login: hasło:
Nie masz konta ? Załóż je!

Relacje z imprez

2003-06-13 Hala na Wyścigach(W-wa): Nie lubię Magnum, wolę Glocka

Zeszłoroczna edycja Kuszenia Magnum była bardzo zachwalana. Mimo już wtedy znacznego spędu można było delektować się muzyką i kicać. Zachęcony licznymi rekomendacjami postanowiłem się wybrać na tą, miło - mogłoby się wydawać - zapowiadające się wydarzenie. Właściwie prosto z pracy razem z Młodym wyruszyliśmy do Warszawy. Symptomy złego pojawiły się już na starcie - ktoś zapomniał coś tam podłączyć i prawie nam się silnik zagotował. Liczne postoje z dolewaniem płynu do chłodnicy a także korek w okolicach Elbląga spowodował, że wlekliśmy się niemiłosiernie. Całe szczęście, że nastroje dopisywały. Dojechaliśmy do domku Kasi na wypizdowie zwanym Białołeką dość późno i po odświeżeniu i innych takich pojechaliśmy na Służewiec, gdzie impreza miała się odbyć. Jako, że zapomniałem iż mam odebrać akredytację prasową, wbijaliśmy się bramką dla "pospólstwa". Obszukani wzdłuż i wszerz, na szczęście bez próbników analnych zaszczyciliśmy swoją obecnością teren Kuszenia Magnum. Morze dresów, morze pijanych buraków, paru znajomych - obraz nędzy i rozpaczy, ale nic to, wbijamy się na hali. Po trzeciej próbie przepchnięcia się przez wąskie przejście bez przerwy szturmowane przez wchodzących do hali i wychodzących, o dziwo bez żadnej przewrotki wbiliśmy się do wnętrza. Bród i smród, temperatura sięgająca zenitu, spocone dresy z kakofonią ich wyjebanych gwizdków, małoletnie lolitki bez cycków - takim widokiem zostały zaatakowane nasze oczy i nozdrza; bleee. Olać to jednak, przepychamy się pod DJkę, gdzie z niemałym, acz pozytywnym, zaskokiem zaobserwowaliśmy naturalne kwiaty pnące się po ścianie frontowej DJki. Wysoko nad tłumem DJe pogrywali ciągle to samo (o tym za chwilę), po bokach, na wysuniętych platformach poruszały się bez gracji nie grzeszące urodą tancerki ubrane w mało wyszukane stroje. To chyba nie one miały kusić. Rozpychając się na moim kawałku podłogi zacząłem se tupać obunóż po podłodze, ale tupanie moje było mało skuteczne. Co kilka minut muzyka traciła na dłuższą przerwę bit a tłumy wyjącej i rozwydrzonej młodzieży prostej zagłuszały owe bezbitowe dźwięki (do tego klaszcząc i zawzięcie machając do DJów). Ciężko było się rozruszać, ciężko było z przyjemnością się gibać do nie dość, że monotonnej, to jeszcze zwyczajnie nudnej muzyki. Nie wytrzymując gorąca poszliśmy do chill-outu. W panującym tam jeszcze większym ukropie wytrzymaliśmy jedynie 5 minut - a szkoda, bo tutaj muzyka była rewelacyjna, na środku zaś tańczyły azjatycko-podobne tancerki, które skusić z większej odległości nawet mogły. Choć ich skuteczność malała z każdym zbliżającym się metrem, to i tak stanowiły o wiele milszy akcent od tancerek z dużej sali. Pić! Owszem można było zasycić loda, ale jakoś na słodkie nikt z nas nie miał ochoty i szukać tego w tym tłumie nam się nie chciało. Wewnątrz hali można było dostać tylko red bulle, a i to tylko w przypadku posiadania odliczonej kwoty (sic!). Trzeba zatem było wykaraskać się na zewnątrz. Drugie wyjście było luźniejsze niż pierwsze, ponieważ ruch panował tylko w jedną stronę, uff. Na zewnątrz hot-dogi i kiełbaski z grilla dla zgłodniałych, sporo stolików i ław do siedzenia i wreszcie płyny! Cola i piwo. Jak zwykle złapałem się za piwo, ale bosh, jakież ono było wstrętne. Po piwie zdarza się czasem siusiu - były tojtoje - całe 5 sztuk na 6 tys. luda :->. O piątej rano po prostu spitoliliśmy stamtąd i wraz z napotkanymi Augustów Squad (peace Pablo i Słoń) oraz naszą nową przewodniczką Małgosią dotarliśmy na after do Klatki - i to było kluczowe. Dlaczego? O tym w następnej relacji już jutro albo kiedy będę w stanie:-).

Michael

Powrót do relacji
Hosting, Polityka prywatności, Współpraca, Reklama © 1999-2020 DrugStore Team