login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2002-12-21 GGOG: Techno pokona ponuraków

Minęło kilka dni i wreszcie mogę odsapnąć. Słuchając seta Sonia wspominam ostatnią sobotę. Nie jest to specjalnie łatwe będąc obżartym jak świnka, ale jakoś daję radę (ach te święta).

Dzień zaczął się zwyczajnie, ptaki nie śpiewały, słońca jak zwykle nie było widać przez gęste chmury. Miłe zaleganie przed kompem i psucie oczu należało zakończyć i wyjść na przyjemny, przesycony zapachem spalin, świat zewnętrzny. Wsiadając do brudnego autobusu odruchowo skasowałem bilet. Widoki przesuwające się za oknem ponure i szare, jakoś jednak dojechałem do LOT-u. Sporo ludzi na Starówce, pora jeszcze wczesna, smutne twarze przesuwają się wśród jarmarcznych stoisk próbując kupić wymuszone prezenty na zbliżającą się gwiazdkę. Po przebiciu się przez tłum i zanurzeniu się w opustoszałe uliczki dotarłem wreszcie na miejsce beforkowe.

Chemia poraziła nasze zmysły z niepokojącą siłą. Alkohol się skończył, chemia nie. Spierdalam, mimo że befor trwa. Po dotarciu pod LOT chwila oczekiwania. Butch zaraz jest, Ubik chwilę później. Pojawia się też Sajgon. Szybkie, wyszczekane komendy i już jestem w drodze do GGOG. Jest wcześnie, klub zamknięty. Chwila na dworze, szybkie piwo i już jestem w środku zagadując Bogusia. Atan oprowadza mnie pokazując nowy bar o wadze 600 kg martwej wagi. Przesunięto też chill out – jest więcej miejsca, ba jest nawet ciepło – robi się niepokojąco przyjemnie...

Muza już gra, w międzyczasie przyjechał Extase; pierwsi ludzie są wpuszczani do środka. Butch z przemodelowanym setem atakuje powoli schodzących się mieszkańców miasta. Smutne twarze szybko przestają być sobą – szerokie banany pojawiają się w miejscu wcześniejszych grymasów. Powoli zaczynają densić, jest dobrze. Minimalne dźwięki przyjemnie rozchodzą się w nisko sklepionym pomieszczeniu, co ja gadam – atakują a Ty nawet się nie bronisz... bo nie chcesz. Agresywnym tupaniem, jak to określił Mario okazuję swoją aprobatę. Tupanie przybiera na sile, bo za deckami pojawia się Extase i od razu rozpoczyna techniczną najebkę. Czy można zagrać równocześnie populistycznie i ciekawie? Oj można, co udowodnił Extase. A może to nie populizm, może to tylko muzyka się wszystkim podoba...:-).

Krążę tu i ówdzie pstrykając fotki i gadając ze znajomymi. Jeden browar tu, drugi tam. Zwyrodnialcy wszystkich krajów łączcie się! Nie na darmo dj za deckami ma taką a nie inną ksywkę – spora grupka skacze, szaleje, hołubce wywija. Zaglądam na chill out, żeby zalec chwilę w cieplejszym pomieszczeniu (amplituda temperatur między mainem a chillem spora). Wracam uśmiechnięty na główną salę, żeby przyuważyć Afro zapodającego muzykę. Ludki nadal się bawią, a ja przytakuję i przytupuję. Do rana czeka nas jeszcze występ niespodzianki z Londynu, ale ja już niewiele kleję. Właściciele klubu zmywają się. Moim zadaniem jest pilnowanie chill outu a Afrusa dużej sali. Ok. 6:30 zaczyna się to nam nudzić i wyłączamy muzykę. Czas do domu, czas spać... wała! Pora na after:->.

Uśmiechnięci wychodzimy z klubu sporą grupką a na zewnątrz spotykamy smutnych ludzi. Wsiadamy do brudnego tramwaju terroryzując radością i osaczając śmiechem ponuraków jadących na spotkanie z rzeczywistością. Wysiadamy na dworcu i kierujemy się z powrotem do Młodego przez jeszcze opustoszałe uliczki. W środku zalegatornia, sączę swoje piwko z widocznym brakiem mocy i kładę się spać. Budzę się... Następna minimalna impreza w GGOGu dopiero w styczniu, ale wytrzymam... dam radę... dotrwam...

Michael

Obejrzyj zdjecia z tej imprezy, których autorem jest Furu
Obejrzyj zdjecia z tej imprezy, których autorem jest Michael
Powrót do relacji

Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team