login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2003-02-15 Sfinks: Retrospection

- No i jak się Tobie podobało? - zapytał siedzący na klasycznym, ciemnobrązowym fotelu, chłopak. Był mniej więcej jego wzrostu, ze starannie wygoloną głową i twarzą przyozdobioną kolczykami w mniej lub bardziej naturalnych miejscach. Znał go już całkiem długo i chociaż przez chwilę przebiegła przez jego lekko otumaniony umysł myśl - jak doszło do tego, że go poznał - szybko ją odrzucił jako mało ważną i pogrążył się we wspomnieniach minionej nocy.

Obrazy ułożyły się w odwrotnej kolejności, zapewne dlatego, że łatwiej przywołać w pamięci te, które odbyły się niedawno. Przybrały one formę krótkich filmików, czasem bardziej lub mniej wyraźnych, z tym że im bardziej zagłębiał się przeszłość tym mniej jawiło się na nich szczegółów, stawały się rozmyte i bardziej ogólnikowe.
Widział siebie wędrującego starówką, trzęsącego się z zimna, zasłaniającego oczy przed blaskiem porannego słońca, które tego dnia w końcu postanowiło wyjść zza chmur i przypomnieć swoje istnienie.
Wędrwał z Punktu na autobus, który dowiezie go na after, na którym obecnie się znajduje. Pamięta jak rozmawiał ze spotkaną przypadkiem imprezowiczkę ze Sfinksa, której nie poznał wchodząc do ciepłego wnętrza nieskopodłogowca.
Punkt. Tak, pojawił się tam wraz z Kubą wracjąc z GGOG. Usmiechnął się na ten obraz - dawno jednej nocy nie zaliczył tylu miejsc. Smak piwa popijanego podczas zabawnej rozmowy w ciepłym klubie niemalże pojawił się w ustach.
Kolejny obraz, kolejne miejsce. Zaparowane szyby samochodu, za którymi stoi budynek McDonalda. Zabawne oczekiwanie na plastikowe dwufunciaki pochodzące z lokalu przezwanego przez wygłodniałych przyjaciół "Slow food", wspomnienie motywu ze starej płyty Prodigy, zapach nielubianego przez niego żarcia. Wracali własnie ze Sfinksa, skąd zostali wygonieni powolną muzyką Tromesy, którą przewrotnie nazwali elektro transem. Po trasie na minimalną bibę w GGOG, która na miejscu okazała się już dogorywającą, postanowili coś przegryźć i tak znaleźli się w miejscu, które przeklinali. Po najedzeniu się, ze znacznie polepszonymi humorami, wylądowali na kanapie, spijając piwo i rozmawiając ze znajomymi, którzy wspominali pełny parkiet i minimalną najebkę. Ubik właśnie kładł kolejną swoją płytę.
Błysk świateł, dudniący bas przeszywający ciało, uroczy uśmiech tańczącej przed nim całkiem atrakcyjnej dziewczyny. DJ grający tą wspaniałą muzykę to Atan, który na widok znajomych mordek się uśmiechnął, czując rodzinną atmosferę bijącą z parkietu. Rozgląda się - same znajome twarze, które w kolejnych minutach i godzinach imprezy są coraz częściej zastępowane przez nieznajome, czasem wrogie, innym razem pogrążone w sobie twarze. Czuje, że mimo fantastycznej muzyki atmosfera imprezy gdzieś się ulatnia. Czuje kolejne trącenie łokciem, które nie pozwala mu popłynąć z muzyką, denerwuje się lekko, że nie dane jest mu bawić się w spokoju. A kto zapodał ten numer? zaciekawiony spogląda na Djkę, to chyba Kino Oko. Super - myśli i uśmiecha się szeroko. Kolorowe światła ciągle mrugają.

- Tak - powiedział przerzucając kolejne zapamiętane obrazy - było fajnie.
Ta mało opisowa odpowiedź jednak wystarczyła jego rozmówcy, który przytaknął ze zrozumieniem, a twarz rozświetlił promienny uśmiech. On także najwyraźniej pogrążony był we wspomnieniach.
Ostatnie promienie słońca zachodzącego na horyzoncie przebiły się przez zaciągnięte, ciężkie zasłony i wygasły na twarzy śpiącej w fotelu dziewczyny.
Nawet nie zauważyłem upływy czasu - pomyślał - tak przyjemnie się siedzi, a do domu nie chce się wracać. Zresztą po co? Co tam robić? Tutaj są znajomi, tutaj jest ciepło, tu jest przyjemnie, tu nie jest pusto. Rozejrzał się po pokoju, ocenił twarze pozostałych imprezowiczy - Tak, to jest właściwe miejsce dla mnie.

Chlodny

Obejrzyj zdjecia z tej imprezy, których autorem jest Furu
Powrót do relacji

Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team