login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2003-05-17 Sfinks: "Maratończyk" - jeden obraz, dwa spojrzenia cz.2

Sobota wieczór.
Lekkie zmęczenie po 2 wieczorkach w GGOG oraz inne czynniki ;) spowodowały, że z nie najlepszym humorem wybierałem się w sobotę na imprę.
Mały befor, dobra kolacja i wyjazd do kurortu Sopot. Gdzieś koło 22.45 jesteśmy na miejscu. eee gdzie też są zapowiadane tłumy znajomych ?? Jak na razie pustki, zarówno w Sfini jak i okolicach. Zaczynamy wiec od małej wyprawy na plazę w celu spożycia napojów wyskokowych :)
Droga powrotna obfituje jednak w spotkania, ciekawe wobec tego kto jest w ggog skoro połowa stałych bywalców jest tutaj. Ale się nie dziwię, w końcu kiedyż to ostatnio można było posłuchać Jungli, a zwłaszcza mojej ulubionej odmiany Ragga Jungle :)
W końcu koło godziny 00.00 stajemy się częścią wystroju wnętrza klubu, chyba jakoś właśnie zaczęli ROS i RDW, miło, fajnie, szybko, na poziomie, ale jakoś mnie nie bierze, chyba mam lekki przesyt d'n'b, bardzo modny zrobił się ostatnio i co tydzień można go gdzieś posluchać.
Czekam więc na moją muzykę, około 2 zmiana Dj-ta, wchodzi któryś z gości zagranicznych (niestety nie wiem który ;)

I właśnie ta chwila zmieniła na zawsze moje życie, zrozumiałem dlaczego żyje, dokąd dążę, jaki jest sens tego wszystkiego....eee chyba mi się trochę popierdoliło... to było troche później na mszy Niedzielnej ;)... znaczy się potencjalnie tak by mogło być gdybym był wierzący :)

Ale wracając do tematu, znajomy rytm i kawałki powoli rozkręciły i rozgrzały moje wielkie cielsko ;), wszystkie problemy i zmęczenie zniknęły. Umysł powoli przestał kontrolować ruchy, gdyż rozkazy z mózgu nie nadążały za rytmem, świadomość powoli poddała się, pozostała muzyka, rytm i ruch.
To było jak pływanie w głębokim oceanie ekstazy gdzie ruch był życiem a rytm energią wypełniającą każdą komórkę ciała, tylko rzadkie wypłynięcia na powierzchnię świadomości, pozwalały rozejrzeć się dookoła, zwolnić, napić się czegoś i wracać, wracać jak najszybciej na parkiet bo się skończy.
Pamiętam pot kapiący z całego mojego ciała przy każdym ruchu, zmęczenie (ale kolejne kawałki bezlitośnie nie pozwalały zejść z parkietu). W końcu po jakies 1.5h ciągłego skakania nie dałem więcej rady i padłem :)
Zresztą jak się okazało, za chwilę znowu wróciły znane rytmy d'n'b i set Ragga odszedł w przeszłość (całe szczęście bo bym chyba zawału dostał :)
Parkiet powoli zapełnił się uciekinierami (niezła beka, bo jak weszły R.Jungle połowa nie zdzierzyła i chilout nagle zrobił się bardzo popularny)
W każdym razie skoro to koniec tego "co Gumisie lubią najbardziej" ;) to jedziem do GGOG, zwłaszcza, że Afrus zapowiadał wgniecenie mnie w ziemię swoim nowym setem Darkcorowym, a miał grać od 4-ej.
Nasza grupka więc emigruje dalej, choć jej część odpadła gdzieś na Zaspie :)

GGOG 4 rano
Hmm, niezbyt tłoczno, rzekłbym milutko, jesteśmy pierwszymi emigrantami z Soptu ale nie ostatnimi ;)
Pogrywają jacyś obcy, pewnie goście, w miarę szybko ale po tym co przeżyłem to nie wywiera już wielkiego wrażenia.
Na chillu Blanti od kilku godzin masakruje te same 6 płyt :)
Afrus twierdzi, że zaczyna od 5-ej. Jest więc czas na rozmówki ze znajomymi.
Krótko przed 5 dostaję wezwanie do stawienia się na parkiecie, jako naczelny hardcor/dres i wielbiciel mocnej muzy :) Zaczynamy wiec 2 część wyjebki wieczoru, Afrus stopniuje napięcie, owszem zaczyna szybko ale nie musze jeszcze wyłączać kontrolki :) Nawet zbytnio się nie męczę, co jest ;) ? Jednak powoli muza zaczyna porywać mnie swoim tempem, po raz drugi dzisiejszej nocy wypełnia mnie euforia i moc muzyki rządzi moimi ruchami.
Niezły był nachlany koleś z wioski, który przy każdym kawałku podbiegał do DJ-ki łapał się za głowę i zachwyconym głosem wołał JAAAAA!!!!!!!! lub JAAAAAA PIEEEERDOLE !!!!!
Może nie była to aż taka niekontrolka i tempo jak w Sfini ale 1.5h zlecialo jak z płatka, aż musiałem znowu koszulkę zdjąć tak się spocilem ;). Nie wiem skąd Afro wziął te kawałki ale przynajmniej 2 rozwaliły mnie i przyprwiły o palpitacje serca. Chyba jestem za stary na takie imprezy :)))
W każdym razie uważam tę noc za jedną z najlepszych w tym roku jeśli chodzi o wybawienie się na parkiecie, już dawno się tak przyjemnie nie zmęczyłem.
Niestety wszystko co dobre, kiedyś się kończy. Ludzie wymiękli, Afrusowi skończyły się kawałki ;)
Nadeszła pora na zaleganie na chillu i rozmówki poranne, i tak do 8.30 kiedy to Krzysiu wyrzucił wszystkich swoim sztandarowym kawałkiem z "Ich Troje" (zreszta całkiem skoczny on jest ;))))))
Mały after nad morzem :) (dobrze jest mieć auto :) i do domciu.
Jednak wspomnienia z imprezy jeszcze długo nie dały mi spac :))

Mario

Obejrzyj zdjecia z tej imprezy, których autorem jest Gaja
Obejrzyj zdjecia z tej imprezy, których autorem jest Wujas
Powrót do relacji

Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team