login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2003-04-05 GGOG: Raport z pola walki

Sobota, jak sobota – ot, kolejna imprezka :-). Wcześniej mieliśmy się udać do kina na nową produkcję teamu aktorskiego Teatru Wybrzeżak, tym razem film pt. „Wożonko”. Szokiem uderzyła nas wiadomość na miejscu o braku biletów – pamiętacie czasy jak grali „Wejście Smoka” i bilety były wyprzedane na wiele dni do przodu? Ale, żeby w dzisiejszych czasach... Nic to, nie straszne dla nas braki biletów; opracowaliśmy szybki Plan Zastępczy, który polegał na wypiciu browarka, zjedzenia pizzy i obejrzenia jakiegoś filmu w zaciszu domowym, a że pogoda była pod psem, to taki podkład pod zbliżający się coraz szybszymi krokami wieczór był chyba idealny. Po zjedzeniu, napiciu, obejrzeniu wyruszyliśmy z niezłym opóźnieniem do GGOG – tak to jest jak trzeba jechać do domu zmienić przemoczone buty:-/.
Szybkie przybicie pieczątek i piąteczek na bramce i już wbijamy się do środeczka. A tam od razu zmasowane dźwięki dywizji drum’n’bassowej pod dowództwem Dja Impa. Jedyny w Polsce DJ, które scratchuje ręką w gipsie – swoją drogą ten gips ma już tak długo, że chyba się zrósł z tą ręką :->. W klubie sporo ludzi, ale nie tak dużo jak poprzednio. Widać „konkurencyjna” impreza w Sfinksie (szkoda, że terminy się nałożyły) spowodowała konieczność podzielenia się ludzi między te dwie miejscówki. Parę przywitań tu i tam, bo przecież osób rozpoznawalnych w słabo oświetlonych miejscach sporo i postanawiamy zrzucić kurtki. Zresztą w środku cieplutko, troszkę duszno, ale idzie wytrzymać. Nieco mniejsza niż zwykle frekwencja (i tak przeliczana na setki mięsa armatniego) pozwala na swobodne poruszanie się po polu bitwy i tupanie nogą w moim ulubionym miejscu – dwa tygodnie temu, na transach Togi tłok był taki, że nawet się nie wbijałem na parkiet, tylko zalegałem na tyłach.
Po Impie dowództwo przejął kolejny generał dywizji z grupy Noiz Emitters, czyli Deform. Szybko, mocno, ale nie do przesady i z duża ilością, jak to nazywamy, skuźlonych dźwięków – a to jakiś mały wkręcik, a to rzępolenie – po prostu coś co pozwoli zdezorientować nie tylko kota, ale i jego właściciela. Jest ciągle szybko, ludzie się ciągle bawią, a ja popijam piwko i nadal tupię nogą w defiladowym marszu. Jest mała grupka szczególnie przeżywająca ten event – żywiołowo reagują na każdy numer, podchodzą do Djki dając tajemne znaki, które zapewne oznaczają „dobrze jest”:-). My czekamy jednak na chłopaków z frontu południowego – dwa korpusy: jeden z Torunia, drugi z Bydgoszczy i towarzyszący im koleś od propagandy mówionej wreszcie stają za deckami. Jako pierwszy gra Mar.Cus i gra tak trochę nijako, no jakby dostał ślepe naboje albo co. Do walki zagrzewa Mc Qbik, ale też jakoś słabo – jego gadka nie przekonuje mnie, raczej nie oddam życia za drum’n’bass tej nocy. Biegam se tu i ówdzie unikając rykoszetów a w międzyczasie po dymisji Mar.Cusa (ale jeszcze nie degradacji – dajmy mu szansę) pałeczkę przejmuje strzelec wyborowy Player z Torunia. No to mi się zaczyna podobać, gorączkowo szukam broni i przyłączam się do kanonady na parkiecie – tak! Nasi wygrywają! Jest fajnie, miłośnicy fajnych dźwięków mają wyraźną przewagę – takie imprezy, tfu bitwy lubię :-). Player gra dynamicznie, materiał ma wg mnie ciekawszy od Mar.Cusa, ale jako laik nie podejmuję się określać czym tam strzelał z gramofonów, ale w opisie imprezy przeczytałem, że to tech stepy hehe. Qbik ciągle nawija, ale zaprawdę powiadam wam, że niepotrzebnie. Na chwilę zmienia go Zakrentka, ale też jakoś fałszuje czy cuś – już kurna wiem!!! To mikrofon – na pewno nie spełnia norm natowskich i dlatego przekłamuje. Apel do organizatorów – nie kupujcie sprzętu w demobilu, kupcie jakiegoś porządnego kałacha, żeby MC miał z czego strzelać!
W międzyczasie koledzy albo agenci wroga częstują mnie piwem i nie tylko i jest, no jest tak, że na 45 minut idę się położyć do samochodu. To chyba jakiś przypadkowy postrzał. Na szczęście szybko dochodzę do siebie i powracam do walki. Wspólny front toruńsko-bydgoski nadal prowadzi ostrzał, a ludzie nadal biegają i skaczą po parkiecie. Deform wyraźnie zadowolony, że nie musi jeszcze grać, choć w obliczu śmiertelnego postrzału Impa jest zmuszony w końcu ponownie stanąć za Djką. Imp jest nieprzytomny, ale wygląda, że się z tego wyliże, więc przestajemy się nim zajmować (czyli kręcić z niego bekę) i wracamy na parkiet. Deform podkręca tempo i jest naprawdę ostro. Stajemy się coraz bardziej wyczerpani i zmęczeni – przydałyby się posiłki, ale jak widać o tej porze ciężko o nowych rekrutów. Zawieszam wzrok na wizualizacjach autorstwa VJa Solid – jak zwykle ciekawe zmiany obrazów, choć jak dla mnie za mało militarne – cóż, przecież bez romantycznie wyglądających czołgów na tle zachodzącego słońca też się mogę bawić:-). A powiedzmy sobie szczerze – obrazki, filmiki i animacje pierwyj sort...
Zbieramy się koło 5 i zmęczeni udajemy się do domu. Imprezka trwała chyba do 9 i za deckami pojawił się jeszcze młody adept w stopniu szeregowca DJ Blue – nam jednak nie dane już było go wysłuchać, bo wtopieni w miękką (i maskującą) pościel odpływaliśmy w świat pokoju...

Michael

Powrót do relacji
Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team