. Atawizmem jest także, bez wątpienia, bezwolne poddanie się mocy rytmu. Rytualne, plemienne spotkania, by mocy takiej się oddawać także można nazwać atawistycznymi. Rytuał miał miejsce ponownie, tym razem plemię zebrało się w miejscu od dawna magią przesiąkłym. Wzgórze górujące nad Gdańskiem, na codzień znane pod nazwą "Forty", w piątkowy wieczór stało się LABIRYNTEM. Labiryntem mocy, muzyki i transcendencyji.
Ci, którzy nigdy nie dali się ponieść mocy rytmu, ci, którzy nigdy nie poczuli dreszczy przenikających całe ciało wraz z rytmem i radości płynącej ze zjednoczenia się z innymi w transie, ci nigdy nie zrozumieją że imprezy transowe, to coś więcej niż tylko prostackie się wychasanie, czy pretensjonalne się powyginanie. Te imprezy to magia.
Magię, jak zwykle zresztą, zafundowała nam TOGA DANSVERG. Wrota Labiryntu rozwarły się w piątek, chwilę po 22. Pulsujący rytm zastąpił nam nić Ariadny, a moc jego była taka, że każdy mogł w sobie odnaleźć energię Tezeusza. I niczym ów mityczny bohater ruszyć w forteczne mroki. Dziedziniec stanowił scenę główną. Doprawdy, nie wiem jakich słów użyć, by wyrazić podziw dla pracy Organizatorów. Wszystkie przez nich przygotowywane imprezy zapięte są na ostatni guzik, a nawet dalej. Ta również. By zamienić forty w Labirynt potrzebowali trzech dni. Czasu tego nie zmarnowali. Każdy fragment, każdy zakamarek był umagiczniony, że użyję takiego właśnie określenia. Ogromne, kolorowe, pulsujące barwą decco pokrywały kamienne ściany; umieszczone w kilku miejscach projektory wyławiały z ciemności postacie, miejsca i przestrzenie nadając im nowy wymiar; gigantyczna forma przestrzenna lewitowała nad tłumem unoszona li chyba tylko jego w tańcu zapamiętaniem. Dziedziniec był miejscem magicznym. Magiczny i tajemniczy był także chill out. To tutaj dziesiątki metrów jasnego płótna tworzyły niezliczone zakamarki, kąty, miesca, gdzie mogłeś się zagubić, niczym w tytułowym labiryncie. Mogłeś się zagubić i trwać w błogostanie, spocząwszy na jednym z podściennych materaców, otoczony ambientalnymi dzwiękami i smugami kadzidlanego dymu. Absolutna magia.
Muzyka. Tylko taka, jaką tygryski lubią najbardziej. Na dziedzińcu prawdziwy plemienny rytuał, pulsujący rytm, któremu nie sposób sie oprzeć. To on sprawia, że stajesz się, pozostając cały czas świadomą jednostką, częścią mistycznego organizmu, powstającego na ten jedyny wieczór. Mocny rytm, niskie częstotliwości tła, czasami kwaśne smaczki, czasami indiańskie zaśpewy - muzyka wypełniająca dziedziniec fortów. Muzyka i kilkaset opętanych nią postaci. Plemienne oddawanie się rytuałowi. Zapamietanie w transie.
W pomieszczeniach inaczej. Tutaj nie ma miejsca na rytuał, tu szukamy nie zaglądając w głąb siebie, a wypatrując wolnych miejsc pod ścianą, najlepiej na miękkim materacu. Ulokowawszy się pozwalamy, by błogie lenistwo ogarnęło ciało, jak ogarnia je muzyka. Na dzidzińcu króluje trans, w labiryncie fortów autechropodobne, przestrzenno - experymentalne szumy, rytmy, kolaże. Nie brak też klasycznych ambientów i odrobiny dubów. Chill out. Tyutaj można chwilę odpocząć, zbierając siły na kolejny set transowego szaleństwa. Tutaj też niektórzy odpoczywali nieco... dłużej.

"Labirynt" potwierdził klasę organizacyjną TOGI. Ich imprezy mają zawsze doskonały, pozytywny klimat; zawsze są dopieszczone do najdrobniejszego szczegółu i zawsze zapewniają ich uczestnikom maksimum zadowolenia. Zastrzeżenia można mieć jedynie do kilku drobiazgów: muzyka w chill outcie była zdecydowanie zbyt głośnia i miejscami zbyt mało.... chill outowa; "didzeje dziedzińcowi" za mało ingerowali w utwory, ograniczając się do łączenia ich bit w bit, wyjątkiem był tu Drwal, co to pokazał jak można miło i z transem ( potencjometrami ) się pobawić; brakowało też trochę transowego zróżnicowania, dominował transowy minimal, brakowało transu spod znaku Matsuri, czy Spirit Zone, miło byłoby też usłyszeć jakieś wczesne Eat Static, albo Koxbox.... . Wszystko to jednak naprawdę mało istotne drobiazgi, bo sama impreza była doskonale zorganizowana i absolutnie genialna. Juz teraz myślami jestem przy następnym spotkaniu z TOGĄ. Ich imprezy dają pozytywną energię...

Krzysztof Jaworski, Elbląg

Krzysztof J.

Powrót do relacji
Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team