login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2003-03-14 U60311 - Frankfurt: Na zesłaniu

Ech wyjebało mnie w niezły kosmos. Wylądowałem zagramanicom, jakieś półtorej tysiąca kilometrów od mojego kochanego 3City. No ale niestety trzeba żyć dalej. Tak wiec skoro przyszło mi tu spędzić trochę czasu , to postanowiłem wykorzystać okazję do poznania tanecznej sceny w Niemczech. Niestety nie mając zbyt wiele czasu na wybadanie tutejszej sytuacji przyszło mi i DJ'owi Geezie (Bo z nim w sumie trafiłem na to zesłanie :) wybrać to co jest najbardziej znane: Cocon Club Party mit Sven Vaeth oczywiście. Cocon Club party odbywają się w klubiku U60311 - czyli w przedsionkach, korytarzach i innych zakamarkach stacji metra. Lokalizacyjnie jest to centrum city więc dostać się łatwo. Tak więc koło 23:00 lądujemy przed wejściem do klubu. Ludzi troszkę już cię czai przed wejściem (albo raczej zejściem , bo schodzimy kilka pięter pod ziemie :) i w zdenerwowaniu oczekuje na kontrole. Ta przebiega dość sprawnie ... kieszeni nie widziałem, żeby trzepali, więc jeśli ktoś poczuwa się do taszczenia ze sobą wspomagaczy to nie powinno być problemu z wejściem. Potem haracz za kilka godzin szybkiej jazdy - trochę trzeba się wykosztować, no ale sława DS'a tu jeszcze nie dotarła. (Podejrzane , trzeba będzie cos z tym zrobić :>>>) W każdym razie schodzimy pod ziemię i rozeznajemy się w sytuacji. Ta niczym kalejdoskop, lub mega kolorowy spaw mieni się tyloma kolorami , na ile tylko pozwala gama. Muzycznie nagłośnienie na dość wysokim poziomie - ładnie wysterowane i dość spore. Ma też drobne wady ... niezbyt fortunnie umieszczona główna bateria głośników, ale pewno inaczej się nie dało. Dla spragnionych są dwa duże barki z naprawdę fachową obsługą. Jeden z barmanów wyglądający niczym młodociany agent policji odstawiał niezłe sztuczki , a przy okazji miał głowę na tyle mocną że łoił z gośćmi zupełnie się nie przejmując tym, że spija któregoś drina z kolei. Reszta obsługi też była dość fachowa, ale nie miała tak barwnego charakteru/mocnej głowy. :>>>
Będąc przy barze trzeba było też uważać, bo jeśli zamawiało się Red Bulla, to można było zamiast napoju dostać częściej drinka. Chill out jako taki był zaraz przy wejściu , ale ze względu na przelotowość pomieszczenia nie było warunków do zalegania tam. (Zresztą drewniane ławy i stoliki rodem z targowisk nie za bardzo nadają się do zalegania :) Natomiast w głębi klubu był jeszcze oddzielony obszar z kolejnym (3cim Barem) i tam pogrywała inna muzyczka - lżejsza i mniej wymagająca. Nim przejdę do tego kto i co pogrywał muszę powiedzieć cos o lokalnej publice. No więc wiekowo dość w porządku (średnia wieku chyba oscylowała w okolicach 23-25 lat), za to styl ubierania się przywodził mi namyśl 2 rzeczy ... zeszłoroczną wyprzedaż w NiuJorkeże, oraz galaxy/kazamaty/via "CLUBS". Kolesie w olbrzymich dzweonach z syntetycznych tkanin i siatkowanych koszulkach na ramionczkach, panienki stylizujące się na modę z lat '80tych. (Zresztą w tym kraju chyba nie ma ładnych kobiet w ogóle!!! No a jak już są to na pewno nie tutejsze.) No i dopełnieniem tego obrazu była grupa osób ubranych niczym nasi znajomi ||| z dzielni. (Na szczęście niezbyt duża :) Jeśli ktoś był ubrany inaczej od obowiązującego standardu, to znaczyło na 99%, że to osoba przyjezdna. No ale czas skupić się na muzyce.
Przy szatni mogłem zluukać line-up, i jedyne co zauważyłem to fakt że Sven gra od 3-ciej. A przed nim jakieś zupełnie nie znane mi osoby/projekty. Gdy dotarliśmy do klubu z głośników dobywało się naprawdę massywne techno. Nie da się tego inaczej opisać. Bassline niekiedy tłumił rytmikę kawałków, a to wszystko podane w bardzo przystępnym tempie 135-140 bpm. Taka muzyka królowała przez większość nocy. Zmiana jedynie zaszła w momencie live Actu Reinharda Voigt'a. Jestem za promowaniem niekomercyjnej sztuki, ale obrzucanie publiki jakimś ścierwem (nawet nie wiem co to za gówno było) to już przesada. Tak samo rozwalanie (nawet jeśli własnego) sprzętu też mi raczej podpada pod bezsensowny wandalizm a nie sztukę. Niektórym to się nawet podobało - no ale przecież Niemcy są mekką Szajsen Video, więc jestem to w stanie zrozumieć. W każdym razie ja bym wolał słuchać "mniej ambitnej" muzyki. Wiec przeniosłem się do drugiej salki. Tam pogrywana była muza wszelaka, trafiały się hausy, trafiało się mocne napierdalające techno. Głównie jednak dało się odczuć klimaty raczej łagodzące tempo. Sama gwiazda wieczoru zapodała muzę na swoim poziomie. Odrobinę mocniej niż poprzednicy i mniej basowo. Więcej energii przez to przedostało się z jego seta. (No i najwięcej dymu z generatorów :) Ja w każdym razie zacząłem juz odpadać i wolałem sobie przysiąc w chill out'cie, bo nogi odmawiały już posłuszeństwa. Około 4:30 zebraliśmy się do wyjścia... przed wejściem do klubu już nie było ludzi, za to ilość woreczków po najróżniejszych substancjach pozwalała stwierdzić, że lokalni dilerzy (Niekoniecznie Fiata , czy Mercedesa :) mają tu niezły zbyt.

Adaś

Powrót do relacji
Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team